JAK SIĘ PRZYGOTOWAĆ DO PODRÓŻY DO AZJI? ROZMOWA Z DR MILENĄ DOROSZ, LEKARZEM MEDYCYNY PODRÓŻY

by Mario
Podróżować z dziećmi można wszędzie. Trzeba tylko zdawać sobie sprawę z zagrożeń i odpowiednio się do nich przygotować – rozmowa z dr Mileną Dorosz, lekarzem medycyny podróży.

Kiedy dwa lata temu wyruszaliśmy w naszą pierwszą daleką podróż z Marianką do Ameryki Południowej, postanowiliśmy wybrać się do lekarza medycyny podróży. Zapisaliśmy się do jednej z największych polskich prywatnych przychodni medycznych. Jedyną rekomendacją, jaką wtedy otrzymaliśmy, był całkowity zakaz opuszczania Polski przed skończeniem przez córkę drugiego roku życia. Dowiedzieliśmy się także, że nie powinniśmy jeździć w góry (nawet te polskie, bo nigdy nie wiadomo, jak dziecko zareaguje) oraz że najlepszym sposobem na rozszerzanie diety są słoiczki. 
Tym razem, przed naszą podróżą do Azji Południowo-Wchodniej, postanowiliśmy poszukać lekarza, dla którego wybrana specjalizacja jest nie tylko pracą, ale prawdziwą pasją. 

Na spotkanie z dr Mileną Dorosz, lekarzem pracującym w Poradni Medycyny Podróży MEDELLAN i Wojewódzkim Szpitalu Zakaźnym w Warszawie umawiamy się na popołudniową kawę na warszawskim Powiślu. Do kawiarni wchodzi uśmiechnięta, pełna energii młoda kobieta. Na ręku ma zegarek, którego tarcza przedstawia kolorową mapę świata. Po krótkim przywitaniu się z całą naszą czwórką, od razu zaczyna opowiadać. O tym, jeśli tylko nadarza się okazja, pakuje plecak, zabiera przyjaciół i rusza przed siebie. Że najpiękniejsze podróże to te na własną rękę. I że nie ma sytuacji bez wyjścia – ważne tylko, by być do nich odpowiednio przygotowanym. 

Coraz więcej ludzi jeździ z dziećmi po świecie, odwiedza kraje, do których wcześniej bałaby się pojechać. Jednak dla wielu rodziców zabranie dzieci na inny kontynent to ciągle rzecz nie do pomyślenia. 
Dr Milena Dorosz: Można jeździć, tylko trzeba się dobrze do tych podróży przygotować i zdawać sobie sprawę z potencjalnych zagrożeń. W zasadzie każda mniejsza lub większa podróż niesie ze sobą jakieś ryzyko. Wiedząc, co nas może spotkać, powinniśmy zawsze próbować tak zorganizować podróż, by była ona jak najbardziej bezpieczna dla dzieci i dla nas samych. Musimy sobie zdawać sprawę, że niektóre szczepienia mają ograniczone zastosowanie, choćby ze względu na wiek dziecka. Ale jeśli ktoś przychodzi do naszej poradni z kilkumiesięcznym dzieckiem i wybiera się w podróż do krajów tropikalnych , np. do Indii i nie zamierza zmienić planów na inny, bardziej bezpieczny kierunek, to naszym zadaniem jest tak przygotować rodziców, by podróż w danej sytuacji  była maksymalnie bezpieczna w danej sytuacji  dla ich dziecka. 

Przed nami miesięczna wyprawa do Azji Południowo-Wschodniej: doTajlandii i Kambodży. Ze względu na większe prawdopodobieństwo występowania malarii zdecydowaliśmy nie jechać do Laosu i Birmy. W jaki sposób powinniśmy się przygotować do podróży?
Laos i Birma to rejony podwyższonego ryzyka pod względem występowania malarii, dlatego pewnie, mając małe dzieci, nie wybrałabym się tam, gdybym nie musiała. W Tajlandii, Kambodży czy Wietnamie w rejonach najpowszechniej odwiedzanych przez turystów ryzyko malarii jest zdecydowanie mniejsze. Wszystkie te kraje przy wylocie z Polski  nie są również objęte listą szczepień obowiązkowych. Światowe wytyczne zalecają tylko wybrane szczepienia. Wszystko jednak w granicach rozsądku. Nie jestem zwolenniczką szczepienia wszystkich na wszystko. Szczepienia dobieramy nie tylko do samego kierunku naszej podróży, ale również  jej charakteru, intensywności czy czasu trwania, a także do stanu zdrowia czy wieku danego pacjenta. Jeśli mamy jakiekolwiek wątpliwości, skorzystajmy z porady doświadczonego lekarza medycyny podróży, chorób zakaźnych czy medycyny tropikalnej. 

Podczas podróży po Azji najczęściej jesteśmy narażeni na różnego rodzaju zakażenia drogą pokarmową, przede wszystkim na biegunkę podróżnych, wirusowe zapalenie wątroby typu A czy dur brzuszny. Co ważne, w tym wypadku nie ma ogromnego znaczenia, czy podróż jest dwutygodniowa czy półroczna, czy będziemy mieszkać w hotelu czy wyjeżdżamy na własną rękę. Fakt, że przy dłuższych podróżach adekwatnie zwiększa się jednak liczba różnych zdarzeń niosących ze sobą ryzyka nabycia danej choroby. Zarazić się możemy w najprostszych, codziennych sytuacjach: spożywając skażoną wodę i pokarmy. Dlatego bardzo często rekomendowanymi szczepieniami są szczepienia przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby czy durowi brzusznemu.
U części osób dorosłych warto pamiętać także o szczepieniu przypominającym przeciwko błonicy, tężcowi. Tężec występuje powszechnie na całym świecie, do zarażenia dochodzi najczęściej poprzez zranienia, najczęściej zanieczyszczone ziemią, metalowymi przedmiotami. Zalecałabym także szczepienie przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B. Obecnie u dzieci to szczepienie wchodzi w skład obowiązkowego kalendarza szczepień ochronnych. Pierwsza dawka szczepionki jest już podawana w pierwszej dobie życia. Szczepienie to rekomendowane u dorosłych uprzednio nieszczepionych niezależenie od wyjazdów. W przypadku tego szczepienia właściwie nie jest ważne, czy pacjent wyrusza na drugi koniec świata czy w najbliższym czasie planuje ograniczyć swoje podróże wyłącznie do krajów europejskich. W wielu codziennych sytuacjach możemy mieć kontakt z zakażoną krwią. Czynnikiem ryzyka są również wszelkie zabiegi, dotyczy to zarówno zabiegów operacyjnych i stomatologicznych, jak i kosmetycznych. W podróży najczęściej spotykamy się z wykonywaniem manicure, tatuaży, akupunktury, udzielaniem pomocy osobie poszkodowanej podczas wypadku na ulicy czy podejmowaniem ryzykownych zachowań seksualnych. W krajach tropikalnych wystarczy trafić do najbliższego punktu fryzjerskiego, kosmetycznego czy medycznego. Należy zdawać sobie sprawę, że w państwach nisko rozwiniętych nie zawsze mamy do czynienia z wzorcowo przeprowadzoną sterylizacją różnych narzędzi.
Oczywiście istnieją jeszcze inne szczepienia, które należy rozpatrzeć przy innych wyjazdach, m.in. przeciwko poliomyelitis, żółtej gorączce, wściekliźnie, chorobie menigokokowej.  Ważne, żeby dobór szczepień był sprawą  indywidualną do danej osoby, kierunku, charakteru i długości podróży. 

A co z podróżami z dziećmi do miejsc, w których występuje zagrożenie malarią? Czy możemy podawać dzieciom leki przeciwmalaryczne?
Jeśli jednak decydujemy się pojechać w rejon wysokomalaryczny – z dziećmi czy bez – bezwględnie powinniśmy przyjmować leki przeciwmalaryczne. Obecnie najbardziej rekomendowanym i najpowszechniej stosowanym lekiem jest atowaquone+proguanil (Malarone). Póki co, w żadnym rejonie świata zarodźce malarii nie wytworzyły na niego oporności (wszędzie jest skuteczny) i co najważniejsze, według światowych wytycznych można go stosować w odpowiednio przeliczonej dawce na masę ciała już u dzieci ważących od 5 kg. Oczywiście, jak w przypadku każdego leku, podczas stosowania mogą wystąpić działania niepożądane: bóle głowy, nudności, wymioty, bóle brzucha. Jednak w swojej praktyce lekarskiej nie spotkałam dotychczas nikogo, kto skarżyłby się na tego typu dolegliwości, poza ogólnym gorszym samopoczuciem. Nie jestem też w stanie stwierdzić, czy był to efekt placebo (osoby te spodziewały się gorszego samopoczucia po zażyciu leku, zgodnie z tym, co można przeczytać w internecie), czy realne pogorszenie samopoczucia na skutek przyjmowania leku. Czym jest jednak niewielkie pogorszenie jakości życia do bezpieczeństwa i zapewnienia ochrony przed poważną, często nawet śmiertelną, chorobą, jaką jest malaria. Niestety wadą tego leku jest jeszcze stosunkowo wysoka cena.

Jest jeszcze kilka innych leków przeciwmalarycznych, np. doksycyklina, które możemy stosować u osób dorosłych, czy u dzieci powyżej 13 r.ż. Ostatecznie dobór leku przeciwmalarycznego powinien być rozpatrzony indywidulnie. Jego wybór zależy od regionu świata, długości pobytu w strefie malarycznej, obciążeń danego pacjenta czy jego możliwości finansowych.

W jaki sposób zażywa się Malarone?
Malarone należy zacząć przyjmować na 1-2 dni wcześniej przed pobytem w strefie malarycznej. Jeśli wyjeżdzamy w taki rejon bezpośrednio z Polski, to należy wziąć lek jeszcze w domu, przed dotarciem do danego kraju. Są takie państwa na świecie, których cały obszar należy do strefy wysokomalarycznej, chociażby wspomniane już wcześniej Birma czy Laos. Ale są też i takie kraje np. Tajlandia czy Wietnam (cały czas trzymamy się Azji Południowo-Wschodniej), których ryzyko zagrożenia malarią zależy od konkretnego rejonu. Więc może zdarzyć się tak, że lek przeciwmalaryczny zaczynamy dopiero przyjmować w którymś z kolejnych dni naszej podróży tuż przed dotarciem do obszaru wysokiego ryzyka malarii. Lek zażywamy codziennie  w czasie pobytu w strefie malarycznej, a także przez 7 dni od momentu wyjazdu z takiej strefy (niezależnie od długości przebywania w wyżej wymienionym rejonie).

Skoro jesteśmy przy malarii, to pytanie nasuwa się samo: w jaki sposób zabezpieczyć się przeciwko komarom? 
Przede wszystkim należy stosować tzw. repelenty czyli środki odstraszające owady do stosowania na skórę. Nie wszystkie dostępne na rynku nadają do zabrania w podróż do krajów tropikalnych. Obecnie najpowszechniej rekomendowane są środki zawierające dietylotoluamid tzw. DEET. Można je kupić w sklepach podróżniczych stacjonarnych lub internetowych, czasami w niektórych aptekach. Dla dorosłych z minimum 20% zawartością składnika DEET (optymalnie 30%, maks.50%). U dzieci takie środki  możemy stosować dopiero powyżej 2 miesiąca życia z maksymalną zawartość DEET 30%. Pamiętajmy jednak, żeby u najmłodszych nie aplikować repelentów na twarz czy dłonie. Smarujemy tylko odsłonięte części ciała, takie jak ramiona, nogi. Nie zaleca się również stosowania takich środków na ubrania czy moskitiery. Oprócz repelentów powinniśmy stosować również inne środki ochrony przeciwko komarom, takie jak spanie w klimatyzowanych pomieszczeniach czy pod moskitierami, stosowanie  w oknach specjalnych siatek uszczelniających przeciwko owadom, noszenie odpowiednich ubrań  itp.

Co, oprócz repelentów, powinna zawierać nasza apteczka podróżna? Co zabrać ze sobą a co kupić na miejscu?
Poza repelentami apteczka powinna przede wszystkim zawierać wspomniane już wcześniej leki stosowane w profilaktyce przeciwmalarycznej (jeśli takowe zalecane do danej podróży). 
Ponadto zabieramy zawsze zestaw leków na pierwsze dni choroby (np. na czas zwykłej infekcji wirusowej dróg oddechowych) zdarzającej się, zwłaszcza u dzieci, zaraz po przylocie do danego kraju o odmiennej strefie klimatycznej. Czasami warto zabrać antybiotyk na bakteryjne infekcje dróg oddechowych. Nie zawsze podczas podróży mamy możliwość skontaktowania się natychmiast  z lekarzem.

Pamiętajmy też zawsze o odpowiednich kremach z filtrem przeciwsłonecznym, środkach opatrunkowych (plastry, bandaże, para rękawiczek jednorazowych), środkach do dezynfekcji ran i środkach do dezynfekcji rąk (wielokrotnie podczas podróży nie mamy możliwości umycia rąk). Konieczne jest też zabranie ze sobą leków przeciwgorączkowych i przeciwbólowych. Bardzo często przydają się też leki przeciwalergiczne (tabletki, maści) na wypadek odczynów uczuleniowych po ugryzieniach owadów. Zawsze w podróż zabieramy też odpowiedni zapas leków przyjmowanych na stałe.
Na pewno warto też wziąć antybiotyk na jedną z najczęściej występującą dolegliwość, czyli biegunkę podróżnych, zwaną w zależności od regionu świata m.in. „ galopujące gringo”, „klątwą Faraona” czy „zemstą Montezumy”. Wielu z nas ma za sobą doświadczenie tej przykrej i potrafiącej być dużym utrudnieniem w podróży dolegliwości. Ten specyficzny rodzaj biegunki należy leczyć antybiotykiem. Dobór odpowiedniego antybiotyku zależy w dużej  mierze od rejonu świata (w niektórych rejonach wytworzyła się oporność na niektóre antybiotyki) i wieku pacjenta. Nie zawsze lekiem pierwszego wyboru podczas konkretnej podróży jest ten sam antybiotyk u dzieci, co i u dorosłych. Nie powinniśmy też stosować wyłącznie popularnych leków zapierających dostępnych bez recepty. Można je co najwyżej łączyć z antybiotykiem. U małych dzieci, jeśli nie jest to konieczne, nie rekomenduję stosowania leków zapierających. W trakcie biegunki pamiętajmy też o odpowiednim nawodnieniu organizmu. W takich sytuacjach dodajemy do wody odpowiednie saszetki z elektrolitami.
Dobór apteczki podróżnej  zawsze należy potraktować indywidualnie. Nieco inne leki należy skompletować, jeśli  udajemy się w miesięczny trekking po Himalajach (pamiętamy o lekach na chorobę wyskościową) czy udajemy się  w objazdową wycieczkę po Europie czy wyjeżdżamy na tydzień, żeby pobyć na rajskiej plaży. Doświadczony lekarz medycyny podróży przedstawi nam listę leków, które powinniśmy zabrać ze sobą, w zależności od tego, gdzie i na jak długo się wybieramy oraz jaki charakter będzie miała nasza podróż. Z reguły podczas wizyty siadamy z pacjentem i krok po kroku dokładnie omawiamy, w jakich sytuacjach i  w jaki sposób należy stosować dany lek. 

Po wielu przygotowaniach wreszcie ruszamy. Wsiadamy do samolotu, w którym spędzimy kilka lub kilkanaście godzin. Jak mogą zareagować nasze maluchy?
Pierwsza sprawa to zmiana ciśnienia. Nie wszystkie dzieci, tak jak nie wszyscy dorośli, będą w związku z tym odczuwać dyskomfort. Warto jednak zapobiec potencjalnemu niezadowoleniu i dać dziecku przy samym starcie i podczas dalszego lotu coś smacznego do jedzenia lub wypicia (np. cukierek, bidon z wodą, guma do żucia), dzięki czemu będzie przełykało, a tym samym wyrównywało różnicę ciśnień. Niemowlęta mogą w tym czasie być przystawiane do piersi lub pić mleko z butelki. 
Druga rzecz to  tzw. jetlag czyli zespół nagłej zmiany strefy czasowej. Małe dzieci nie powiedzą, że boli je głowa i że czują się zmęczone. Mogą być po prostu bardziej rozdrażnione, płaczliwe i mieć trudności z przyzwyczajeniem się do innego rytmu zasypiania. Nie jest to jednak niebezpieczne dla ich zdrowia.

I ostatnia sprawa: jedzenie w podróży. Czy istnieje coś, czego dzieci nie powinny jeść?
Nie zalecamy spożywania świeżo wyciskanych soków i napojów zawierających kostki lodu. Najbezpieczniejsza jest woda przegotowana lub butelkowana, fabrycznie zamknięta. Lepiej unikać też ciast z kremami  i niedogotowanego, surowego mięsa. Warzywa i owoce lepiej samemu kupić na targu niż zakupić uprzednio pokrojone i sprzedawane na tackach na plaży czy ulicy. Generalna zasada brzmi:  „umyj, sparz, obierz, ugotuj albo zapomnij”. Przed  każdym jedzeniem myjmy ręce lub dezynfekujmy je specjalnym żelem antybakteryjnym. Na pewno bezpieczniej jest spożywać, to co jest przygotowywane ze świeżych produktów i poddane obróbce termicznej.  
Z reguły najlepszą rekomendacją jest miejsce, gdzie jedzą „lokalsi”. A jedzenie tzw. uliczne wcale nie jest bardziej niebezpieczne (jest świeżo przygotowane!) od jedzenia „hotelowego”. Więc nie dajmy się zwariować. Nie chodzi o to, by podczas podróży ograniczyć się do spożywania samego ryżu. Poznając inne kraje, inne kultury warto korzystać również ze smakowania miejscowych kulinariów. Trzeba też sobie zdawać sprawę, że nawet jeśli będziemy przestrzegać wszystkich zasad bezpieczeństwa, zawsze myć ręce i  spożywać tylko gotowane posiłki, to i tak nawet najmniejszy wyjazd wyjazd może nieść ze sobą ryzyko infekcji pokarmowych. Dlatego ważne jest, żebyśmy  byli odpowiednio przygotowani i zaznajomieni, jak postępować w takich czy innych sytuacjach podczas podróży.

 
dr Milena Dorosz – lekarz medycyny podróży,  w trakcie specjalizacji z chorób zakaźnych, na co dzień pracuje w MEDELLAN Poradni Mecydyny Podróży. Miłośniczka podróży na koniec świata. Zawsze z plecakiem. Zawsze na własną rękę. Uważa, że podróżowac można wszędzie. Trzeba tylko zdawać sobie sprawę z zagrożeń i odpowiednio się do nich przygotować.
 

17 komentarzy

vadatka Sierpień 4, 2017 - 11:05

Hej! Świetny wpis. Bardzo dla nas przydatny, jako że przygotowujemy się do 2-miesięcznej wyprawy na Filipiny i do Australii (choć te kierunki mogą jeszcze ulec zmianie). Julka będzie miała w czasie wyprawy 1,5 roku. Stoję przed decyzją, czy szczepić ją przeciwko wściekliźnie, wzw a oraz meningokokom. Skłaniam się ku zaszczepieniu, ale decyzję komplikuje fakt, że Julka jest alergikiem i ze szczepieniami trzeba szczególnie uważać. Drugim tematem jest decyzja o braniu Malarone. Myślę, że będziemy brali i Julka też (w odpowiedniej dawce podawanej w syropie, który trzeba sprowadzić np. z Niemiec), tylko sprawę komplikuje fakt, że nadal chcę ją karmić piersią, a Malarone przenika do pokarmu (producent podaje takie info, ale nie podaje już jaki procent przenika). Zatem Julka dostając swoją rekomendowaną dla wagi i wieku dawkę otrzymywałaby dodatkową dawkę z moim mlekim i nie wiadomo, jaka to będzie dawka. Nikt z lekarzy do tej pory nie potrafi mi pomóc :/ Może spróbuję skontakować się ze wspomnianą przez Was panią doktor. Pozdrawiam!

Reply
Mario Sierpień 4, 2017 - 11:17

Hej,

jeśli chodzi o szczepienia to jest to tak indywidualna rzecz, że ciężko coś doradzić. Rzeczywiście kontakt z dr. Dorosz może rozwiać pewne wątpliwości, ale i tak decyzja ostatecznie należy do Was. Rzeczywiście mało jest w PL lekrzy medycyny podróży z prawdziwego zdarzenia. 

Jeśli chodzi o Malarone to my się nie zdecydowaliśmy na taki krok jeśli chodzi o Manię, Jasiek i tak ówcześnie był za mały, i ostatecznie odpuściliśmy sobie Birmę. Znamy też osoby, które spokojnie podróżują do rejonów malarycznych stawiając na repelenty, choć jak wiadomo to trochę niepewny sposób zabezpieczenia.

 

Reply
Anula Beduin Grudzień 22, 2016 - 16:15

Kochani! To mega przydatny wywiad też dla nas! Dokładnie za dwa miesiące lądujemy w Bangkoku z 3 letnią Zoją i czteromiesięczną Igą! W planie mamy Laos i Birmę oraz północna Tajlandię-to trasa podobna do tej odbytej przed laty ale bez dzieci, więc teoretycznie wiemy czego sie spodziewać, a jednak myśl o dzieciach powoduje ze uświadamiam sobie, ze kiedys będąc w tamtych rejonach świata nie patrzyło sie na półki z pieluszkami 😉
Oj, juz chcemy tam być!!! Szerokości dla Was, korzystajcie :-*
Aha, dzielcie sie logistyką dziecięca, fajnie miec aktualne informacje z pierwszej ręki!
Usciski dla Was & smacznego mango sticky rice 😉
Zoja w drodze & co 😉

Reply
Ania Listopad 16, 2016 - 00:14

Byliśmy w Kenii z 10-miesięcznym Mikusiem. Synek skończył tam roczek, stawiał pierwsze kroki. Jego kenijska przygoda trwała 5 i pół miesiąca. Daliśmy radę! 🙂

Reply
MamaFranka Listopad 8, 2016 - 15:32

My w sobotę lecimy z 17 miesięcznym Frankiem do Tajlandii i Laosu. Szczepiliśmy na wszystko co się dało, wolimy dmuchać na zimne.

Reply
Mario Listopad 8, 2016 - 15:34

A kwestia malarii? Bo w Laosie, o ile dobrze wiemy to panuje na całym obszarze.

Reply
MamaFranka Listopad 8, 2016 - 15:50

Malaria w Laosie jest na bardzo niskim poziomie, zabieramy repelenty z deetem, moskitiery. Na pewno będziemy bardzo uważać. Na wszelki wypadek mamy Malarone.

Reply
MamaFranka Listopad 8, 2016 - 15:24

My w sobotę lecimy z 17miesięcznym Frankiem do Tajlandii i Laosu, zaszczepiliśmy na wszystko co można było:) oby obeszło się bez większych ekscesów.

Reply
Kamila Listopad 7, 2016 - 13:19

Wspaniały wywiad. Z przyjemnością przeczytałam treść tak wysokiej jakości merytorycznej! 🙂 Nie łatwo o takie treści w sieci 😉 Bardzo dziękuję za wszystkie przydatne informacje! Akurat przygotowujemy się do pierwszej tak dalekiej dla nas wyprawy z córką – do Tajlandii, także wpis jakby „szyty na miarę” dla mnie 🙂

Reply
Mario Listopad 7, 2016 - 14:03

To super, że się wstrzeliliśmy! 🙂 Rzeczywiście trudno znaleźć w jednym miejscu wszysytkie potrzebne wskazówki dot. przygotowań do dalekiej podróży z dzieciakami, zwłaszcza od eksperta w danym temacie – dlatego postanowiliśmy się podzielić tym, czego się dowiedzieliśmy. A kiedy dokładnie ruszacie? Może się spotkamy na trasie? :))

Reply
Kamila Listopad 8, 2016 - 09:26

Ruszamy 24 listopada! 🙂 Zaczynamy od Bangkoku, a potem fruniemy do Krabi 🙂 A Wy?

Reply
Our little adventures Listopad 7, 2016 - 10:43

Paula Butlewska, Judyta Grabowska – robiłyście coś przed Waszymi wyprawami do Azji?

Reply
Paula Butlewska Listopad 7, 2016 - 10:57

Przed Azją nic. Przed Ameryką Południową zaczęłam szczepienia przeciw żółtaczce pod presją mamy 😉 Ja jakoś naiwnie myślę, że głowa na karku zastępuje szczepienia w tych krajach, gdzie są one tylko rekomendowane, a nie obowiązkowe. Ale mam ten komfort, że jestem odpowiedzialna wyłącznie za siebie. Jestem pewna, że wszystko będzie u Was dobrze i tylko Mario skończy z biegunką! :*

Reply
Judyta Grabowska Listopad 7, 2016 - 11:28

Nasza ekipa nic. Jedyne, co nam się przytrafiło, to niestrawność Gutka po zjedzeniu niedogotowanego, jak na jego warunki trawieniowe, ryżu (miał 8 mies). Ale to spotkało nas i w Polsce.

Reply
Our little adventures Listopad 7, 2016 - 10:13

Marta Kudła, robiłaś coś przed Sri Lanką albo Wietnamem?

Reply
Our little adventures Listopad 7, 2016 - 10:12

Gdzie są Kasperki, Mary w plecaku, Kids & Harmony, 8 stóp – a jak wyglądały Wasze przygotowania do Azji? Podzielicie się swoimi doświadczeniami? 🙂

Reply
8 stóp Listopad 7, 2016 - 10:14

My jesteśmy fatalni w planowaniu. Fatalni! Niezależnie od tego czy jedziemy do Laosu czy do Radomia:) Nawet kiedyś o tym pisaliśmy: http://osiemstop.pl/planowanie-to-podstawa/ 🙂

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.