Wodospady na Sardynii: Trekking do (suchego!) Piscinia Igras - Our Little Adventures
Główna » Świat » Włochy » Wodospad którego nie ma – Piscinia Igras na Sardynii

Wodospad którego nie ma – Piscinia Igras na Sardynii

Przez Mario
kobieta siedząca na skałach na punkcie widokowym Piscinia Igras

W okresie wakacyjnym Sardynia kojarzy się głównie z plażami. To wokół nich skupia się przemysł turystyczny wyspy. A ponieważ my do plażowiczów nie należymy, to szukaliśmy sobie innych atrakcji na Sardynii. Jeśli tak jak my wolicie omijać tłumy i właśnie sprawdzacie, gdzie pojechać z dzieckiem na aktywne wakacje, ta wyspa ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko piasek i parasole. Tak też trafiliśmy na ukryty na końcu malowniczego szlaku wodospad Igras. Zapraszamy Was więc na trekking do Piscinia Igras na Sardynii.

rodzina pozująca na punkcie widokowym Piscinia Igras

Jak dojechać i gdzie jest Piscinia Igras

Wodospad Igras leży w południowej części Sardynii. Dojazd na początek szlaku, który do niego prowadzi, wcale jednak nie jest oczywisty. Google Maps, kierując nas z Sant’Antioco, czyli wyspy, na której mieszkaliśmy, chciało nas prowadzić jakimiś górskimi ścieżkami, przez zamknięte tereny. Podróżując kampervanem z pięcioma rowerami na bagażniku takie drogi nie są naszym pierwszym wyborem.

kampervan z pięcioma rowerami na początku szlaku do piscina igras

Dopiero zerknięcie na kanał youtubowy Alicji naprowadziło nas na miejscowość, skąd można dotrzeć na początek szlaku do Piscinia Igras. Tą miejscowością jest Villacidro. Gdy tylko wyjedziemy poza miasto, kierując się w stronę Lago di Leni, znika nam zasięg telefonii komórkowej. I co ciekawe, nie wróci już w żadnym punkcie naszego trekkingu. Także jeśli do tej pory nie ustaliliście trasy do Piscinia Igras to za późno. Oczywiście, my tego nie zrobiliśmy :).

Szlak do Piscinia Igras – jest, ale go nie ma

Tak można w sumie podsumować nasze przygotowania do tego trekkingu. Na pięknie położonym parkingu przy schronisku, które było zamknięte, próbowaliśmy namierzyć kierunek, w którym mamy iść. Jak za czasów harcerstwa – padła decyzja idziemy na azymut i zobaczymy, gdzie trafimy. Zawsze przecież można wrócić :). Oznaczenia szlaków, podobnie jak podczas trekkingu do Tiscali, wskazywały kierunki, które kompletnie nic nam nie mówiły. Szliśmy więc trochę na czuja.

drogowskaz na szlaku do Piscina Igras

Po pierwszych dwóch kilometrach spotkaliśmy parę Niemców, którzy upewnili nas, że szlak biegnie do PIscinia Igras, ale samego wodospadu nie ma, bo nie ma o tej porze roku wody. Tak też mogliśmy podejrzewać, patrząc na strumyk biegnący wzdłuż szlaku. Mimo wszystko postanowiliśmy jednak spróbować podejść na punkt widokowy na nieistniejący wodospad.

Dziecko na szlaku pod Piscina Igras

Kolejne półtora kilometra to już porządne podejście. Na uwagę zasługuje Basia, która sama przeszła całość. Niosła ją chęć bycia małym przewodnikiem. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem – to zresztą świetny przykład tego, o czym często wspominam jako Outdoorowa Mama: aktywny outdoor z dzieckiem to przede wszystkim oddawanie im przestrzeni do samodzielności. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem. Dopiero na końcu, kilometr przed parkingiem Basia zobaczyła, że mieliśmy awaryjnie ze sobą nosidło dla niej. Jakie było jej rozczarowanie, jak uświadomiła sobie, że wcale nie musiała robić tego podejścia na własnych nóżkach! :)

Wodospadu Igras nie było, ale był za to widok

Gdy doszliśmy szlakiem do rozdroża i znaku, który prowadził nas albo na wzniesienie jakieś 500 m dalej, albo pod sam wodospad (jak już wiecie, ten którego nie ma :), bez wahania wybraliśmy punkt widokowy. I to był strzał w dziesiątkę. Po wdrapaniu się na samą górę, siedliśmy sobie na zboczu, podziwiając cała okolicę. Siedzieliśmy albo w kompletnej ciszy, albo testowaliśmy „skaczące echo”. Jasio wchodził na tak wysokie rejestry, że jego echo odbiło się aż trzy razy.

I wiecie, na początku myśleliśmy, że odpuścimy sobie ten szlak. Droga dojazdowa słaba, brak zasięgu, brak planu, brak pewności, że dojdziemy i w końcu brak wodospadu. Mimo wszystko okazało się, że nie chodziło ani o wodospad, ani o basen pod nim, ba! nawet nie chodziło o widok. Po prostu to był super czas dla nas. I to chyba najważniejsze.

Inne wodospady na Sardynii – co z tym Lequarci?

Kiedy szukacie w internecie hasła „wodospady Sardynia”, prawdopodobnie jako pierwszy wyskoczy Wam słynny wodospad Lequarci. Jest zjawiskowy, ale też dużo bardziej znany i oblegany (zwłaszcza gdy faktycznie płynie w nim woda!). My, jak wiecie, rzadko idziemy głównym szlakiem, dlatego zamiast Lequarci wybraliśmy dziki trekking do Piscinia Igras. Jeśli jednak zależy Wam na zobaczeniu potężnych kaskad i klasycznych atrakcji wyspy, Lequarci z pewnością będzie łatwiejszym i pewniejszym celem. Nasza Outdoorowa Mama woli jednak błoto, zgubienie zasięgu i satysfakcję ze znalezienia własnej drogi.

Zostań z nami na dłużej!

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.