Listy do Okruszka – 5 najbardziej szkodliwych mitów dotyczących noworodków

by Karo
Kochany Nasz Bakłażanowy Okruszku,
 
Dużo się ostatnio u nas dzieje, wiesz? Za oknem zrobiło się już bardzo mroźno – to znak, że nadeszła zima. Jest tak ślisko, że Makaronowi aż rozjechały się nogi na chodniku a podczas wieczornego spaceru Tata czuł się jak na ogromnym lodowisku (dobrze, że trzymał się smyczy Makarona). Mania po raz pierwszy napisała list do Świętego Mikołaja, Jasio również wybrał prezenty (ale co chwilę zmienia zdanie, więc do końca nie wiadomo, czego tak naprawdę chce). My, rodzice, musimy teraz stanąć na wysokości zadania i sprawić, by Mikołaj szybko dowiedział się o marzeniach Twojego brata i siostry.
 
W ogóle rodzice, kiedy takie Okruszki jak Ty pojawiają się na świecie, co chwila muszą stawać na wysokości jakiegoś zadania. Pierwsza rzecz to stawienie czoła Nieznanemu, choć tak bardzo Upragnionemu. Dziecko to jednocześnie największa radość i największe zmartwienie, jakie może spotkać nas w życiu. To jest tak magiczna, a jednocześnie tak uniwersalna dla wszystkich rodziców świata chwila, że ciężko ją wytłumaczyć komuś, kto tego nigdy nie doświadczył. Po prostu to trzeba przeżyć.
 
Jednak wraz z pojawieniem się na świecie pierwszego Maluszka, rodzice co chwilę muszą stawiać czoła jeszcze innym wyzwaniom – opinii innych rodziców lub często nie rodziców, którzy – mimo że często chcą dobrze – mają dużą potrzebę podzielenia się swoją opinią na temat opieki nad noworodkiem. To strasznie trudne zadanie, bo nie dość, że sytuacja, w jakiej znaleźli się młodzi rodzice, sama w sobie jest już bardzo stresująca (wszystko jest takie nowe a narastająca z każdą minutą odpowiedzialność za takie Okruszki jak Ty może naprawdę napędzić dużo strachu!), to jeszcze inni często wcale nam w tym nie pomagają.
 
Teraz, po naszych doświadczeniach z Manią i Jasiem, nasza rodzicielska skóra zrobiła się dużo, dużo grubsza, nabraliśmy doświadczenia i ufności w naszą intuicję. Wiemy też, komu możemy ufać, a czyje rady puścić mimo uszu. Jednak początki nie były takie łatwe…
 

Pewnie nie masz mleka!

Wiesz, że moja mleczna droga z Manią wcale nie była taka prosta, jak mi się na początku wydawało? Bardzo chciałam karmić Twoją starszą siostrę piersią. Jednak ani ja, ani Marianka nie wiedziałyśmy, jak się do tego zabrać. Wszystko robiłyśmy nie tak – ja źle ją przystawiałam, ona nie potrafiła załapać, o co chodzi. Jednak po kilku dniach, dzięki pomocy pań położnych w szpitalu i spokojnym, niewzruszonym wsparciu Twojego Taty, wszystko się ustabilizowało i mogłyśmy cieszyć się swoją bliskością bez większych stresów. Z kolei Jasio, mimo że przyssał się od razu (już wiedziałam, że najważniejszy jest spokój i wiara, że się uda), był takim strasznym śpiochem, że co chwilę przysypiał i trzeba go było bardzo mocno motywować do ssania.
 
Jednak dużo Mam nie ma tego szczęścia co ja. Zamiast doświadczonych rad specjalistów, słyszą, że albo wszystko robią źle, albo że na pewno nie mają wystarczającej ilości mleka, albo w ogóle lepiej będzie, jak od razu zrezygnują z tego trudnego zadania, bo przecież nie dadzą rady. Zamiast wsparcia – podcięcie skrzydeł. Zamiast siły – utrata wiary we własne możliwości.
 

Nie noś, bo się przyzwyczai

Wiesz, że istnieje coś takiego jak czwarty trymestr ciąży? Pierwsze trzy miesiące Twojego życia tak naprawdę powinieneś spędzić w takich samych warunkach jak wcześniej: dużo przytulania, bujania, spowijania, szumienia i odgłosów mojego serduszka – tego wszystkiego, co czułeś będąc u mnie w brzuszku.
 
Wszystko to mądrzy lekarze tłumaczą tym, że ewolucja zrobiła gatunkowi ludzkiemu psikusa:  poród następuje wcześniej, niż maluszek jest na to gotowy. Dlaczego tak się dzieje? Rosnąca bardzo szybko główka dziecka (w wraz z nią mózg) nie przeszłaby przez miednicę. Mali ludzie przychodzą więc na świat za wcześnie dokładnie o jeden trymestr, czyli trzy miesiące.
 
Dlatego też tak bardzo ważne jest, by to po prostu zaakceptować i nie złościć się, że ciągle chcesz być na rękach, bujany, przytulany i noszony.  A Ci wszyscy, którzy mówią, że nie można Cię tak w kółko nosić, bo się przyzwyczaisz, po prostu nie mają racji. Jak można się przyzwyczaić do czegoś, co już bardzo dobrze znasz?
 

Zostaw, niech się wypłacze

Maluszki takie jak Ty, jeśli chcą nam o czym powiedzieć, znają tylko jeden sposób, by nam to zakomunikować. Jest nim płacz. Naszym zadaniem, jeśli chcemy prawidłowo odpowiedzieć na taki komunikat, jest na ten płacz zareagować: nakarmić, zmienić pieluszkę, przykryć/odkryć, wziąć na ręce, przytulić, nosić tak długo, aż płacz ustanie.
 
Ci wszyscy rodzice, którzy słuchają przekazywanych z pokolenia na pokolenie okrutnych rad (Niech się wypłacze! W końcu się przyzwyczai!), często nie zdają sobie sprawy, że tak naprawdę powodują nieodwracalne zmiany w mózgach swoich maluszków. Dziecko rzeczywiście w którymś momencie przestaje płakać: czasem dzieje się to po 3, 5 lub 7 minutach. Dziecko, na którego płacz nikt nie reaguje, po prostu traci nadzieję. Pogrąża się w pustce, osamotnieniu i bardzo szybko zaczyna rozumieć, że jego potrzeba bliskości, bezpieczeństwa i miłości nie jest zaspokajana. W konsekwencji uczy się, że ono samo nie jest ważne dla najważniejszych osób w jego życiu: rodziców. Okrutne i barbarzyńskie, prawda?
 

Dziecko od początku musi mieć swoje łóżeczko

Jedno jest pewne: noworodek przede wszystkim potrzebuje bliskości. Chce czuć, że mama, tata czy inna bliska dla niego osoba jest po prostu blisko. Jeśli potrzeba bliskości jest zaspokojona, maluszki szybciej się rozwijają i szybciej przybierają na wadze. A przecież spanie w jednym łóżku z maluszkiem, jeszcze do początku XX wieku tak naturalne i oczywiste dla większości społeczeństw na świecie (nie mówiąc już o wszystkich ssakach), dopiero niedawno stało się czymś dziwnym. Zaczęto wierzyć, że jeśli raz pozwolimy wejść do naszego łóżka dziecku, już nigdy się go stamtąd nie pozbędziemy. Nie mówiąc już o wygodzie, wyspaniu się i bliskości pomiędzy rodzicami.
 
Mimo tego, że Mania i Jasio od początku mieli swoje łóżeczka i kołyski, bardzo często noce spędzali z nami: tak było nam po prostu wygodniej. Łatwiej było ich karmić, sprawdzać, czy wszystko z nimi w porządku, opiekować się w trakcie choroby. Do tej pory, chociaż każde z nich ma swoje łóżko, lubią czasem przyjść do nas nad ranem i po prostu się przytulić. Zawsze też razem zasypiamy – bardzo lubimy te wieczorne rytuały. Wiemy, że bardzo tego potrzebują (a my uwielbiamy te ich małe rączki mocno wtulone w nasze szyje).
 
Okruszku, dla Ciebie też przygotowujemy Twoje własne łóżeczko. Ale jeśli tylko będziesz tego potrzebował, w naszym dużym łóżku zawsze będzie dla Ciebie miejsce. Swoją drogą, będzie to chyba jeden z najzabawniejszych obrazków świata – z jednej strony ja, Ty, Mania + Jasio, Tata i od czasu do czasu Makaron w nogach (w końcu pies jest członkiem naszej rodziny i ma swoje potrzeby, prawda?).
 

Inni wiedzą lepiej

Okruszku, na początku każdemu młodemu rodzicowi jest trudno. Mimo że bardzo się stara i chce jak najlepiej, nie wie, czy robi dobrze. Z każdej strony docierają do niego sprzeczne komunikaty, że powinien to albo tamto, lub że metoda innych rodziców jest na pewno lepsza, niż jego własna (którą często ciężko jeszcze nawet nazwać jakąkolwiek metodą). Dodatkowo z dnia na dzień takie Maluszki jak Ty się zmieniają – to, co sprawdziło się jednego dnia, następnego już może nie działać.
 
Do tego dochodzi podejmowanie ciągłych decyzji: jak i czym szczepić, czy zakładać czapkę czy nie, jak i kiedy kąpać, czym myć, jak karmić, czy zostawić Cię na 2 godziny z kimś innym i wyjść do sklepu… Robi się tego bardzo, bardzo dużo. Zwłaszcza, jak wszystko to spotyka nas po raz pierwszy.
 
Po pięciu latach z Twoim rodzeństwem zdążyliśmy się już nauczyć, że w opiece nad Wami, najważniejsze są trzy rzeczy. Po pierwsze, nasza rodzicielska intuicja – tak naprawdę często sami wiemy, co jest dla Was najlepsze. Musimy tylko nauczyć się z tego korzystać. Po drugie, wiedza + doświadczenie specjalistów: sprawdzonych lekarzy i położnych, autorów mądrych książek, którzy podpowiedzą nam kilka możliwych sposobów na poradzenie sobie z czymś, o czym nie mamy pojęcia. Po trzecie: życzliwe i płynące z głębi serca opinie bliskich nam osób, które nie sprzedają nam „dobrych rad”, a dzielą się swoim doświadczeniem. Od nas zależy, czy będziemy chcieli z tych podpowiedzi skorzystać. Proste, a jednocześnie strasznie trudne, prawda?
 
Okruszku, dzisaij zaczynamy razem szósty miesiąc. Jesteś już coraz, coraz bliżej <3.
 
Do zobaczenia niebawem!
Twoja Mama
 
 
 

********************************************************

Dołącz do nas!

⇒ Zapraszamy do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi, w której zarażamy energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami. 

⇒ Będzie nam bardzo miło, jesli polubisz nasz profil Our Little Adventures na Facebooku i będziesz obserwować nas na Instagramie.

Bądźmy w kontakcie!

 

 

1 komentarz

Marta Styczeń 22, 2019 - 19:16

Piękne słowa! Idealnie oddają to co czuje jako mama 3miesiecznego niemowlęcia!

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.