Czy przez kleszcze dzieci powinny unikać lasu? Nasz sposób na spokojne wyprawy - Our Little Adventures
Główna » Outdoorowa Mama » Ubiór i przygotowanie » Co stosujemy na kleszcze – nasz rodzinny sposób na bezpieczne przygody w naturze

Co stosujemy na kleszcze – nasz rodzinny sposób na bezpieczne przygody w naturze

Przez Karo
Rodzina w kampervanie podczas weekendu w Polsce

Wiosna i lato to moment, w którym najczęściej słyszymy jedno pytanie: „a co z kleszczami?”. Nie przy ognisku, nie na szlaku — tylko jeszcze zanim wyjdziemy z domu. I właśnie wtedy widać najlepiej, że największą przeszkodą w byciu z dziećmi w naturze często nie jest pogoda ani odległość, tylko strach.

Z czasem zauważyliśmy, że dzieci wcale nie boją się lasu. To my, dorośli, próbujemy go najpierw „zabezpieczyć”, zanim pozwolimy im go doświadczyć. Dlatego nie szukaliśmy idealnego sposobu na brak kleszczy — szukaliśmy sposobu, żeby móc nadal normalnie żyć w naturze. Bo dla nas outdoor z dzieckiem to codzienność, a nie jednorazowa atrakcja.

Dlaczego strach przed kleszczami najczęściej zatrzymuje dorosłych, nie dzieci

Wychodzimy z założenia, że dobra ochrona to taka, która pozwala żyć pełnią outdoorowego życia — bez lęku, bez chemii, za to z troską o całą rodzinę.

Od kiedy dzieciaki zaczęły chodzić, a potem biegać między drzewami, temat kleszczy stale przewija się w rozmowach w naszej rodzinie, jak i wśród naszych znajomych: Jak się zabezpieczać przed kleszczami? Co na kleszcze? A że mamy też psa — energicznego mimo swoich 11 psich lat, ciekawskiego odkrywcę każdej dziury w ściółce :), wiemy, że zabezpieczenie wszystkich członków rodziny jest po prostu konieczne.

Ale jak to zrobić, żeby się nie zniechęcić, nie rezygnować z leśnych przygód i nadal czerpać z natury to, co najpiękniejsze?

Nasz rodzinny rytuał przed wyprawą do lasu

Wychodząc do lasu, mamy swoje małe rytuały. Dzieciaki przygotowują swoje leśne gadżety: scyzoryki do strugania patyków, torby i kieszenie na leśne skarby, lornetki do obserwowania ptaków, apki do rozpoznawania roślin, itd. My sprawdzamy trasę, pogodę, no i… zabezpieczenie przed kleszczami.

Co robimy, żeby kleszcze nie zatrzymały nas w domu

Kiedyś używaliśmy przede wszystkim repelentów, mających w swoim składzie syntetyczny DEET. Jednak podczas mieszkania w Tajlandii, gdzie wszyscy używają „psikaczy” opartych o naturalne olejki eteryczne, zrozumieliśmy, że nie ma potrzeby stosowania sztucznych i mało przyjaznych dla skóry substancji. Dlatego też, po powrocie z Azji zaczęliśmy szukać polskich odpowiedników. I tak w zeszłym roku spróbowaliśmy pachnącej Tajlandią (ma w sobie citronellę, tak bardzo kojarzącą nam się z naszymi wieczorami na Koh Lancie) Mieszanki spacerowej Klaudyny Hebdy. Markę tę znaliśmy z rewelacyjnego sprayu DobraNocka imaści Lekki Oddech, które przez wiele lat towarzyszyły nam w jesienno-zimowe zakatarzone dni z dziećmi – przynosiły nam wieeeeeelką ulgę!

Kiedy więc Klaudyna Hebda odezwała się do nas z propozycją dołączenia do naszej kampanii CHODŹ NA DWÓR!, pytając, czy nie chcemy przetestować ich nowości – sprayu NUTTA, zgodziliśmy się od razu. NUTTA to spray na kleszcze i komary. Zawiera opatentowany repelent pochodzenia roślinnego i mieszankę olejków eterycznych, która działa odstraszająco nie tylko na kleszcze, ale też komary i meszki. No i pachnie jak tajsko-polska leśna wyprawa — ma w sobie nuty eukaliptusa, paczuli i lawendy. Nie zawiera chemii.

NUTTĘ można aplikować dzieciom bezpośrednio na skórę – jest bezpieczna

To, co nas do NUTTY przekonało, to nie tylko skuteczność, ale też bezpieczeństwo. Można ją stosować powyżej 3. roku życia, więc spokojnie spryskujemy nią całą ekipę, łącznie z najmłodszą Basią. Do tego przyjazny skład — bez syntetycznych dodatków, na bazie olejków. Używamy jej zarówno na ubrania, jak i bezpośrednio na odkrytą skórę (tym się różni od stosowanej przez nas wcześniej Mieszanki Spacerowej, którą można było spryskiwać tylko ubrania). I co ważne, działa do kilku godzin: do 5 godzin na kleszcze i do 4 na komary.

A co na kleszcze u psa, zapytacie?

Nasz pies jest zabezpieczany przez cały rok – kleszcze w trawie na warszawskich osiedlach żyją nawet wtedy, kiedy temperatura waha się od ok. 5-7 st. C. Nasz pies zjada co jakiś czas tabletkę na kleszcze, którą kupujemy w klinice weterynaryjnej. Tabletka nie odstrasza kleszcza, ale unieszkodliwia go, gdy ten szuka miejsca do ugryzienia. Koty są zabezpieczone aplikowanymi u weterynarza kropelkami.

Kleszcze? Jasne, że są. Ale nie muszą nami rządzić!

Oczywiście, że nie ma sposobu, który da nam 100% ochrony. Ale przy odpowiednim podejściu — czyli:

  • ubraniu dzieci w zakryte buty i skarpetki (chociaż powiem Wam, że ja – stosując NUTTĘ – kilka razy zrobiłam eksperyment i poszłam do lasu w sandałach. Efekt: zero kleszczy, podczas gdy z naszego psa zdejmowaliśmy w tym czasie po kilka-kilkanaście sztuk)
  • używaniu skutecznych repelentów jak NUTTA
  • dokładnym przeglądzie ciała po każdej wyprawie do lasu – to podstawa i nasz rytuał wieczorny. Trzeba sprawdzać zwłaszcza zgięcia kolan, miejsca za uszami, okolice pępka czy pachwiny.
  • i regularnym sprawdzaniu sierści psa

można spać spokojnie. I to dosłownie – po 4 dniach spania nad jeziorem w samym sercu Puszczy Piskiej, wielogodzinnego łażenia po lesie, kąpania się w jeziorze, siedzenia na pomoście, grania w piłkę na polanie, itd. nie znaleźliśmy na naszych ciałach, ani na ciałach naszych dzieci ANI JEDNEGO KLESZCZA.

Dlaczego mimo obecności kleszczy nie chcemy rezygnować z lasu?

Bo to właśnie w lesie, w naturze, dzieci uczą się, jak pachnie wilgoć, jak wygląda trop wilka, czym się różni grab od dębu. Bo to tam uczymy się razem czekać, słuchać, zachwycać się ciszą. Tam prawdziwie odpoczywamy, ładujemy nasze baterie i sprawiamy, że nasze „miejskie mózgi” znowu robią się zielone. Nie chcemy, żeby strach przed kleszczami odciął nas od tego, co najcenniejsze.

Nie chodzi o to, żeby udawać, że zagrożenia nie ma. Chodzi o to, żeby znaleźć narzędzia, które pomagają nam działać z głową, bez paniki i z szacunkiem do natury. Dla nas takim narzędziem — dosłownie i w przenośni — jest NUTTA. Skuteczna, wspierająca nasze leśne życie.

Tekst powstał we współpracy z marką Klaudyna Hebda Nature, ale to przede wszystkim nasza historia o tym, jak przestać bać się lasu. Nie jest to oczywiście porada medyczna — to po prostu nasz sposób, który pozwala nam normalnie korzystać z natury z dziećmi.

Zostań z nami na dłużej!

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.