Zajęcia dodatkowe dla dzieci. Spełnianie marzeń dziecka czy ambicji rodzica?

by Karo

Jazda konna, bo nasza pięcioletnia Mania przecież tak lubi konie. Piłka nożna dla trzyipółletniego Jaśka, bo całe wakacje pytał, kiedy znowu zaczną się treningi. Obowiązkowo też basen – przecież oboje mogłyby siedzieć w wodzie godzinami. No i przydałoby się też judo. W końcu to sport, który rozwija dziecko najbardziej wszechstronnie. Fajna jest też ścianka wspinaczkowa, chociaż raz w tygodniu dodatkowy angielski i jakieś zajęcia kreatywne. Dodatkowo, Basia jest już na tyle duża (całe 6 miesięcy), że spokojnie może zacząć chodzić na gordonki i turlaki. Zajęcia dodatkowe dla dzieci to temat, który niejednemu rodzicowi spędza sen z powiek. No bo skoro „wszyscy” chodzą, to może moje dziecko też powinno?

Na co zapisać dziecko, żeby skorzystało jak najwięcej? Czy więcej znaczy lepiej? A może w ogóle nie zapisywać na nic, bo przecież dziecko powinno spędzać czas przede wszystkim na swobodnej zabawie?

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – czy przedszkolakowi są naprawdę potrzebne?

Psychologowie coraz mocniej podkreślają, że przedszkole to etap przygotowania dziecka do pójścia do szkoły, nie nauki samej w sobie. Przedszkolaki przede wszystkim powinny nabywać tam jedną podstawową kompetencję, jaką jest ciekawość świata. Dodatkowo, powinny nauczyć się, że popełniają błędy i że te błędy są po to, by móc z nich wyciągnąć wnioski. To bardzo ważny krok do wyzwolenia w dziecku chęci motywacji do nauki.

Jednym słowem, przedszkolaki mają się po prostu bawić. Nic więcej. To właśnie poprzez swobodną, nieskrępowaną zabawę mają poznawać świat. Jeśli wprowadzamy im konkretne zajęcia dodatkowe, to dziecko musi je naprawdę lubić, muszą być one krótkie (20-30 minut) i najlepiej byłoby, gdyby miały formę zabawy. Co więcej, większość z nich powinna odbywać się na dworze – codzienny, regularny kontakt z naturą jest kluczowy we wszechstronnym rozwoju małego człowieka. (TU poczytacie o tym więcej!).

Zamiast więc oglądać rysunki klonu czy dębu w książce w sali przedszkolnej, warto wziąć taką książkę do plecaka i pójść z dziećmi do pobliskiego parku. Podobnie z angielskim, czy nauką liczenia w zerówce. Dodawać można przecież kamyczki, szyszki czy patyki. Trzeba tylko trochę przeorganizować sposób pracy.

Zajęcia dodatkowe dla dzieci – wybierajmy mądrze

Przyznajemy, że i my daliśmy się przez moment ponieść emocjom i zaczęliśmy myśleć nad zapisaniem dzieciaków na większą liczbę zajęć dodatkowych. No bo przecież skoro inne dzieci chodzą i ich rodzice mówią, że jest super, to czemu by nie spróbować? Przecież, poza Mani końmi i piłką nożną Jasia, jest jeszcze cała masa fantastycznych zajęć, z których nasze dzieci tak dużo mogłyby skorzystać. Programowanie, nauka pływania, ścianka wspinaczkowa, judo, dodatkowy angielski…

Jednak im dłużej się nad tym zastanawialiśmy, tym coraz mocniej do nas docierało, że to wszystko jest przecież bez sensu. Jak spojrzeliśmy na nasz tygodniowy grafik i próbowaliśmy upchnąć choćby dodatkowe, regularne lekcje pływania dla obojga, to nagle zrobiło się strasznie tłoczno. Okazało się, że niemal każde popołudnie w tygodniu mamy zajęte. Zaczęło do nas docierać, że bardzo trudno będzie znaleźć czas na… zwykłe BYCIE RAZEM. Bo odbieranie dzieci po zajęciach i dojeżdżanie ze śniętymi ze zmęczenia dziećmi do domu o 19:30, szybka kolacja, mycie i bajka przed snem to – przyznacie sami – prawdziwym BYCIEM RAZEM nie są…

Bycie razem jest dla nas najważniejsze

Odpuściliśmy. U Marianki zostawiliśmy tylko ukochane konie, u Jaśka ulubioną zabawę z piłką na Legii. A zamiast na kolejne, dodatkowe zajęcia dla dzieci, nadal zabieramy nasze przedszkolaki na basen, wspólne niespieszne spacery, wycieczki rowerowe, spontaniczne pikniki w lesie czy nad Wisłą (TU poczytacie jak to zrobić). W domu gramy w gry, układamy puzzle, czytamy książki i robimy różne eksperymenty. Dajemy im się wyszaleć na placach zabaw, zachęcamy do nawiązywania więzi z kumplami z przedszkola i z podwórka. Nie ciągniemy trawy, by szybciej rosła, jak mówi niemieckie przysłowie. Umożliwiamy optymalny rozwój i pokazujemy, że czasem nicnierobienie też jest potrzebne. Wtedy wyobraźnia pracuje najlepiej.

Jeśli chcecie poczytać o dodatkowych korzyściach z nieposyłania dziecka na wszystkie zajęcia świata, zapraszam TU. Agnieszka Stein jak zwykle w punkt – zebrała wszystkie argumenty w jednym miejscu.

❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥ ❥

Dołącz do nas!

❥ Będzie nam super miło, jeśli polubisz nasz profil na Facebooku i zaobserwujesz nas na Instagramie.

❥ Zapraszamy też do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi. Zarażamy w niej energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami.

❥ Zainteresował Cię się nasz tekst? Będziemy wdzięczni, jak go udostępnisz. Niech dobre rzeczy idą w świat!

❥ A może marzysz o podróżach ale nie wiesz od czego zacząć? Wejdź na nasz księżyc – moonandback.pl. Zabierzemy Cię w podróż życia! #robniemozliwe

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.