Wzięłam tę książkę właściwie przypadkiem. Nie dlatego, że szukałam czegoś dla dzieci, tylko dlatego, że to Jamie Oliver. Ten od gotowania.
Nie sądziłam, że powieść przygodowa, którą napisał, wciągnie mnie bardziej niż dzieciaki. A jednak.


O tym przeczytasz
Co ta książka ma w środku — i dlaczego działa
A jednak tak się właśnie stało. Olbrzymia przygoda Billy’ego. Przyjaźń, tajemnica i wyprawa do magicznego świata Jamiego Olivera naprawdę zachwyca. I to nie tylko mnie, starą książkową wyjadaczkę :). Zachwyca także moje dzieciaki. Dlaczego?
Ta książka po prostu ma wszystko to, co dobra książka dla dzieci powinna mieć.
To jest jedna z tych historii, które po prostu „niosą”. Dzieci wchodzą w nią od razu, a dorosły łapie się na tym, że czyta dalej już nie dla nich, tylko dla siebie.
Jest przygoda, humor i coś jeszcze — spokojny sposób mówienia o rzeczach ważnych, bez moralizowania.
Generalnie, gdybym miała opisać tę książkę jednym zdaniem, napisałabym, że jest to książka o ponadczasowych wartościach: miłości, przyjaźni, walce o słuszną sprawę, szacunku i wierze w to, że wszystko jest możliwe, jeśli działa się razem dla wspólnego dobra.


Billy, Ania, Jimmy i Andy — paczka, która wchodzi tam, gdzie nie wolno
Książka opowiada o niezwykłej przygodzie w Wodospadowym Lesie, która staje się udziałem paczki przyjaciół: Billego, Ani, Jimmego i Andy’ego. Każde dziecko jest inne, każde ma swoje mocne i – wydawać by się mogło na początku – słabe strony, które w miarę rozwoju wydarzeń pomagają im pokonywać różnego rodzaju bariery i ograniczenia.
Billy (alter ego autora) to odważny 10-letni chłopiec o wielkim sercu, który ma totalną obsesję na punkcie różnego rodzaju gadżetów, usprawnień i przeróbek. Uwielbia przygody i zagadki. No i pyszne jedzenie oczywiście. Ania (jedyna dziewczyna w gangu) jest mądra, niezależna i odważna. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Jimmy ma fioła na punkcie natury. Wie o niej niemal wszystko! Z kolei Andy jest niepozorny tylko z pozoru. Jest mądrzejszy i odważniejszy, niż wszystkim się na początku wydaje.


Wodospadowy Las i sekretne wejście — więcej nie zdradzam
Przyjaciele mieszkają w małym miasteczku Little Alverton, w którym zazwyczaj nie działo się nic nadzwyczajnego, no może Wodospadowym Lasem, ale tam zapuszczać się nikomu nie absolutnie nie wolno. Poza tym wejścia do lasu chroni ogromny kamienny mur a pogłoski o strasznych rzeczach, które się tam wydarzyły skutecznie powstrzymują potencjalnych łowców przygód. Jednak, jak to w takich miasteczkach i historiach bywa, pewnego dnia wydarza się coś, co zakłóci dotychczasowy spokój.

Więcej Wam nie napiszę, żeby nie odebrać Wam przyjemności czytania. Powiem tylko, że kiedy paczka przyjaciół znajduje sekretne wejście do Wodospadowego Lasu, wejdzie do niego w tajemnicy przed wszystkimi i zacznie przeżywać swoje najwspanialsze ale też najstraszniejsze przygody, nic już nie będzie takie samo. Wodospadowy Las okaże się czymś zupełnie innym, niż sądzono, dzieci i tajemnicze istoty zamieszkujące w Lesie (absolutnie kocham Duszki ich specyficzny język (brawo dla tłumacza!), Olbrzyma i nawet te śmierdzące zgredki wielkości kota, buny!) raz na zawsze zmienią się pod wpływem przeżywanych wspólnie przygód a świat dorosłych… cóż, świat dorosłych też się trochę zmieni.
Tutaj podrzucam Wam filmik nagrany przez Jamiego Olivera, w którym zdradza kawałeczek książkowej tajemnicy – obejrzyjcie go sobie koniecznie, bo wspaniale buduje napięcie.
Dwa światy i dzieci jako pomost — klasyczny zabieg, który tu naprawdę działa
Tym, co mnie bardzo wzruszyło w książce Jamiego Oliviera było symboliczne zderzenie dwóch, a nawet trzech światów: świata ludzi, świata przyrody razem z całą jej magią oraz świata dziecięco, będącego swoistym pomostem łączącym te dwa światy. Zresztą, w wielu klasyce literatury dla dzieci właśnie taki zabieg jest stosowany od lat. Na pewno pamiętacie rodzeństwo Pavensie z Kroniki Narnii Lewisa S. Carolla, rodzeństwo Darling z Piotrusia Pana J.M. Barriego, Dorotkę i jej przyjaciół z Czarnoksiężnika z Krainy Oz L. Frank Bauma, czy też Harrego, Hermionę i Rona z sagi o Harrym Potterze. Te klasyczne opowieści są pełne magii, przygód i wiary w zwycięstwo dobra nad złem, które fascynują dzieci na całym świecie.
Cieszę się, że Jamie Oliver właśnie z takich historii czerpał inspiracje. Dzięki temu książka jest soczysta, historia naprawdę jest o czymś. Jest w niej drugie, trzecie a nawet czwarte dno, które powoli wyłania się podczas czytania.


Przyroda jako bohater — i dlaczego to ważniejsze niż się wydaje
To, co mnie również zachwyciło (pięknie nawiązuje do naszej kampanii CHODŹ NA DWÓR!), to umiejętnie wplecione jedno z przesłań tej książki: nikt nie jest za mały na dbanie o przyrodę. Co więcej, każdy z nas, czy mały, czy duży, czy magiczny, czy nie, czy zwierzę, czy człowiek – każdy i każda z nas bez wyjątku tworzy wspólny rytm, dzięki któremu możemy żyć w zgodzie i harmonii. I jeśli Rytm przyrody zostaje zaburzony, wszyscy musimy zjednoczyć siły, by znowu wrócił do normy. Innej drogi po prostu nie ma.



Przepisy na końcu i duch Jamiego w całej książce
Co mnie jeszcze urzekło w Olbrzymiej przygodzie Billego? To, że całą książkę przenika duch Jamiego Olivera. Mnóstwo jest w niej odniesień do domowych posiłków, do miłości do gotowania (Billy – alter ego Olivera mieszka z rodzicami nad ich rodzinnym pubem Pod Zielonym Olbrzymem – dokładnie tak, jak młody Jamie), co fantastycznie rozbudza w dzieciach ciekawość. nasze dzieciaki po przeczytaniu książki same wyciągnęły przepisy z końca i zaczęły gotować. I to był moment, w którym ta historia wyszła poza książkę.
To jedna z tych książek, które najlepiej działają wtedy, kiedy dziecko ma przestrzeń i czas. Dokładnie wtedy, gdy jesteście gdzieś razem, w drodze albo po całym dniu na zewnątrz.




Dysleksja Billy’ego — i dlaczego ten wątek jest wyjątkowo ważny
Jamie Oliver bardzo zgrabnie wplótł w fabułę książki także swoje wyzwania z czytaniem i pisaniem (Jamie jest dyslektykiem). Autor pięknie pokazał, że problemy w szkole nie powinny definiować dziecka jako człowieka, że dziecko jest kimś dużo większym i pojemniejszym, niż jego oceny i szkolne bariery. Myślę, że szczególnie ta warstwa książki może być fantastycznym wsparciem dla wielu małych (i dużych) czytelników.




Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Insignis.



