Większość turystów płynie do jaskini łódką. My oczywiście weszliśmy na górę. Jeśli mamy wybór zawsze wybieramy ruch zamiast silnika. Jest wysiłek i na końcu czeka nagroda – świątynia w jaskini.

Basia część drogi szła sama, część przespała w Tuli na moich plecach. Mania i Jasio całą trasę pokonali na nogach. Prawie 4 kilometry, 270 metrów w górę, 32 stopnie w cieniu i brak toalety po drodze.
To jeden z tych szlaków, które idealnie nadaje się dla dzieci, które nie lubią wielogodzinnych wycieczek. Nie oznacza to jednak, że obędzie się bez potu, zmęczenia i marudzenia po drodze.
O tym przeczytasz
Jak dotrzeć do jaskini Phraya Nakhon
Jaskinia Phraya Nakhon znajduje się w Parku Narodowym Khao Sam Roi Yot, około dwóch godzin drogi na południe od Hua Hin. To była już nasza trasa powrotna z naszego objazdu Tajlandii z dziećmi. Wracaliśmy na naszą wyspę Koh Lanta.



Jeśli już ktokolwiek trafi w rejony prowincji Prachuap Khiri Khan to jaskinia jest jedną z głównych atrakcji. Szczególnie dla turystów spędzających czas w Hua Hin.
Wejście do parku kosztuje 200 Baht od osoby. Warto być wcześniej, koło godziny 10:00 zaczynają zjeżdżać się autokary ze zorganizowanymi wycieczkami.
Do jaskini, żeby dojść można ominąć pierwsze podejście, płynąc łódką na plażę Phraya Nakhon i stamtąd wejść na górę. Łódki nie zawsze pływają. Wszystko zależy od pogody i wiatru. Trekking jest tutaj połową atrakcji.
Szlak przez dżunglę
Trasa jest dość prosta i urozmaicona. Częściowo prowadzi przez las, miejscami po skalnych stopniach, miejscami po luźnym podłożu. Jeśli będziecie, tak jak my w porze deszczowej to, po opadach niektóre odcinki mogą być zdradliwe.


Na stromych fragmentach Basia lądowała w Tuli — nosidełko na takich wyjściach robi ogromną różnicę. Na łatwiejszych odcinkach rwała do przodu sama.
Po drodze jest punkt widokowy z widokiem na zatokę. Tu też robiliśmy sobie przerwę na jedzenie. Za to wodę piliśmy non stop, 32 stopnie i duża wilgotność to nie są najlepsze warunki na lekki trekking albo wymagający spacer. Dzieciaki swoje plecaki Thule opróżniły w połowie drogi do jaskini.






Garmin pokazał nam całą trasę 3,91 km i prawie 4 godziny z dziećmi, 270 metrów przewyższenia.
Świątynia w środku skały
Przed wejściem do komory schodzi się stromo w dół. Po deszczu skały są bardzo śliskie, więc warto zachować ostrożność.
W drugiej komorze stoi pawilon Khua Kharuehat, zbudowany dla króla Ramy V w 1890 roku. Znajduje się dokładnie w miejscu, gdzie przez otwór w sklepieniu wpada snop światła.

Żeby zobaczyć ten efekt w najlepszym momencie, trzeba być przy pawilonie między 10:30 a 11:30. Czyli z parkingu warto wyruszyć najpóźniej o 9:30.
Kiedy weszliśmy do środka upewniliśmy się, że opłacało się tam być wcześniej. Byliśmy praktycznie sami. Cisza i przyjemny chłód zatrzymały nas w środku dłuższą chwilę. Wygoniły nas stamtąd nadciagające hordy ludzi.

Spotkanie z warakami przy ścieżce
Schodziliśmy do plaży tą samą stroną. Dosłownie już na wypłaszczeniu Jasio zauważył w krzakach czarną sylwetkę małpy z dość charakterystycznymi białymi obwódkami wokół oczu. Waraki! Krzyknął.


Siedziały dosłownie kilka metrów od nas i kompletnie się nami nie interesowały. Dzieci stanęły bez ruchu i patrzyły przez kilka minut. Ten nasz postój zaczął przyciągać kolejnych przechodniów. Po chwili zebrał się już niezły tłumek.
Najlepsze są te momenty, gdy spotykamy się z dziko żyjącymi zwierzętami. Podobne emocje towarzyszył nam w Khao Yai.

Praktyczne rzeczy, które robią różnicę
Weźcie minimum litr wody na osobę — na szlaku nie ma gdzie jej uzupełnić.
Jeśli schodzicie przez plażę Phraya Nakhon, na miejscu jest restauracja.
Startujcie przed 9:30, jeśli chcecie zobaczyć światło w jaskini w najlepszym momencie.
Buty trekkingowe są mocno wskazane, ale też dawali ludzie radę w adidasach.




