Bajkowa kraina zimna

Islandzkie powiedzenie mówi: „Nie podoba Ci się pogoda, poczekaj pięć minut”. Po powrocie z naszych dwóch rodzinnych podróży po Islandii wiemy już, że zdanie to sprawdza się niemal w stu procentach. W trakcie pierwszej naszej wyprawy na tę najpiękniejszą wyspę świata cieszyliśmy się ze słonecznej, ale niezwykle wietrznej pogody, jakiej doświadczyliśmy przez dwa tygodnie. Nie wyobrażaliśmy sobie wtedy, jak mogłaby wyglądać taka podróż, jeśli do wiatru dodalibyśmy deszcz. Teraz już wiemy :-).
To właśnie pogoda będzie największym wyzwaniem w trakcie podróży na wyspę ognia i lodu. Nie dajcie się zwieźć zdjęciom – one nie oddają tego, jak trudna jest to wyprawa. Zapewniamy, że zdefiniujecie na nowo pojęcie odczuwania zimna. Zimna, które potrafi przeszyć do szpiku kości. Wiatru, który nie pozwoli wam zrobić kroku. I deszczu, który nie ma określonego kierunku i pada zarówno prosto w twarz, jak i zacina od tyłu i z boku.
Dlaczego to piszemy? Żebyście nie byli zawiedzeni, żebyście się dobrze przygotowali. Islandia jest piękna, niesamowita, co chwilę zapiera dech w piersiach. Jednocześnie jest jednak bardzo, bardzo wymagająca. Nasze doświadczenie podpowiada, że łatwiejsza jest wersja stacjonarna i zdecydowanie wersja letnia. Wybieracie sobie miejsce, rezerwujecie 2-3 noce i ruszacie dalej. Unikniecie w ten sposób codziennego martwienia się o nocleg, będziecie mieli więcej czasu na spokojne wędrówki, a te kilka dni w jednym miejscu pozwoli Wam sprawdzić, czy chcecie sięgnąć po więcej i pokazać dzieciom bajkową krainę. Będzie to też swego rodzaju sprawdzenie zarówno siebie i własnych możliwości, jak i ograniczeń i barier, które każdy z nas w sobie nosi.
Jak się przygotować na taką wyprawę z dziećmi? Na blogu już niedługo post z naszymi wskazówkami. A tymczasem, jeśli potrzebujecie pomocy w zorganizowaniu podróży na Islandię, piszcie: hello@ourlittleadventures.pl.

4 komentarze

Magdalena Bodnari 6 listopada, 2017 - 20:39
Jedyne miejsce na ziemi, gdzie popłakałam się z bezsilności gdy wiał wiatr. A wielokrotnie zmagałam się z borą w Trieście. .-)
Our little adventures 6 listopada, 2017 - 20:42
Chyba się zatem rozumiemy, o czym dokładnie piszemy.
Aga Jaga 6 listopada, 2017 - 20:27
...że zmarznę przy czytaniu
Aga Jaga 6 listopada, 2017 - 20:22
Już się boję
Add Comment