Coś się kończy, coś się zaczyna

by Mario
Siniaki, zadrapania i brudne łapki, buzia umorusana lodami. Długie godziny w piaskownicy i poranna rosa na bosych stopach na podwórku u babci. Eksplozje radości na długich spacerach z psem i głośne niezadowolenie, kiedy trzeba wracać do domu. I te momenty, kiedy podbiega do Ciebie z otwartymi ramionami, chowając w małej dłoni listek, kwiatek czy kamień, szepcząc do ucha: „Mamo, zobacz”. 
Kończy się lato. Pierwsze nasze lato we czwórkę. Czas spontanicznych mikrowypraw, niezapowiedzianych gości i nauki jazdy na hulajnodze. Czas lemoniady, pachnącego groszku i zimnego wina na balkonie. Czas szukania odpowiedzi na coraz trudniejsze pytania Mani i uważności, by nie nie przeoczyć tych pierwszych zachwytów w odkrywaniu świata przez Jasia. 
Dobry to był czas, mimo ogromu pracy, stresu związanego z godzeniem wszystkich możliwych ról świata i emocji związanych ze zmianą funkcjonującego od kilku miesięcy dobrze znanego i oswojonego przez wszystkich rytmu. Jak żłobek wpłynie na rozwój Marianki? Czy dobrze zrobiliśmy rezygnując z najlepszej niani świata? Może praca nie jest aż tak ważna, jak się wszystkim wydaje? Czas pytań i czas szukania odpowiedzi. Czas zmiany, chwilowego zawieszenia. Z jednej strony, wdzięczność (jesteśmy cholernymi szczęściarzami, że siebie mamy, jesteśmy zdrowi i codziennie rano możemy dostać buziaka na dzień dobry) i bezgraniczna ufność, że wszystko będzie dobrze (przecież jesteśmy razem), a z drugiej: nieustanne drżenie o to, że tak wiele może się wydarzyć, jeśli tylko na chwilę przymkniemy oczy. 
W ostatni weekend lata Królikarnia zamieniła się w jeden wielki rodzinny piknik. Odbywająca się tam Mała Warszawska Jesień przyciągnęła mnóstwo radosnych, ciekawskich maluchów, które z otwartą buzią słuchały muzycznych historii opowiadanych przez intrumenty i ganiały za ogromnymi grającącymi piłkami „Muzyki Sfer” Pan Generatora. Nawet nasz Makaron wydawał się zaintrygowany i w spokoju obserwował to, co się działo wokół. 
Przed nami jesień. Czas krótszych, chłodniejszych i pewnie dużo bardziej deszczowych dni pełnych wiatru. Czas kałuż, spadających liści, gorącej herbaty z miodem, kasztanów i ubłoconych łap Makarona. I wiecie, co? Zapowiada się całkiem fajnie.
20160917_202620160917_203420160917_200520160917_200620160917_200920160917_204720160917_2044
20160917_2051
20160917_2055
20160917_2042
20160917_2057

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.