Permet z kanionem Langarica zrobiły na nas ogromne wrażenie i ten wpis mógłby się ograniczyć tylko do zdjęć. Zresztą zobaczycie za chwilę sami. Ale, no właśnie, nie byłoby tych zdję,ć gdybyśmy nie poszli dosłownie i w przenośni za naszymi dziećmi.
O tym przeczytasz
Gorące źródła Permet zimą
Postawmy sprawę uczciwie. Nas długo do gorących źródeł nie trzeba namawiać, nawet w Tajlandii takie zaliczyliśmy. Sami rozumiecie, po prostu nie mogliśmy ominąć tej albańskiej atrakcji. Jadąc znad jeziora Ochrydzkiego wybraliśmy dłuższą drogę, omijając górskie przełęcze na trasie SH75 i jadąc ostatecznie najpierw na zachód Albanii, a później na południe, żeby ostatecznie do miasteczka Permet wjechać od zachodu.



Dotarliśmy już po zmroku na miejsce, no właśnie, w zasadzie miejsce budowy. Cały ten teren przechodzi obecnie metamorfozę – z dzikiej miejscówki dla lokalsów zamienia się w obiekty turystyczny. Powstaje ogromny parking, sztuczne baseny, które za chwilę napełnią się wodą. Dzieje się to, co w wielu popularnych miejscach na świecie. Można powiedzieć, że udało nam się być w Permet i przejść kawałek kanionu Langarica, zanim trzeba będzie zapłacić za bilet do tych atrakcji.
Grudniowa kąpiel w Permet
Jeszcze wieczorem poszliśmy pod słynny kamienny most. Nie odmówiliśmy sobie pierwszego zanurzenia przy rozgwieżdżonym niebie. Małe zaskoczenie – woda może miała 25-27 stopni Celsjusza. Jakoś nasze oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością, i to mocno (wiecie, spodziewaliśmy się islandzkich gorących źródeł). Wyjście nocne z wody też nie należało do przyjemnych. Nie odpuściliśmy jednak i z samego rana ruszyliśmy ponownie.

Za dnia to zupełnie inna historia. Nawet nie sama gorąca woda jest tu atrakcją, choć pewnie też, ale całe otoczenie. Niesamowicie turkusowa woda rzeki Langarica, starożytny kamienny most. Widok z mostu w stronę masywu Nemercka. Prze-pię-knie.






Nie mogliśmy sobie oczywiście odmówić zanurzenia w wodzie. Udało nam się pod samym mostem znaleźć taki basen pół na pół naturalny z już usypywanym nowym basenem. Woda nadal nie powalała temperaturą, ale słońce i całe otoczenie robiło dużą część roboty.



Idziemy za dziećmi – kanion Langarica
Nie tylko gorące źródła są tutaj atrakcją. Tą drugą, a dla nas pierwszą w zasadzie, jest kanion Langarica. Większość znalezionych informacji mówiła o tym, że w zimie nie ma szans i nie ma sensu do niego wchodzić – jest po prostu nie do przejścia. Z relacji innych wiemy, że ten spacer, w lecie, przebiega po prostu po kostki a czasami po pas w wodzie. W grudniu, jak się domyślacie, byłaby to wątpliwa przyjemność.



Nasze dzieci jednak uznały, że nie ma takich przeszkód, których nie można chociażby spróbować przejść. My zamiast ich strofować, pozwoliliśmy im na swobodną zabawę i podejmowanie ryzyka. Co mogłoby się stać? Najwyżej zmoczyłyby buty i ubranie. Do naszego kampervana mieliśmy maksymalnie 20 minut drogi powrotnej. Rzeka Langarica stała się tym samym wielkim, naturalnym placem zabaw, ale zobaczcie jak ten plac zabaw wyglądał.



Nagroda na koniec – kolejne gorące źródło
Tak sobie idąc, raz po prawej stronie kamieniami, raz po lewej, a raz przeskakując z jednego na drugi kamień, z oddali widzimy unoszącą się parę wodną. Nawet nie zdążyliśmy nic powiedzieć dzieciom, a one już obrały azymut na gorącą wodę. Były przekonane, że tam jest dużo cieplej, niż chwilę wcześniej, pod mostem.

O ile starszaki nie miały problemu, żeby przeskakiwać po kamieniach, tak dla Basi to stanowiło wyzwanie. Czasami my ocenialiśmy, że po prostu nie da rady przeskoczyć. Kończyło się to tym, że jedno z nas brodziło w wodzie gołymi stopami i pomagało Basi dostać się do tego tajemniczego basenu.
Podobnie jak wcześniej, tu też nie mogliśmy sobie odmówić kąpieli. Nie stanowiło dla nas problemu, że nasze stroje zostawiliśmy przy moście, żeby schły. Miało nas przecież nie być tylko dwie minuty :).




Tymczasem nie było nas już dobrą godzinę. Nasze dzieci musieliśmy wręcz siłą wyciągać z wody – zupełnie im nie przeszkadzało, że wcale ta woda nie była dużo cieplejsza, niż ta przy moście. Radość po wyjściu ustępowała dość szybko szokowi termicznemu, szczególnie u Basi.

Żegnamy gorące źródła Permet i kanion Langarica
Przyjechaliśmy tu specjalnie tylko do gorących źródeł. Dostaliśmy w zamian też super nagrodę w postaci kanionu. Ale to nie koniec przygód na dziś. Permet to małe miasto/wioska, żeby się przebić do głównej trasy na Gjirokastrę, trzeba przejechać dość rolniczy rejon. Nie ma chyba bardziej albańskiego krajobrazu niż góry, woda i owce.


Dalej nie było wcale mniej spektakularnie, ponieważ z Permet wraca się wzdłuż przepięknego koryta rzeki Vjosa (jedyna nieuregulowana rzeka Europy i jedyny park narodowy, który jest rzeką). Ale o tym już w kolejnym poście z zimowej Albanii kampervanem.




