Pszczoły, człowiek, jeże, kwiaty, woda, powietrze. Na pierwszy rzut oka wszystko to brzmi jak przypadkowa wyliczanka. Ale to nie przypadek. Wszystko jest ze sobą połączone. My i Wy też. Dlatego dbajmy o siebie nawzajem. W jaki sposób? Robiąc nasze #chodźnadwór i pokazując dzieciom na co dzień, czym jest bioróżnorodność.



O tym przeczytasz
Zakochujmy dzieci w przyrodzie! To prostsze, niż myślicie
Na naszym blogu od lat piszemy o tym, jak być z dziećmi bliżej przyrody i je w tej przyrodzie zakochiwać. Naprawdę nie trzeba wiele, by jeż stał się dla przedszkolaków superbohaterem, a las niedaleko domu magiczną przestrzenią, w której dzieją się prawdzwe cuda. Wystarczy odrobina naszej wyobraźni, trochę researchu kilku ciekawostek o zwierzakach czy drzewach, które widzimy za oknem i już. Wtedy „zwykłe” wędrówki przez łąki, weekendowe leśne przygody, małe pikniki przy placu zabaw w parku będą prawdziwymi spotkaniami z życiem, którego nie da się zobaczyć zza szyby samochodu.
Bo jak powiedział (to mój absolutnie ulubiony cytat ever!) sir David Attenborough:
Jeśli dzieci nie dorastają w bliskości natury i nie uczą się jej doceniać, nigdy jej naprawdę nie zrozumieją. A jeśli jej nie zrozumieją, nie będą potrafiły jej chronić… A jeśli one jej nie ochronią — to kto to zrobi?





Biorożnorodność nie jest tylko „dla ekologów”
Biorożnorodność to nie jest skomplikowany temat dla naukowców albo dla klimatologów z ONZ. Bioróżnorodność to nasza sprawa. To sprawa naszych dzieci. Dzieci, które uczymy od małego, że wszyscy żyjemy w powiązaniu. Bez trudu potrafi to wytłumaczyć nasz 9-letni Jasiek. Ba! Rozumie to także nasze 6-letnia Basia, mimo że nie potrafi wypowiedzieć trudnego słowa BIO-RÓŻ-NO-ROD-NOŚĆ. Dla naszych dzieci jest oczywiste, że jeśli nie będzie owadów zapylaczy, na naszych talerzach nie będzie owoców i warzyw. A jeśli wytniemy z naszej okolicy drzewa, to nie tylko zabierzemy dom ptakom i owadom, ale i sami będziemy mieć dużo gorszą jakość powietrza. Albo jeśli w miastach nie zostawimy liści na trawnikach, to jeże nie przetrwają zimy, bo nie będą się miały gdzie zakopać.
Poza tym, jak powiedziała w jednym z odcinków mojego podcastu DOBRANOCKA DLA RODZICÓW, Aneta Chmielińska, fantastyczna edukatorka, popularyzatorka nauki i autorka książek o naturze:
Nie trzeba być ekspertem od przyrody, by zabierać dzieci w naturę. Wystarczy nasz czas i nasza uwaga.



Nasze codzienne przygody z biorożnorodnością
A wiecie, skąd te nasze dzieci to wiedzą? Z doświadczenia. Z regularnego bycia w naturze i obserwowania tego, co dookoła nich. Naprawdę nie trzeba specjalnych warsztatów czy drogich wycieczek, by dzieciaki doświadczały przyrody.
Wiecie, że Janek do tej pory wspomina wspólne wędrówki i nocowanki w Górach Świętokrzyskich z Mario, podczas których na własne uszy, kiedy kładli się spać w namiocie, słyszał jelenie na rykowisku? Z kolei dla Basi oczywiste jest, że na szlaku w górach nie wyrzucamy żadnych śmieci, nawet ogryzków jabłek, bo moglibyśmy tym przez przypadek zachęcić dzikie zwierzęta do szukania jedzenia w tym rejonie. Mania natomiast opowiada o swoim tacie, który kilka razy ratował jeże, potrącane przez auta obok naszego osiedla w Warszawie. Bo wbrew pozorom – w dużych miastach, jakim bez wątpienia jest Warszawa – żyje naprawdę bardzo dużo dzikich zwierząt, często pod ochroną. Mamy też mnóstwo bioróżnorodnych obszarów (jak unikalne w skali Europy lasy łęgowe nad Wisłą – wiecie, 3 km od Pałacu Kultury i Nauki!), w których kryją się prawdziwe cuda natury. Trzeba tylko chcieć je dostrzec.



Wszystko jest połączone
Każda roślina, każdy owad, każdy ptak to część łańcucha, który zapewnia nam zdrowie fizyczne i psychiczne – jest na to wiele badań naukowych, o czym wielokrotnie Wam pisałam. A kiedy ten łańcuch zostaje przerwany, wszystko zaczyna się walić jak domek z kart. Dlatego bardzo się cieszymy się, że możemy wspierać kampanię edukacyjną „Bioróżnorodnie połączeni”, realizowaną przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Jej przesłanie jest proste i zgodne z tym, o czym mówimy od lat: tylko pokazując dzieciom świat w całej jego złożoności, możemy nauczyć je miłości do niego i odpowiedzialności za niego.
Co możemy zrobić już teraz?
- róbmy #chodźnadwór czy #chodźnapole – zabierajmy regularnie dzieci do lasu, parku, nad rzekę, na łąkę za domem – niech to będzie nasz codzienny rytuał
- bądźmy i pozwalajmy dzieciom po prostu być w naturze – czasem naprawdę nie trzeba robić nic, by dzieciaki zaczęły dostrzegać różne małe szczegóły, czy powiązania
- budujmy hotele dla owadów, sadźmy miododajne kwiaty, zostawiajmy jesienią i zimą liście dla jeży na trawnikach czy w ogrodach
- uczmy dzieci, że nie wszystko musi być „czyste” i „ułożone”
- rozmawiajmy o tym, że świat nie jest dla nas, ale my jesteśmy częścią tego świata
- słuchajmy z dziećmi podcastów o przyrodzie, czytajmy książki, oglądajmy filmy przyrodnicze, uczmy się fajnych choreografii do piosenek, takich jak chociażby te proponowane w kampanii: Odważna żaba, Chomikowy Hip-Hop, Jeż zuch czy Brawo Trzmiel – u nas cała rodzina nuci teraz „Tup tup, niuch niuch, jeż to prawdziwy zuch!” – zobaczcie na naszym Instagramie :)
- bądźmy aktywnymi rodzicami w żłobkach, przedszkolach i szkołach naszych dzieci – namawiajmy, by placówki brały udział w ekologicznych inicjatywach, by korzystały ze scenariuszy lekcji przygotowanych przez ekspertów i naukowców, ale też, by po prostu dzieciaki spędzały więcej czasu na dworze podczas przerw – tylko w ten sposób będą traktowały bycie w przyrodzie jako coś naturalnego, coś, co robi się codziennie, bo dzięki temu żyje nam się lepiej
Chodzi o to, by nasze dzieciaki były czujne, obecne, współodczuwające. By miały szansę poznać przyrodę, zrozumieć ją i pokochać. A potem, by im na niej zależało. Tylko w ten sposób będą ją chronić.
Tekst powstał w ramach kampanii edukacyjnej Ministerstwa Klimatu i Środowiska „Bioróżnorodnie połączeni”, sfinansowanej ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Więcej informacji o kampanii znajdziecie na stronie bioroznorodnosc.gov.pl.







