Strachy

by Mario
Może pamiętacie mój tekst o tym, jak fajnie być razem. W dużym skrócie pisałem  na temat tego, jak dużo zachodzi w nas pozytywnych zmian, kiedy pojawia się dziecko. Teraz z pełną odpowiedzialnością mogę dopisać jeszcze jedną rzecz. Z jednej strony mroczną, a z drugiej świadczącą o tym, jak wielką miłością darzymy Manię i Jasia.
To coś paraliżuje. Paraliżuje do tego stopnia, że czuję wszechogarniającą bezsilność. Strach przed tym, że tej małej istotce, która biega po domu, może się coś stać, że to, że jest teraz zdrowa, nie oznacza, że zawsze tak będzie. Codziennie przypominają mi o tym wiadomości zamieszczane na Facebooku czy w programach informacyjnych, dotyczące potrzeby pomocy takiemu czy innemu śmiertelnie choremu dziecku. Dobitnie mi również przypomina o tym życie, bo piszę to ze szpitalnego łóżka – patrząc czy Jasio równo oddycha.
W tym wszystkim jest jeszcze jedna rzecz, która mnie chyba jeszcze bardziej przeraża. Co będzie, jak mnie albo Karoli zabraknie? Teraz, jutro, za tydzień, nie za 50 lat. Myśl o tym, że tyle cudownych chwil, uśmiechów, szczęścia i podróży mnie ominie, szybko mi uświadamia po raz kolejny, co tak naprawdę liczy się w życiu. Wyobraźcie sobie, że już jutro może nie być kolejnej wspólnej chwili, że coś komuś może się przydarzyć, że jutro może nie nadejść. Pierwsza myśl to pewnie  „to nie ja", „to mnie nie dotyczy". Ja też tak sobie powtarzam. Z drugiej strony wiem, że to może mnie dotyczyć, zdarzyć się. Co wtedy? Nie wiem. Totalnie nie wiem, jak sobie wtedy poradzić i jak sobie poradzą inni.

9 komentarzy

Aga Styczeń 26, 2017 - 23:44

Jejku, jak bliskie są mi Twoje rozważania… Miłość do dzieci jest tak ogromna, że lęk potrafi obezwładnić. U nas wprawdzie realne powody są, bo młodszy syn ma wadę wrodzoną, więc ryzyko jest większe, ale gdyby był zupełnie zdrowy to lęki pewnie miałabym podobne. I te dotyczące przedwczesnej śmierci rodziców (czyli nas) również. Gdy te dwie (razy dwa ;-)) małe łapki wczepiają się w moją szyję i dostaję największego na świecie buziaka to proszę o dar nieśmiertelności dla siebie i swoich dzieci ;-). I też staram się dzięki temu żyć każdego dnia najlepiej jak umiem. Miło wiedzieć, że nie ja jedna tak mam ;-).
Pozdrawiamy Was serdecznie!

Reply
Wujek Dobra Rada Kwiecień 14, 2016 - 04:20

Strach nie może paraliżować, on ma mobilizować do walki.

Zamiast wydawać pieniądze na podróże, kupcie m.in.: specjalne kontakty zabezpieczające przed porażeniem prądem, markowe czujki gazu i tlenku węgla z zewnętrzną syreną (Gazex ma najlepsze), monitory oddechu dla dzieci itp. itd. A co do chorób i zgonów nimi spowodowanych, to przede wszystkim ograniczcie się do podróży po Polsce! Bardzo łatwo bowiem coś przywlec ze sobą z innych krajów (zobaczcie jak bardzo i jak często choruje Martyna Wojciechowska). Nie wspomnę już o oczywistym argumencie ekonomicznym – wspierania polskich firm, tym bardziej skoro Pani sama prowadzi firmę. Do tego profilaktyka (co dwa lata podstawowe badania – nawet odpłatnie, bo na NFZ się nie doprosicie). I przede wszystkim higiena: częste mycie rąk, cotygodniowa dezynfekcja sprzętów domowych ze względu na brak odporności u małych dzieci. Mam dalej wymieniać? 🙂

Podsumowując: postępując tak jak dotychczas, sami prosicie się o kłopoty, które prędzej czy później rzeczywiście mogą nadejść.

Reply
Mario Kwiecień 14, 2016 - 14:07

„Postępując tak jak dotychczas”, wrodzona ciekawość nakazuje mi się zapytać czyli jak? Chociaż sam nie wiem czy mnie interesuje odpowiedź. Poza tym racja strach też nas mobilizuje, żeby każdy dzień spędzać na 100%, a nie szukać wymówek, że tego mi się nie chce, tamtego mi się nie chce.

Reply
Wujek Dobra Rada Kwiecień 14, 2016 - 18:20

“Postępując tak jak dotychczas”, czyli podróżując tak daleko. Oczywiście to Wasza sprawa co robicie w wolnym czasie, ale skoro napisałeś, że masz obawy co do bezpieczeństwa rodziny, to akurat dalekie podróże na pewno NIE są bezpieczne z wielu powodów. Stąd mój wcześniejszy komentarz 🙂

Reply
Mario Kwiecień 14, 2016 - 22:40

No niestety są tak samo bezpieczne jak wyjazd na Mazury czy do Sopotu. Niczym to się kompletnie nie różni, no może poza brakiem dźwięku cymbergaja albo parawningu. Przecież tam też żyją ludzie i z nimi dzieci. Są lekarze (nie szamani) i śmiem przypuszczać, że lepsi od rodzimych. Ja również nie napisałem, że się martwię o bezpieczeństwo rodziny, tylko o to co będzie jak się coś złego stanie, niezależnie czy w podróży czy w domu.

Reply
Jacek Kwiecień 16, 2016 - 00:30

„cotygodniowa dezynfekcja sprzętów domowych” 😀 ja nawet traktuję dzieciaki stężonym chlorem, tylko trzeba wcześniej związać, bo z wanny uciekają 🙂

Reply
Our little adventures Marzec 29, 2016 - 12:09

– Wiesz, jak to jest, bo już masz dziecko – powtarza nauczyciel. – Wiesz, co to znaczy naprawdę się bać. /Góra Tajget, A. Dziewit-Meller/ [karo]

Reply
Jack Marzec 28, 2016 - 23:15

Rozważałem już ten temat w głowie. Doszedłem do wniosku, że to jest po prostu element całości zwanej "życiem". Dlaczego bezpodstawnie stawiamy się w uprzywilejowanej sytuacji zakładając, że "nas to nie dotyczy". Co jest w nas takiego wyjątkowego, że nam się nic złego nie powinno przytrafić a innym owszem. Śmierć, ból i cierpienie to elementy życia takie same jak każde inne, je po prostu trzeba "przeżyć". Mam wrażenie, że współczesne społeczeństwa z bogatych krajów stawiają się wyżej od innych, tych z mniej zamożnych zakątków świata. Z jakiej racji? Czu jesteśmy "lepsi" i nam się należy? Ludzie są coraz bardziej rozmiękczeni emocjonalnie, szybko przyzwyczajają się do dobrego i oczekują samych pozytywów od losu. Jak już dochodzi do tragedii to pękają jak bańka mydlana. Pokolenie naszych dziadków miało zazwyczaj kilkoro czy kilkanaścioro rodzeństwa, część z nich umierała wcześnie z różnych powodów. Tak po prostu było, jest i będzie.

Pozdrawiam serdecznie 

Reply
Karolina Szymańska Marzec 28, 2016 - 20:36

Mój Mario <3

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.