Jakiej książki posłuchamy dzisiaj?

by Mario
Książki zawsze były dla nas ważne. Mamy ich całkiem sporo, lubimy je kupować, czytać, wracać do ulubionych tytułów kilka razy. Chociaż w naszym związku to Karolina jest na pewno większym molem książkowym niż ja, to oboje po prostu nie wyobrażamy sobie naszego życia bez książek. Niestety, odkąd dzieciaki pojawiły się na świecie (i chodzą coraz później spać), brakuje nam wieczornego spokoju, w którym można sobie usiąść z książką na kanapie i zapomnieć na chwilę o rzeczywistości. Jeśli nawet próbujemy coś przeczytać, to po kilku stronach oczy się nam same zamykają.
Na szczęście – dzięki codziennym staraniom Karoli – maluchy także złapały książkowego bakcyla. Jestem jej ogromnie wdzięczny za pokazanie mi, jak bardzo ważne jest czytanie dzieciom od najwcześniejszych lat. Super też jest to, jak bardzo dba o to, żeby Mania i Jasio mieli więcej książek niż zabawek. Książek świetnie napisanych i narysowanych, a to ma niebagatelne znaczenie. Biblioteczka naszych dzieci stale się rozrasta, powiększając się z każdym naszym wyjazdem.
Każdy odwiedzany kraj to nowa książka, jedna albo dwie. Zarówno dla nas jak i naszych dzieci to najlepsza pamiątka. Mamy książki z Islandii, Włoch, Chile, Wielkiej Brytanii, Ukrainy, Izraela. Teraz, gdy oglądamy je wspólnie z dziećmi, wszystkie wspomnienia wracają. Sięgając po książkę „Seremitos Chiloe”, opowiadającą o mieszkańcach mórz i lasów wyspy Chiloe, przypominamy sobie magiczne opuszczone wioski rybackie, w których byliśmy jedynymi gośćmi. Oglądając śmieszne miny i napisy po ukraińsku w „Antonima”, wspominamy magiczny Lwów. Największą furorę robi jednak książka przywieziona z Islandii. „Muminki” (chociaż to książka fińska) Mania pokochała od samego początku. Aż dziwne, że tyle razy wertowana, mimo braku kilku elementów, jeszcze się jakoś trzyma.
20170708_6231
20170708_6233
20170708_631320170708_6311
My nie tylko przywozimy książki, ale też bierzemy często ze sobą kilka ulubionych pozycji dzieciaków. Fajnie jest obserwować, jak szlagiery Mani stają się teraz szlagierami Jasia. Nie pamiętam już nawet, ile to razy recytowaliśmy książkę Nadii Budde „Raz, dwa, trzy psy”. Podobnie z „Lokomotywą” Tuwima. W zasadzie Mania już sama potrafi ją powiedzieć z pamięci.
W każdą, nawet najmniejszą podróż, nasza córka pakuje do plecaka trzy, cztery książki. Bardzo trudno jest jej wytłumaczyć, że to dodatkowy bagaż (wiadomo, kto za chwilę będzie nosił mały, żółty plecak), że niedługo wracamy i nie potrzeba nam aż tylu opowieści. Mania, jak na trzylatkę przystało, jest jednak nieugięta. Na szczęście, z pomocą przyszedł nam ostatnio cyfrowy świat. Początkowo sceptycznie podeszliśmy do propozycji skorzystania z nowego serwisu audiobookowego – książkę fajnie jest obejrzeć, potrzymać w ręku, wspólnie przyjrzeć się ilustracjom. Postanowiliśmy jednak spróbować. Sami nie wiedzieliśmy, jak Mania zareaguje na słuchawki albo na odcięcie od odgłosów otaczającego świata. Niczym w zasadzie nie ryzykując, ściągnęliśmy sobie na próbę Storytel – aplikację umożliwiającą słuchanie książek w streamingu (tak jak Spotify dla muzyki).
20170708_6298
20170708_6364111
20170708_6238
20170708_6268
Szybki przegląd kategorii: kryminały, klasyka, literatura faktu, itd. Łącznie siedemnaście kategorii, w tym ta najbardziej nas interesująca: „dla dzieci”. Niedługo trzeba było czekać aż Marianka sama przejmie kontrolę nad wyborem bajek. Pierwsze skrzypce gra obecnie „Smok wawelski”, na drugim miejscu nie zgadniecie. Ulubiona „Lokomotywa”, chociaż dogania ją w ilości odsłuchań „Słoń trąbalski”.
Apkę na pewno zabieramy ze sobą na nasze wakacje. Fajne jest to, że nawet jak nie będziemy chcieli korzystać za granicą z transmisji danych, to możemy książek słuchać offline. Wystarczy pobrać je wcześniej na komórkę i przechowywać na wirtualnej półce. Dzięki temu ulubione pozycje zawsze będą pod ręką.
20170708_6248
20170708_635120170708_635720170708_6364
I co ważne, dzięki Storytel także i my wróciliśmy do książek. Może nie w ten tradycyjny sposób, ale jednak. Teraz nasze powroty z pracy nie oznaczają już tylko opowiadania o tym, co się u nas działo, ale dochodzi do tego streszczanie kolejnych fragmentów odsłuchanych książek. Przez ostatnie dwa tygodnie Karola zdążyła już „przeczytać” kultowy reportaż o wyprawie rowerowej Kazimierza Nowaka, „Rowerem i pieszo przez czarny ląd”, lekką powieść „Czereśnie zawsze muszą być dwie” Magdaleny Witkiewicz, teraz słucha Tysiąca szklanek herbaty” Roberta Maciąga, opowieści o Jedwabnym Szlaku (i niedługo czekać jak wyskoczy z nowym kierunkiem podróży! :-)). Ja natomiast z przyjemnością odsłuchuję kolejne lekcje hiszpańskiego. Wreszcie znalazłem czas na regularne powtórki przed lekcjami na moim kursie językowym.
20170708_633120170708_6335

10 komentarzy

Magdalena Polakiewicz Lipiec 13, 2017 - 20:20

Ja polecam gorąco słuchowiska z serii bajki grajki. Część pamiętam z własnego dzieciństwa. Są absolutnie przecudowne!!! A naszym ukochanym jest Król Ból, dziewczyny uwielbiają a i my słuchamy z przyjemnością 🙂

Reply
Joanna Pichini Lipiec 13, 2017 - 19:18

Jak myślicie kiedy Helence możemy założyć słuchawki?

Reply
Our little adventures Lipiec 13, 2017 - 19:20

Chyba jeszcze trochę :). Pewnie jak skończy ze 2 lata i będzie szansa na większe skupienie uwagi przez dłuższy czas :).

Reply
Joanna Pichini Lipiec 13, 2017 - 19:22

OK. To na razie my będziemy korzystać

Reply
Katarzyna Kwiatkowska Lipiec 13, 2017 - 18:52

Raz, dwa, trzy psy moja ulubiona! <3

Reply
Our little adventures Lipiec 13, 2017 - 19:20

Oj tak! Chyba wszyscy znamy ją na pamięć, co? 🙂

Reply
Anna Dużyńska-Pucha Lipiec 13, 2017 - 18:20

Super! Miło było Was dziś wreszcie poznać <3

Reply
Karolina Szymańska Lipiec 13, 2017 - 18:22

Ciebie również!

Reply
Our little adventures Lipiec 13, 2017 - 19:21

Może wreszcie wybierzemy się w jakąś małą podróż wszyscy razem? 🙂

Reply
Anna Dużyńska-Pucha Lipiec 13, 2017 - 19:25

Super pomysł!!! 🙂

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.