„Tato, tato zobacz!”

by Mario
Powtarzamy ciągle, że w podróżowaniu z dziećmi nieistotne są wspomnienia z miejsc, które odwiedzamy, a emocje, które zostają w nas i w naszych dzieciach. Liczy się przede wszystkim wspólnie spędzony czas. Ale nawet nam zdarza się czasem o tym zapomnieć –  biegniemy bez sensu z punktu A do punktu B, zatracając po drodze prawdziwy cel naszej podróży.
20170819_802320170819_802720170819_806220170819_8056
Dopiero w miniony weekend zrozumiałem, jak bardzo ten sposób podróżowania w biegu jest szkodliwy.  Niekoniecznie trzeba jechać na koniec świata, wspinać się na wysokie góry czy pływać w oceanie, żeby było miejsce na emocje i budowanie relacji z dzieckiem. Często wystarczy to, co mamy na wyciągnięcie ręki – bela siana, rżysko, bocian na polu, czy gąsienica na dłoni. 
„Tato zobacz, tato zobacz!” krzyczy Mania, a ja patrzę i podziwiam, że przełamuje kolejne strachy, doświadcza czegoś nowego, naszego, wspólnego. Czas, który – jeśli minie – będzie już nie do odzyskania. Świadomość tego jest kolejnym kamyczkiem do strumyczka, który zaczyna płynąć w mojej głowie, że szkoda mi tego czasu na wszystko inne poza rodziną. A jeszcze bardziej szkoda mi, że ten czas tak szybko mija.
20170819_806820170819_808511120170819_804120170819_8047
20170819_809120170819_811520170819_8033
Moja refleksja jest wynikiem wyjazdu ojców z dziećmi zorganizowanego przez Łukasza (Mikrowyprawy) – pojechaliśmy do Domu nad Wierzbami niedaleko Warszawy. Pomyślałem – świetny pomysł, nareszcie poznam innych ojców, którzy mają podobnie ustawione priorytety na życie co ja. I poznałem! Szkoda tylko, że nie przyjechało ich więcej – oprócz mnie było ich trzech. Wskazuje to niestety na brak świadomości siły i roli ojca w wychowaniu dzieci.
Mimo niewielkiej liczby osób, strugów deszczu lejących się z nieba był to czas pozytywnych emocji, które ja i Mania zapamiętamy na długo. Bo jak tu nie zapamiętać pierwszego, wspólnie budowanego szałasu, szukania bobra, robienia indiańskiej mapy wyprawy, czy uciekania przed deszczem z jednoczesnym śmiechem i krzykiem „Tato, szybciej!”.
20170820_813120170820_813720170820_815311111

4 komentarze

Marta Matusiewicz Sierpień 24, 2017 - 08:51

Jak wrzuciliście info o tym wyjeżdzie tu albo na Insta to bardzo mi się ten pomysł spodobał. Teraz, czytając relację, widzę że po pierwsze fajnie spedziliscie razem czas, a po drugie wyszliscie poza ramy. Mam na mysli, ze zabrales corke na wyprawę, ktora steoretypowo jest zarezerwowana raczej dla chłopców 😉 brawo za jedno i za drugie 🙂

Też kiedys bede zachecac mojego meza do tego typu wypadów, tylko synek musi nam podrosnac 🙂

Reply
Our little adventures Sierpień 24, 2017 - 21:58

Szczerze, nawet o tym nie pomyślałem, że to może być wyprawa głównie dla chłopców. Zresztą Lukasz nigdy nic takiego nie zasugerował, wręcz przeciwnie. Po prostu jadąc z ojcami miałem inny cel – pobycia z Manią. To nie pierwszy nasz wypad we dwoje. Poza tym z trójki dzieci były dwie dziewczyny :-).

Reply
Mikrowyprawy Sierpień 22, 2017 - 16:08

Ja tylko dodam, że Mańka, która podobno jest dość ostrożna, przy tacie zrobiła się bardzo odważna 🙂 Wspinała się na kilka pięter balotów (coś a la stóg siana), posługiwała się scyzorykiem, budowała szałas i przedzierała się przez las. Więc chyba jest w tym czasie na wyłączność: „tata + córa” jakaś siła? 🙂 Dzięki, że byliście!

Reply
Okiemalexa Sierpień 22, 2017 - 15:53

Piękne zdjęcia i wspaniałe wspólne chwilę budujące relacje na następne lata. Wyrażacie to co jest nam szalenie bliskie!

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.