Fajnie być razem

by Mario

Robiłem kilka podejść do tego tekstu i za każdym razem wydawało mi się, że przesyłam więcej negatywnych niż pozytywnych emocji. Dlatego zacznę tym razem od końca :-).

Ostatnio znalazłem kolejny powód, dlaczego warto podróżować z dzieckiem. Powodów jest oczywiście wiele, jedne ważniejsze, drugie mniej ważne. Wszystkie jednak sprowadzają się do jednego – spakujcie się i jedźcie. Zobaczcie czy to, co piszemy (rodzice już podróżujący z dziećmi) to  prawda. Nie ma znaczenia czy Wasze dziecko jest hajnidkiem (uwielbiam te spolszczenia angielskich zwrotów :-)) czy aniołkiem – w podróży wszystko może się zmienić.

Zmienia się przede wszystkim podejście do otaczającego nas świata. To, co nam na co dzień zaprząta głowę i jednocześnie powoduje naszą irytację – praca, obowiązki, ale też  nawyki z „życia przed dzieckiem” przestają mieć większe znaczenie. Piszę o tym celowo, ponieważ po dziesięciu miesiącach z naszą Mańką zdarza nam się, że brakuje nam takiej chwili spokoju, zrobienia czegoś od A do Z, a perspektywa tego, że następna dłuższa chwila „wolności” będzie za jakieś kilkanaście lat jest w pewien sposób przytłaczająca.

Wpis jednak nie będzie o tym, jak to mi teraz źle. Bo prawda jest taka, że w życiu nie byłem szczęśliwszy, nigdy nie zamieniłbym się na inne życie. Wszechogarniająca radość Mańki na mój widok gdy przychodzę z pracy, jej ciągłe uczenie się nowych rzeczy, nasza bezgraniczna miłość do niej, to jest coś tak niewymiernego i trudnego do opisania, że trzeba to po prostu przeżyć.

Zastanawiając się nad tym „zmęczeniem” przyszło mi do głowy pytanie, czemu w podróży żadne z nas nie czuje tego zmęczenia, irytacji? Spędzamy przecież ze sobą 24h na dobę. Powiecie, że mamy dużo innych wrażeń i bodźców, wasze myśli są gdzieś indziej. Pewnie w jakimś sensie będziecie mieli rację. Tylko czy to jest do końca to?! Nie byłbym tego pewien. Oboje z Karoliną doszliśmy do wniosku, że to zmęczenie wcale nie bierze się z tego, że Mania jest na świecie. My to zmęczenie fundujemy sobie sami rzeczami, którymi na co dzień się zajmujemy bez większego powodu/sensu/celu, i którymi się zajmowaliśmy przed pojawieniem Mani: przeglądaniem po raz setny fejsbuka, zaglądaniem do netu, sprawdzaniem poczty. Rzeczami, które są bezproduktywne i tak naprawdę są stratą naszego czasu.

Najgorsze jest to, że nie wiem czemu dalej to robimy :-). Coraz częściej myślimy, że przez te wszystkie „przeszkadzacze” tracimy nasz cenny, niepowtarzalny czas z Manią. Czas, który można by spędzić dużo pełniej, intensywniej, tak na 100 procent razem – podróżując właśnie. W podróży nie sprawdzamy poczty co 10 minut, telefon nas nie informuję, że ktoś lajkuje nasz wpis, bo Internet „został” w Warszawie. Wszystko po prostu zwalnia i pozwala się cieszyć chwilą, Mańką, nami, byciem ze sobą.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.