Główna » Bądź przy mnie blisko – 5 sposobów na budowanie relacji z dzieckiem

Bądź przy mnie blisko – 5 sposobów na budowanie relacji z dzieckiem

by Karo

Budowanie relacji z dzieckiem, bycie razem, tworzenie więzi to jeden z moich ukochanych tematów – mogłabym pisać o tym nieustannie. Dlaczego? Bo to właśnie od tej więzi zależy dużo niezwykle ważnych rzeczy: jak dziecko będzie rozwijało się emocjonalnie, czy będzie widziało świat jako bezpieczne miejsce i siebie jako jego wartościową część, w jaki sposób będzie budowało bliskie relacji w dorosłym życiu.

Jestem mamą prawie od 9 lat. I powiem Wam, że jest to jedna z najpiękniejszych, ale też najtrudniejszych ról, jaką przyszło mi pełnić. Miłość, szczęście i radość mieszają się niemal codziennie ze zmęczeniem, frustracją, złością i poczuciem, że mogłabym lepiej, więcej. Czy czegoś nie przeoczyłam? Czy znowu nie sięgnęłam po jakieś półśrodki? Czy drugi raz postąpiłabym tak samo? 

Z drugiej strony wiem, że nie ma idealnych rodziców. Każdy z nas popełnia błędy. I nawet jeśli przeczytaliśmy setki mądrych książek o wychowaniu dzieci, wysłuchaliśmy dziesiątek podcastów o rodzicielstwie czy „przepracowaliśmy” na różnych warsztatach i terapiach tematy, z którymi było nam trudno funcjonować, to i tak nie na wszystko będziemy mieć wpływ.

Na szczęście nasz świat rodzicielski świat jest tak skonstruowany, że często tak naprawdę nie potrzeba wiele, by zbudować bliską relację z dzieckiem. To, co najważniejsze i do czego każdy rodzic ma dostęp, czyli

nasz czas, bycie uważnym i otwartym na potrzeby małego człowieka,

to podstawa, na której zbudować można naprawdę bardzo dużo. Zobaczcie, co robimy, by mieć fajną relację z naszymi dziećmi. Przekonaliśmy się już wielokrotnie, że to, co wkładamy do głowy i serca naszym dzieciom, naprawdę procentuje. Nasze rodzicielstwo jest po prostu jakieś takie… prostsze :).

Najważniejsza rzecz od pierwszych dni życia (do ostatnich!): DOTYK

Budowanie relacji z dzieckiem mogłabym zacząć i zakończyć tylko tą jedną wskazówką: dotykaj dziecko jak najczęściej! Przytulaj, głaszcz, miziaj, całuj, drap po pleckach, łaskocz, rób siłowanki, przepychanki i gilgotki. Noś w chuście albo nosidełku, kołysz w ramionach, lulaj, leż obok na łóżku.

Bez dotyku nie rozwija się ani nasze ciało, ani nasz mózg. Fenomen ten opisała kilkadziesiąt lat temu amerykańska psychoterapeutka Virginia Satir:

„By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu. By się rozwijać – dwunastu”. 

Dlatego im częściej dziecko jest przez nas przytulane i dotykane, tym pełniej rozwija się zarówno ono samo, jak i nasza relacja z nim. Sytuacja win-win.

PS. Powiem Wam, że przytulanie się jest jedną z moich ulubionych czynności w ciągu dnia. I uwielbiam to, że mam w swoim najbliższym otoczeniu tyle osób, które mogę codziennie wyprzytulać! A jak dodać do tego jeszcze psa, to już w ogóle robi się niemal tłoczno!

attis, pulvinar dapibus leo

Przytulajcie się jak najczęściej!

Dzielenie się emocjami

Okazywanie emocji, nauka rozpoznawania ich i mówienia o nich to – w moim odczuciu – druga najważniejsza umiejętność, która fantastycznie buduje relacje z dzieckiem. I choć jest to dla mnie jedna z trudniejszych rzeczy w byciu rodzicem (bo łatwo mówi się o tym, dlaczego się cieszymy – dużo trudniej opowiadać o powodach rozczarowania czy żalu w sposób nikogo nie krzywdzący), to wiem, że jeśli nie pokażemy dzieciom, w jaki sposób sami przeżywamy różne emocje, to dziecko się po prostu tego nie nauczy.

Poza tym, jeśli nie będzie z jakiegoś powodu, w naszym domu przyzwolenia na okazywanie złości, dzielenie się smutkiem, to dziecko będzie myślało, że tych emocji po prostu nie wolno okazywać. Nie będzie wiedziało dlaczego. Będzie wiedziało, że to coś złego.

Dbanie o relacje z innymi bliskimi

Budowanie więzi z dzieckiem to też pokazywanie, że my sami umiemy budować bliskie więzi z innymi ludźmi. Regularne spotykanie się z przyjaciółmi (teraz robimy to online – i dzieci to widzą i same uczestniczą w rozmowach :), robienie sobie prezentów na urodziny czy bez okazji, interesowanie się tym, co u nich słychać, pomaganie i bycie obok.

Dzieciaki widzą i czują więcej, niż nam się wydaje. Przekonaliśmy się o tym wiele razy.

Wspólne spędzanie czasu

Mamo, pobawisz się ze mną? To pytanie zna chyba każdy rodzic, prawda? Ja muszę przyznać, nie przepadam za wyścigami samochodzikami czy zabawami w odgrywanie ról… Ale jeśli chodzi o różne gry czy planszówki, to zazwyczaj długo mnie nie trzeba przekonywać. Kiedy więc Ravensburger, jedno z najstarszych w Europie wydawnictw produkujących gry (frma powstała dokładnie 100 lat przed moim narodzeniem!), napisało do nas z propozycją przetestowania ich kultowej już, bo mającej ponad 35 lat gry, wiedziałam, że to będzie strzał w dziesiątkę. Zwłaszcza, że dzieci grały w nią już wcześniej u swoich przyjaciół (pozdrowienia dla Julka i Zosi!).

Labyrinth – planszówka wspierająca współpracę

Labyrinth Team Edition to klasyczna, wydawać by się mogło, planszówka z jedną planszą, kartami i 4 pionkami. Jednak zamiast współzawodnictwa, grania tylko na siebie i utrudniania życia przeciwnikowi, mamy tu współpracę i pomaganie sobie nawzajem w jak najszybszym zdobyciu upragnionego celu – ułożeniu magicznego portalu, dzięki któremu będzie się można wydostać z labiryntu i tym samym skończyć grę.

Zadaniem graczy jest jak najszybsze przejście labiryntu i zdobycie skarbów, które znajdują się w korytarzach. Jednak, żeby nie było zbyt łatwo, cały czas Dedal, tajemniczy duch labiryntu, miesza zawodnikom szyki, przesuwając korytarzami, zasypując przejścia i chowając skarby.

Gra przeznaczona jest dla graczy 8+. Może w nią grać od 2 do 4 osób. Na początku zasady wydają się trochę skomplikowane, ale wystarczy jedna partyjka, by wszyscy skumali o co chodzi (zdradzę Wam nawet, że 7-letni Jasiek załapał najszybciej :).

Labyrinth jest dostępny także w innych wersjach, m.in. z Psim Patrolem, Harrym Potterem, Minionkami, Frozen, w wersji 3D czy świecącej w ciemności. Serio, jest w czym wybierać!

Budowanie relacji z dzieckiem to też... odpuszczanie

Często tak bardzo się staramy być dobrym rodzicem, że… no właśnie… staramy się aż za bardzo. Z naszego doświadczenia wynika, że czasem warto odpuścić. Pozwolić dłużej oglądać bajki w weekend, zjeść żelki przed śniadaniem, chodzić cały dzień po domu w piżamie. Odstępstwa od reguły nie oznaczają zmiany reguł. Odpuszczanie może być pokazywaniem, że my też jesteśmy ludźmi i też nam samym czasem się nie chce.

Poza tym, czy dzieci naprawdę potrzebują idealnych rodziców? Czy może bardziej przydatni będą rodzice, którzy własnym przykładem pokażą im, że zarówno my sami, jak i świat wokół nas nigdy idealny nie będzie? I może właśnie to jest w nim najpiękniejsze?

Odpowiedź pozostawiam Wam ❤.

Materiał powstał we współpracy z wydawnictwem Ravensburger.

Zostań z nami na dłużej!

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.