Wakacje z dziećmi to przygoda pełna radości, ale i wyzwań. Kiedy pakujemy się na dłuższy wyjazd campervanem, zawsze pojawia się ta sama myśl: co zabrać, żeby było wygodnie, bezpiecznie i ciekawie dla CAŁEJ rodziny? Po latach podróżowania z trójką baaaardzo aktywnych dzieciaków (i psem!) mamy swoją żelazną piątkę rzeczy, które naprawdę robią różnicę. Nie chodzi tu o oczywistości typu krem z filtrem czy ręcznik plażowy. Oto nasz subiektywny zestaw (nieoczywistych) wakacyjnych must-have’ów!
Dodajmy, że od jakiegoś czasu wakacje spędzamy, podróżując naszym campervanem. To nie tylko środek transportu, ale też dom na kółkach, który daje nam ogromną wolność i elastyczność. Możemy zmieniać plany w zależności od pogody, zatrzymywać się w miejscach, które nas urzekają i cieszyć się naturą z dala od tłumów. Co zatem zapakowaliśmy w tym roku do naszego campervana?





O tym przeczytasz
1. Ochrona przed słońcem, czyli odzież UPF – nasz wakacyjny superbohater
Jeśli śledzicie naszego bloga, wiecie, że odzież UPF to u nas podstawa na wszelkich wyprawach od wielu, wielu lat. To ubrania, które działają jak tarcza przed szkodliwym promieniowaniem UV – bez potrzeby ciągłego smarowania kremem. Sprawdzają się na plaży (nigdy nie siedzimy na plaży w kostiumie – zawsze się zasłaniamy! nauczyliśmy się na własnych błędach), w wodzie, na rowerze, czy w górach. Chronią nie tylko skórę, ale też „święty spokój rodziców”, bo nie trzeba co chwilę przypominać dzieciakom o dosmarowaniu ramion czy pleców. Do tego są przewiewne i wygodne.
Co polecamy? U nas super sprawdzają się koszulki, bluzy, okrycia głowy Columbii z zupełnie wyjątkową (mówię to z pełną odpowiedzialnością!) technologią Omni-Shade™, chroniącą przed szkodliwym promieniowaniem UVA oraz UVB – pisaliśmy o nich na blogu ostatnio.
Jako dodatek do ubrań polecamy bardzo także okulary przeciwsłoneczne z filtrem UV. Według nas to nie fanaberia – to inwestycja w zdrowie oczu naszych dzieci. U nas każde z dzieci ma swoje „wyprawowe” okulary, które pakujemy do podróżnego niezbędnika. I powiem Wam szczerze: odkąd dzieci noszą okulary z filtrem, rzadziej narzekają na zmęczenie oczu czy ból głowy po całym dniu w słońcu. Zrobiliśmy o nich nawet rolkę.




2. Woda! Czyli bidony z wodą, plecaki z systemem nawadniania
Jestem zdania, że każdy z nas, niezależenie od tego, gdzie mieszka i co robi, powinien mieć swój bidon z wodą. U nas właśnie tak jest – bidony zabieramy do szkoły, pracy, do kina i obowiązkowo na każdą wycieczkę. Na dłuższe wyprawy hitem są plecaki z bukłakiem, dzięki którym dzieci same kontrolują, kiedy i ile piją. Nie musimy się zatrzymywać co 10 minut na postój i sięgać do plecaka po wodę – to prawdziwy game changer na rowerowych czy górskich trasach.
Dzieciaki od kilku lat mają małe plecaki rowerowe Thule UpTake, my z Mario mamy plecaki Columbii (mega polecam Blackcomb Ridge™ 30L – zapakowałam się do niego na kilkudniowy wiosenno-zimowy trekking w Karkonoszach i wszystko się zmieściło!), które mają dodatkową kieszeń na płaski worek-bidon i dziurki na wprowadzenie rurki.





3. Rowery – wolność, przygoda, frajda
Nie wyobrażamy sobie wakacji bez rowerów. Nie wyobrażamy sobie życia bez rowerów!
Rowery to dla nas nie tylko środek transportu, ale styl życia.
I nie jest ważne, czy jedziemy na kemping nad morzem, na wycieczkę po lesie czy zwiedzamy nowe miasto – dwa kółka towarzyszą nam niemal wszędzie. Dzięki nim jesteśmy bardziej mobilni, odkrywamy miejsca niedostępne dla samochodów, a dzieci uczą się samodzielności i wytrwałości. Nasz campervan ma zawsze miejsce na rowery – chyba już nie wyobrażamy sobie żadnego wyjazdu bez nich.




4. Pełnowartościowe posiłki w 10 minut, czyli nasze ukochane lio!
Coś, co uratowało naszą niejedną podróż! Liofilozowane jedzenie od polskiej marki Lyofood. Zdecydowanie najlepsze na rynku lio. Korzystamy z nich co najmniej od 8 lat, odkąd zaczęliśmy regularnie jeździć na Islandię.
Jak to działa? Najpierw dania są gotowane normalnie przez szefów kuchni, a suszone, czyli liofilizowane, są dopiero potem. Paczkę wystarczy zalać wrzątkiem, poczekać do 10 minut i danie z powrotem zamienia się w „zwykły-niezwykły” posiłek. Smakują więc jak domowy obiad albo śniadanie czy deser (zobaczcie ich menu – serio wymiata!), niż jak typowa turystyczna paczka. Bez sztucznych dodatków, bez konserwantów, w paczkach jest TYLKO I AŻ JEDZENIE – i to naprawdę czuć. Wiedzą to też himalaiści, alpiniści, polarnicy czy… astronauci – Lyofood jest wybierany nie tylko na najważniejsze profesjonalne ekspedycje na świecie, ale nawet ostatnio poleciał w kosmos razem ze Sławoszem Uznańskim-Wiśniewskim :). Dla nas najważniejsze jest to, że działa tu i teraz – na szlaku, pod namiotem, w drodze w campervanie (czasy jedzenia czegoś na szybko na stacjach benzynowych dawno mamy szczęśliwie za sobą). Lekkie, sycące, zdrowe, zbilansowane, supersmaczne i po prostu turbowygodne.






5. Książki, gry planszowe i przenośny rzutnik – relaks i wspólny czas
Wieczory na kempingu, deszczowy dzień w górach, chwila oddechu po całym dniu na świeżym powietrzu – książki i gry planszowe to nasz sposób na spokojne, rodzinne wieczory. Pakujemy książki dla dzieci i dla nas, ulubione planszówki (te kompaktowe, które nie zajmują połowy bagażnika) i… nasz przenośny rzutnik. Dzięki niemu możemy zrobić kino pod gwiazdami albo seans w kamperze podczas deszczu. Serioooooo, magiczne chwile gwarantowane :).
No i coś, o czym prawie zapomniała, bo to totalna oczywistość!
Krzesłka i stolik! – magiczne poszerzenie przestrzeni busowej o outdoorowe miejsce do jedzenia, gapienia się na zachody słońca czy w gwiazdy.
Nasza polecajka: zestaw Coleman Polska – meeeeegawygodne, szybkoskładalne i i zajmujące na płasko naprawdę niewiele miejsca w busie!



A Wy? Co zabieracie na rodzinne wakacje?
Każda rodzina ma swoje patenty i ulubione „wakacyjne niezbędniki”. My z tych pięciu rzeczy nie rezygnujemy – bo dzięki nim nasze podróże są bezpieczniejsze, wygodniejsze i wiecie, takie nasze. A co znajduje się na Waszej liście? Dajcie znać w komentarzach albo w naszych social mediach!



