Jet lag – czy jest się czego bać?

by Mario
Każdy, kto ma małe dziecko, pewnie nie raz zastanawiał się, czy zabierając malucha na drugi koniec świata nie będzie miał problemów z jet lagiem. Czy dziecko dobrze zniesie zmianę strefy czasowej? Czy organizm szybko dostosuje się do nowego rytmu? I przede wszystkim: czy nie odbije się to negatywnie na zdrowiu malucha? Za nami dwie długie podróże samolotem – pierwsza na zachód, do Chile, druga na  wschód, do Tajlandii. Zdradzimy więc Wam kilka patentów, jak sobie poradzić z tym całym zamieszaniem.
Macie czasem tak, że gdy widzicie jak wasze dziecko zalicza porządny upadek, wy przypominacie  sobie od razu numer na pogotowie? Ono tymczasem wstaje, pogłaszcze się po bolącej głowie czy kolanie i biegnie dalej. Właśnie tak mniej więcej jest z jet lagiem: dużo strachu i niepewności, ale na końcu okazuje się, że to nic strasznego.
Nasze doświadczenie pokazuje, że przed podróżą warto jednak przemyśleć kilka spraw. Najważniejsza jest pora lotu. Byłoby dobrze, gdyby lot pokrywał się godzinowo z porą snu naszego dziecka. Wylot poranny czasu polskiego, przylot rano, ale kolejnego dnia czasu tajskiego, pozwolił nam dość łatwo wejść w nowy rytm. Dzięki przespaniu przez dzieciaki połowy lotu (ok. 4 godzin), noc tak bardzo nie powieszała się im z dniem. Brakującą liczbę godzin snu maluchy bardzo szybko nadrobiły dodatkową drzemką w ciągu dnia. Niestety nie można tego powiedzieć o ich rodzicach – drzemki niestety bardzo ciężko zsynchronizować (choć czasem się udaje!).
DSC_9867-2Wyprawa na lotnisko, samolot, podróż w nowe miejsce to dla dziecka wielka przygoda i mnóstwo emocji, przez co prawdopodobnie będzie miało zaburzony swój wewnętrzny rytm dnia. Przekonaliśmy się, że nie warto na siłę kłaść dziecka spać, bo akurat tak wypada jego drzemka, czy pora snu. Poczekajmy, aż maluch sam zasygnalizuje nam chęć odpoczynku. Jeśli to zrobi, postarajmy się od razu odpowiedzieć na jego potrzebę. Sami pewnie doskonale wiecie, czym grozi tzw. „przeciągnięcie” dziecka. I nieważne, czy to będzie nasz własny dom, czy samolot pełen ludzi – wszędzie, niezależnie od szerokości geograficznej, w jakiej się znajdujemy, skutki będą takie same :). Jeśli dziecko zasypia, jeden rodzic robi to samo. Szczególnie ważne jest to w podróży z dwojgiem maluchów – nie wiadomo, kiedy znowu będzie okazja do drzemki! :).
I na koniec – często jet lag to po prostu zwykłe zmęczenie podróżą, coś, z czym łatwo można sobie poradzić. Więcej odpoczywajmy, pozwólmy sobie na leniwe poranki lub wieczory, wolniejsze tempo przez pierwsze dni po przyjeździe. I co najważniejsze: miejmy trochę więcej wyrozumiałości i cierpliwości dla siebie nawzajem. Musi być dobrze, przecież to mają być wakacje waszego życia! 🙂
 

3 komentarze

Karolina Noremberg Grudzień 28, 2016 - 12:11

U nas obyło się bez jet laga 🙂 z pl wylecielismy po południu – mały przespał jakies 6 h, do Taj dolecieliśmy koło południa i to była super opcja! Mały zrobił sobie drzemkę i wieczorem normalnie poszedł spać 🙂 z powrotem lot nocny- mały przespał 6+5 h lotu a rodzice byli na nogach ponad 40 h i tylko 1 h snu 🙂 szkoda ze nasz maluch nie mieści się do łóżeczka tylko spał sobie wygodnie na nas :p

Reply
Rafał Si Grudzień 28, 2016 - 11:41

Prawda jest taka że dziecko jest w stanie całkiem niźle się wyspać na fotelu w samolocie a dorosły już nie koniecznie 🙂

Reply
Our little adventures Grudzień 28, 2016 - 12:01

Dokładnie

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.