Mamooo, ja nie chcę na dwór! 10 sposobów na zabawę na świeżym powietrzu

by Karo

Każdy rodzic przez to przechodzi. Mamooo, tatoooo, ja nie chcę na dwór! Jak zachęcić dziecko do wyjścia z domu? Jak zrobić dzień leniuszka jednocześnie zachęcając do aktywności na dworze? Poznajcie 10 naszych niezawodnych sposobów wyjście z domu i zabawę na świeżym powietrzu.

Na początek trochę negocjacji

Dzień małego leniuszka zdarza się każdemu. Ręka do góry, kto zawsze ma energię do ganiania z dzieckiem po kałużach czy wspinania się na pagórki za domem… No właśnie :). Nam też zdarzają się takie dni, kiedy nic nam się nie chce a jedyne, o czym marzymy, to kubek ciepłej herbaty i książka na kanapie. Wiadomo jednak, że sytuacje, w których dzieci zgodnie bawią się w pokoju obok a my przez pół dnia spokojnie czytamy sobie książkę, raczej się nie zdarzają. Dlatego też zamiast siedzieć w domu, wolimy wyjść na dwór. Dzieci jakoś łatwiej tam ogarnąć, endorfiny zaczynają się wydzielać niemal niespostrzeżenie a głowa od razu się wycisza. 

Wspólnie decydujemy, co chcemy robić - podstawa to dobry plan... albo brak planu!

Przed wyjściem z domu wspólnie z dziećmi decydujemy, na co mamy ochotę. Często jest tak, że dzieciaki chętnie wyszłyby jednak na dwór ale…  Albo nie chce się im przebierać z piżamy, albo nie lubią zakładać butów albo nie chcą przerywać NAJWAŻNIEJSZEJ NA ŚWIECIE AKTYWNOŚCI,  W KTÓRĄ SĄ WŁAŚNIE ZAANGAŻOWANE. [Spróbujcie przerwać Jasiowi układanie puzzli albo przeglądanie po raz 1658 książki o wilku, który się zgubił… – z reguły tak właśnie wyglądają wszystkie nasze poranki przed wyjściem do przedszkola]. 

Jaki mamy na to sposób? Bawiąc się z nimi przez chwilę w domu (serio, zazwyczaj wystarczy poświęcić 5-10 min na wspólną zabawę, żeby dziecko doceniło, że to, co właśnie robią też jest dla nas ważne), spokojnie opowiadając o tym, co będziemy robić na dworze. Mówimy o tym dokąd chcielibyśmy dzisiaj pójść, co nas będzie czekać na miejscu. Wspólnie decydujemy, co chcemy robić albo wymyślamy jakąś zabawę na świeżym powietrzu, która spodoba się dzieciakom. Czasem też nie mówimy nic, tylko tajemniczo powtarzamy, że czeka ich N I E S P O D Z I A N K A. [Często na etapie wymyślania niespodzianki jeszcze nie mamy pomysłu, co to dokładnie będzie. Z reguły pomysły pojawiają się po drodze.] Zazwyczaj działa. Dzieci po chwili są już gotowe do wyjścia.

Zabieramy ulubione zabawki...

Świetnym motywatorem do wyjścia na dwór jest możliwość zabrania swoich ulubionych zabawek. Często więc na spacer zabieramy dinozaury i krokodyle Jaśka czy układanki i zestawy kreatywne Marianki. Ostatnio jednak nasze dzieci mają totalnego hopla na punkcie klocków LEGO. Po wizycie w Kazimierskim Muzeum Klocków (pisaliśmy o nim tu: Rodzinny weekend w Kazimierzu Dolnym) bawią się głównie nimi. Jasiek buduje garaże dla swoich wyścigówek a Mania składa i rozkłada w nieskończoność LEGO Friends – kostki do zabawy z jej ulubionymi bohaterkami: lekarką weterynarii Mią, naukowczynią Olivią i didżejką Andreą. 

Na szczęście, kostki można bez problemu zapakować do plecaka – pudełeczka się szczelnie zamykają, dzięki czemu małe klocki się nie gubią (jeśli jesteście rodzicem małego fana albo fanki LEGO, na pewno wiecie, co to znaczy). Dodatkowo, kostki (wszystkich kostek w kolekcji jest pięć) mają jeszcze jedną sprytną cechę: dzięki specjalnym wypustkom w obudowie można łatwo je ze sobą łączyć, tworząc jeden wielki zestaw. Mania szczególnie lubi swoją przenośną klinikę weterynaryjną. Nawet nie wiecie, ile zwierząt spotkanych na naszych spacerach zostało uratowanych tylko dzięki temu, że zestaw był pod ręką! Wiewiórki w Łazienkach, króliki u koleżanki, nie mówiąc już o naszym goldenie Makaronie, który co chwilę – jak się okazuje – jest w potrzebie. 

Brawo dla LEGO za tak twórcze i rozwijające dziecięcą wyobraźnię zestawy podróżne! Dodatkowe brawa należą się także za niestereotypowe podejście do wykonywanych przez bohaterki zawodów. Dziewczyny mogą być kim chcą – mogą być wynalazczyniami, weterynarkami, didżejkami czy szefowymi kuchni. 

... i bawimy się razem z dzieckiem

Wiecie, na co Mania z Jasiem zawsze czekają? Na wspólną zabawę z nami.  Zdanie „Mamo, pobawisz się ze mną?” pada u nas bardzo często. I mimo że nie zawsze mamy czas / ochotę / energię do tego, by po raz 28. tego dnia składać i rozkładać klocki, to kiedy przebywamy z dziećmi  staramy się z nimi być na 100%. Bawimy się Lego, układamy puzzle, gramy w gry, urządzamy pikniki na podłodze i wcielamy się w różne role. Fajnie jest dać dziecku całego siebie. Pokazać mu, że lubimy z nim spędzać czas. A wspólne wyjścia na dwór i zabawa na świeżym powietrzu są najlepszą okazją, by zapomnieć o wszystkich dedlajnach, mejlach i telefonach. Zobaczycie, że to właśnie te momenty dzieci będą pamiętały najbardziej.

Urządzamy wyścigi - niezawodny sposób na zabawę na świeżym powietrzu

Jeśli brakuje nam pomysłu, co możemy razem robić, to podrzucamy Wam jeden niezawodny sposób na wszystko: wyścigi. Kto pierwszy założy buty, kto pierwszy dobiegnie do ławki, kto pierwszy zauważy, czym różnią się dwa drzewa, itd. Można się ścigać razem z dzieckiem, robić drużyny chłopaki kontra dziewczyny, dzieci kontra rodzice. Nie znam dziecka, które nie dałoby się wciągnąć w taką zabawę, zapominając, że jeszcze przed chwilą nie miało na nic ochoty.

Liczymy. Wszystko i wszędzie

Drugą zabawą, która zawsze się nam sprawdza jest liczenie. Liczymy schody, które trzeba pokonać, by wyjść z domu. Rowery przypięte do stojaka rowerowego przed blokiem. Gołębie, żółte samochody, ludzi, którzy piją kawę w papierowych kubkach. Staramy się zapamiętać, ile razy zatrzymywaliśmy się na czerwonym świetle i jak często słyszeliśmy jadący ambulans. Serio, liczyć można wszystko i wszędzie. 

Szukamy skarbu

Ten pomysł wymaga nieco większego zaangażowania i trochę strategicznego myślenia. Najskuteczniejszym sposobem, by zorganizować poszukiwanie skarbu, zapewniając dziecku przy tym wspaniałą zabawę na świeżym powietrzu, jest wcześniejsze samodzielne wyjście w miejsce, gdzie chcemy ukryć rzeczony skarb. Po drodze można zostawić różnego rodzaju wskazówki, które doprowadzą nas do celu. Mogą to być strzałki namalowane kredą na chodniku, szyszki, charakterystyczne kamyki czy kawałki włóczki na płocie czy drzewie. 

Skarbem może być wszystko. Kilka lizaków, małe notesy z kolorowymi flamastrami czy zwykła czekoladka. Liczy się pomysł i dobra zabawa po drodze. Zadania można przygotować wcześniej albo wymyślać na bieżąco. Ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Zbieramy większą ekipę

Więcej dzieci, większy problem z wyjściem na dwór i pomysłami na zabawę na świeżym powietrzu? Nic bardziej mylnego! Wbrew pozorom, kiedy dzieci jest więcej, łatwiej jest taką większą ekipę ogarnąć. Po prostu inaczej zarządza się grupą a inaczej jednym czy dwojgiem dzieci, które wiedzą, że rodzice pomogą im we wszystkim: w wiązaniu butów, zapinaniu kurtki czy pamiętaniu o zabraniu przekąsek na drogę. Kiedy dzieci jest więcej niż trójka, kurtki jakoś same się zakładają a śniadaniówki magicznym sposobem od razu lądują w plecakach. Nie ma marudzenia, niekończących się próśb o pomoc we wszystkich czynnościach. Jest energia do działania, radość ze wspólnego wyjścia i chęć przeżycia prawdziwej przygody. Umawiajcie się zatem ze znajomymi, którzy mają dzieci i razem organizujcie rodzinny czas. U nas sprawdza się to doskonale!

Wieczorem urządzamy wspólny wieczór filmowy

Mania z Jasiem uwielbiają rodzinne oglądanie filmów. Często więc w ciągu dnia wyciągamy dzieciaki na dwór po dawkę świeżego powietrza, by potem wieczorem urządzić wspólny seans filmowy. Ale taki wiecie, z prawdziwego zdarzenia. Z popcornem, przegryzkami i na dużym ekranie (polecamy opcję, którą mamy my: projektor pod sufitem + duża biała ściana + dobre głośniki). Wspólnie wybieramy jakąś fajną wzruszającą bajkę albo film i przenosimy się do zupełnie innego świata. Fajnie się tak wyciągnąć na kanapie na poduchach, wtulić się w dzieciaki i po prostu odpłynąć. 

Wspólnie wybieramy nagrodę dla całej rodziny - nie ma wygranych i przegranych

Na koniec nasz sprawdzony patent. Jeśli nasze dzieci wybitnie nie mają ochoty na wyjście na dwór, a nam bardzo na tym zależy, stosujemy jedną małą sztuczkę. Może to nie do końca pedagogiczne podejście, ale… sprawdza się w sytuacjach podbramkowych. Namawiamy dzieci na wspólny spacer, którego kulminacją będzie coś, co Mania z Jasiem uwielbiają, na przykład wizyta w lodziarni albo ulubionej ciastkarni. Musimy przyznać, że skuteczność takich negocjacji oscyluje w granicach 100% :).

Tekst powstał we współpracy z marką LEGO.

W Tuli można nawet nosić 5,5 latkę

Dołącz do nas!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.