Papierowa torba czy plastikowa wielorazówka? 10 sposobów na bardziej ekologiczne życie

by Karo

Bardziej ekologiczne życie nie musi oznaczać diametralnej zmiany. Wiadomo przecież, że nikt nie przestanie kupować ubrań (zwłaszcza dzieciom!) czy produkować śmieci. Nie wierzymy też, że światowe korporacje z dnia na dzień przestaną wycinać lasy (choć mocno trzymamy za to kciuki) a dwutlenek węgla czy podtlenek azotu zniknie z naszego środowiska. Jesteśmy zwolennikami metody małych kroków i mikrozmian w naszym codziennym otoczeniu i przyzwyczajeniach. To właśnie od nich zaczyna się każda wielka zmiana.

10 SPOSOBÓW NA BARDZIEJ EKOLOGICZNE ŻYCIE RODZINNE

Jednorazowa torba papierowa czy wielorazowy plastik? Co jest gorsze dla planety?

Wiecie, że plastikowa torba została wymyślona po to, by ratować planetę? Kiedy Sten Gustaw Thulin wprowadzał na rynek wielorazową plastikową reklamówkę, chciał zredukować masową wycinkę drzew i ogromne zużycie wody. Nie przewidział jednak, że plastik, stając się tani i łatwo dostępny, przyczyni się do tak ogromnego zanieczyszczenia środowiska. Choć, jeśli dokładnie się temu przyjrzeć, tak naprawdę PLASTIK NIE JEST TU PROBLEMEM. PROBLEMEM JEST SPOSÓB, W JAKI Z NIEGO KORZYSTAMY. 

Jeśli popatrzymy na cykl życia torby plastikowej i tej wykonanej z papieru, to okazuje się, że to właśnie papier jest prawdziwym trucicielem. Wystarczy zrobić proste porównanie. Produkcja torby papierowej pochłania cztery razy więcej energii i trzy razy więcej wody niż produkcja plastiku. Co więcej, papier w trakcie produkcji zanieczyszcza wodę o wiele bardziej niż plastik – i to aż o 50%! Dodatkowo, proces produkcji torby papierowej to aż o 70% więcej zanieczyszczeń powietrza, niż w przypadku produkcji plastiku. A wiecie ile potrzeba energii, by poddać recyklingowi papier? Ponad 90% więcej, niż by przetworzyć plastik! Zmienia się nieco perspektywa, prawda? 

Co zatem zrobić, kiedy idziemy na zakupy? Mieć swoje torby. Wszystko jedno, czy materiałowe (uwaga! produkcja torby bawełnianej jest tak samo groźna dla środowiska, jak produkcja papieru…), siateczkowe czy zrobione z wytrzymałego, najlepiej przetworzonego już wcześniej plastiku. Korzystajmy z tego, co mamy. Nie kupujmy nowych, lepszych, ładniejszych. Wykorzystujmy coś, co zostało wyprodukowane wcześniej.

Więcej o plastiku i sposobach ograniczania zużycia go poczytacie w fantastycznej książki wydanej przez Babarybę, „Plastik fantastik”. Wiadomo, że nawet jeśli będziemy bardzo się starać, to plastiku całkowicie nie wyeliminujemy z naszego otoczenia. Co zatem zrobić, by używać go w sposób rozsądny i racjonalny? Koniecznie przeczytajcie tę książkę.

Filmy przyrodnicze, książki o zagrożonych gatunkach

Nigdy nie zapomnę przerażenia w oczach Marianki, kiedy zobaczyła w „Naszej planecie” Netflixa, jak ogromne słonie morskie spadają z klifu i roztrzaskują się o skały. Bez trudu zrozumiała, że to zmiany klimatyczne spowodowane działalnością człowieka wpłynęły na ekosystem lodowca. Do niedawna skała pokryta była śniegiem i lodem – słonie morskie bez trudu mogły się na nią wspinać. Teraz nie są w stanie wdrapać się na górę i w połowie drogi ich kilkusetkilogramowe ciała odpadają od skalnej ściany. 

Kiedyś mogliśmy udawać, że to, co daleko nie dotyczy nas bezpośrednio. Teraz, dzięki łatwo dostępnym i fantastycznie zrealizowanym filmom przyrodniczym, takim jak „Nasza planeta” Netflixa czy „Siedem światów, jedna planeta” BBC Earth, każdy z nas może się przekonać, że to, co robimy w Warszawie, New Delhi czy Kapsztadzie ma bezpośredni wpływ na to, co dzieje się z orangutanami na Borneo czy słoniami na Równinie Serengeti. 

Podobnie jest z książkami o przyrodzie. Kiedy dzieciaki zobaczą, że konkretne zwierzęta, tj. ryś w Polsce, karibu w Skandynawii czy kotek cętkowany na Sri Lance lada moment przestaną istnieć, jeśli ludzie nie zmienią swoich szkodliwych przyzwyczajeń, dużo łatwiej przyjdzie im zrozumieć, dlaczego ekologiczne życie jest ważne. Po wspólnym czytaniu „Znikającego królestwa. Przewodnika po świecie zagrożonych zwierząt” Millie Marotty (Nasza Księgarnia), Mania z Jasiem chętniej zakręcają wodę w kranie i jedząc lody, rezygnują z plastikowych łyżeczek. Wiedzą, że ich małe wybory mają sens. 

Bardziej ekologiczne życie to mniej kupowania. Wszystkiego.

Ile zabawek mają Wasze dzieci? Ile w Waszej szafie jest ubrań? Mogę się założyć, że za dużo. U nas też tak było do niedawna. Chociaż czasem jeszcze ulegamy chwilowym zachciankom dzieciaków (np. ostatnio kupiłam Mani plastikową szczoteczkę do zębów z Barbie, mimo że mogłam kupić jej po prostu główkę do elektrycznej, którą posiada), albo swoim (sukienka, której nie do końca potrzebujemy, ale przecież jest taka ładna, no i do tego przeceniona!), to jednak zazwyczaj zastanowimy się 2 razy, zanim podejmiemy decyzje o zakupie. Bardziej ekologiczne życie to dla mnie przede wszystkim refleksja nad tym, czy ja rzeczywiście czegoś potrzebuję. Często okazuje się, że przez tydzień myślę o kupieniu nowych spodni a potem okazuje się, że wcale nie muszę ich kupować. Wystarczy otworzyć dawno nie otwieraną szufladę, by przypomnieć sobie, że podobne właśnie tam leżą.

Podobnie z zabawkami dla dzieci. Mam wrażenie, że są wszędzie. Mimo że Mania z Jasiem zabawki dostają od nas tylko na urodziny i na Gwiazdkę a od czasu do czasu dokupujemy im klocki do zestawów lego, to i tak zabawki mnożą się w sposób niewyobrażalny. Dlatego raz na czas robię przegląd i te nieużywane oddaję bardziej potrzebującym dzieciom. A my, zamiast w prezenty materialne, inwestujemy w zupełnie coś innego

Jeśli kupowanie, to tylko rzeczy dobre jakościowo

To chyba już oczywista oczywistość. Lepiej kupić mniej ale dobrej jakości, niż kupować więcej rzeczy byle jakich, które posłużą nam przez kilka tygodni. Dlatego też przestaliśmy kupować w tanich sieciówkach odzieżowych i dyskontach. Bluza dla dziecka za kilkanaście złotych często po 3-4 praniach nadaje się do kosza. Materiał się rozciąga, kolory blakną a plamy nie chcą się spierać. Lepiej jest zainwestować 3 razy więcej w ubranie z dobrej jakościowo bawełny czy wełny, produkowanych w sposób etyczny. Mamy wtedy pewność, że za kilka sezonów posłuży kolejnemu dziecku. Nie mówiąc już o tym, że kupując w ten sposób, produkujemy o wiele mniej śmieci i nie marnujemy zasobów naturalnych. 

Dlatego też wybieramy dla naszych dzieci ubrania marek, o których wiemy, że działają zarówno etycznie, jak też dbają o dobrą jakość swoich ubrań. Z czystym sumieniem możemy zarekomendować Chmurrrę Burrrę czy ubrania innej polskiej marki Born to Explore, która zadbała nawet o makulaturowy papier, którego używa do pakowania przesyłek. Bawełna jest świetnej jakości a spodnie czy bluzy wyglądają tak samo po kilku miesiącach. Podobnie z outdoorowymi ubraniami fińskiej Reimy, która dba o odpowiedzialną produkcję na każdym etapie. Nie dość, że wiemy, co kupujemy, to jeszcze ubrania służą przez kilka lat kolejnym dzieciom. Są po prostu niezniszczalne.

Pożyczanie, wymienianie, puszczanie w obieg

Potrzebujesz łóżeczka dla dziecka, ekspresu do kawy czy marokańskiego dywanu? Rozejrzyj się, czy wśród Twoich znajomych i znajomych znajomych nie chce się tego pozbyć. Nadawanie przedmiotom drugiego życia, wymienianie się czy pożyczanie zamiast kupowania staje się coraz bardziej popularne. U nas większość wyprawki noworodkowej Basi od kilku tygodni służy innym maluchom. To samo zrobiliśmy z wyprawką Jasia i ubrankami po Mani. Ubranka puszczone w obieg, łóżeczka, rożki niemowlęce, poduszki do karmienia pożyczone. Po co moje moje koleżanki miałyby kupować nowe rzeczy, skoro nasze wyglądają tak, jakby zupełnie nie były używane? 

Pokochaj rośliny. Mniej mięsa i nabiału to więcej zdrowia

 Jedną z najbardziej szokujących rzeczy, jakie przeczytałam, przygotowując się do napisania tego artykułu były dane dotyczące produkcji żywności pochodzenia zwierzęcego. Zgadnijcie, co jest gorsze dla środowiska: emisje  związanych z chowem zwierząt przeznaczonych na ubój czy emisja gazów cieplarnianych całego sektora transportowego na świecie? Obie rzeczy przyczyniają się do zatrucia Ziemi tak samo – po ok. 15%. Jednak okazuje się, że ograniczenie spożycia mięsa i nabiału to lepszy sposób na zminimalizowanie negatywnego wpływu na środowisko niż pozbycie się samochodu. Dlaczego? Spaliny odpowiadają „tylko” za emisję gazów cieplarnianych, a hodowla przemysłowa to dodatkowo erozja gleby, zatrucie powietrza, zużycie ziemi i wody. 

Dlatego też, jeśli całkowicie nie chcemy rezygnować z picia mleka czy jedzenia schabowego, warto ograniczyć ich spożycie do minimum. Dzięki temu nie tylko przyczynimy się do ochrony naszej planety, ale także będziemy zdrowsi. Nie mówiąc już o względach etycznych związanych z zabijaniem zwierząt czy traktowaniu ich w sposób humanitarny, hodując je na masową skalę.

Segregacja śmieci ma sens

Wiecie, że każdy z nas wytwarza rocznie ponad 300 kg śmieci? Straszne te dane z GUS-u, co? Chociaż, jak popatrzę na produkcję śmieci naszej 5-osobowej rodziny, to rzeczywiście jestem w stanie w to uwierzyć… Zużyte pieluchy, kubeczki po jogurtach, kartony po mleku, tony kolorowego papieru, modeliny i mnóstwo bioodpadów. Robi się tego naprawdę dużo. Bylibyśmy totalnymi idiotami, gdybyśmy tego wszystkiego nie segregowali. 

Poza tym, że segregacja śmieci jest obowiązkowa, to ma także ogromny sens. Śmieci posegregowane (w Polsce ciągle jest to tylko ok. 30% wszystkich odpadów komunalnych) trafiają do wyznaczonych do tego 5 pojemników. Stamtąd są zabierane do centrów recyklingu, gdzie są poddawane odpowiedniej obróbce, by po przetworzeniu służyć nam w inny sposób. Butelka PET może stać się kurtką przeciwdeszczową a szklany słoik zostanie przetopiony na 5 inn. Śmieci zmieszane nie są poddawane recyklingowi. Co to oznacza? Nic się z nimi nie da zrobić poza spaleniem ich albo składowaniem na wysypiskach, gdzie poleżą przez kilkaset lat, zanim nie ulegną rozkładowi. 

Pytanie o sens zbiórki selektywnej staje się zatem pytaniem retorycznym, prawda?

 

Rower zamiast samochodu. Transport publiczny zamiast taksówki

Sami mamy z tym ogromny problem. Gdy za oknem świeci słońce łatwo jest wsiąść na rower i śmignąć do pracy. Fajnie jest zapakować dzieciaki do cargo i z przyjemnością zawieźć je do przedszkola. Jednak gdy za oknem temperatura spada poniżej 5 stopni C. a z nieba pada deszcz albo śnieg, samochód wydaje się dużo lepszą opcją niż rower. Pewnie to znacie, prawda?

Podobnie z komunikacją miejską. Jeśli musimy gdzieś szybko się przemieścić i nie mamy czasu na 3 przesiadki autobusowo-tramwajowe, wybieramy samochód albo taksówkę. Zawsze mamy jednak z tyłu głowy, że nasze małe wybory składają się na coś dużo większego. Dlatego też, kiedy tylko możemy, jeździmy rowerem, chodzimy pieszo i przyzwyczajamy do tego dzieci. Bo one nasiąkają tym, co robimy my. Przykład idzie z góry.

Małe kroki mają wielki sens

To tylko kilka naszych sposobów na bardziej ekologiczne życie. Oczywiście jest ich dużo więcej. Pijemy kranówkę zamiast wody butelkowanej, zakręcamy kran podczas mycia zębów, używamy zmywarki zamiast mycia ręcznego, gasimy niepotrzebne światła, wyciągamy ładowarki, czajniki i inne urządzenia z gniazdka, kiedy ich nie używamy. Nieustannie uczymy się planować zakupy spożywcze, by nie wyrzucać tego, czego nie zdążymy zjeść. Przyzwyczajamy się, że nadmiar jedzenia można oddać do jadłodzielni. Coraz częściej wybieramy ebooki i audiobooki zamiast papierowych książek (te ostatnie kupujemy tylko dzieciom, żeby wyrabiać w nich nawyk czytania). Dużo czasu spędzamy na świeżym powietrzu, w otoczeniu przyrody.

Cały czas jednak mamy problem z nadmiarem plastiku i tworzyw sztucznych w domu. Nie zawsze pamiętamy o torbie na drobne zakupy, które robi się przy tzw. okazji. Zbyt rzadko kupujemy biodegradowalne worki na psie kupy. Zbyt często bierzemy kawę na wynos w jednorazowych kubkach. Dzieci za długo siedzą pod prysznicem i za bardzo lubią mleko UHT. Wierzę jednak, że jeśli mamy tego świadomość, to prędzej czy później uda nam się zrobić kolejne kroki w kierunku bardziej ekologicznego życia. Trzeba tylko chcieć. 

W Tuli można nawet nosić 5,5 latkę

Dołącz do nas!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.