Quintay

by Mario
Dzień 5
Jeszcze w Polsce umówiliśmy się mailowo z Pedro, właścicielem szkoły nurkowej w Quintay, niedaleko Valparaiso, że nas odbierze z Valpo i odstawi do Santiago. Jednak dzień przed planowanym nurkowaniem zadzwonił do nas, mówiąc, że jego samochód jest popsuty i nie ma nas jak zabrać. Wytłumaczył za to jak z Valparaiso dojechać do Quintay (około 40 km). Z centrum Valparaiso (Av. Argentina) musieliśmy złapać colectivos – koniecznie żółte, ponieważ tylko te jadą w stronę naszego upragnionego nurkowania. Koszt taksówki (8000 CLP, ok 48 zł) miał być pokryty przez Pedro. Na miejscu mieliśmy być najwcześniej jak się da, według Pedro, ok. 8:30. O 7:30 byliśmy w centrum Valpo. po 30 min. dojechaliśmy na miejsce. Mimo porannego zimna, wiatru i mgły dobry humor nas nie opuszczał. Wszystko i wszyscy w zatoce jeszcze spali, jak się okazało – z naszym właścicielem na czele J. Mieliśmy zatem okazję do podziwiania widoków i pobycia sami ze sobą.
Pewnie od razu chcecie zobaczyć zdjęcia. No i tu jest problem, ponieważ ze względów bezpieczeństwa (woda) i braku wiedzy, w jaki sposób będzie się odbywać nurkowanie, nie zabraliśmy ze sobą aparatu (bagaże zostały u Ivana). Dlatego też wszystkie zdjęcia są z naszych telefonów. Pech chciał, że podczas mojego zanurzenia urwałem pasek od kamerki i zdjęć spod wody również nie ma.
Quintay w przeszłości było portem rybackim, specjalizującym się w połowie wielorybów, stąd też nurkowaliśmy na wraku japońskiego kutra wielorybniczego – El Falucho. Położony na głębokości około 15 m. i zachowany w bardzo dobrym stanie jest atrakcją tutejszego regionu.
Oczywiście nurkowaliśmy na zmianę. Ja poszedłem na pierwszy ogień, Karola została z Manią na brzegu. Bałem się, że woda będzie bardzo zimna, podobnie jak podczas nurkowania w Capo d’Acqua, ale miała akceptowalne 14 stopni. Jak później powiedział Toto, nasz podwodny „przewodnik”, moje nurkowanie było odrobinę lepsze od nurka Karoli, ponieważ miałem większą, lepszą widoczność. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek. Ja zgubiłem przy kutrze płetwę, ale udało się ją z powrotem założyć, Karo na dnie  zsunął się pas z balastem, a przy wychodzeniu z wody, na ponton, okazało się, że ma tylko jedną płetwę J.
Naszą wizytę w Quintay zakończyliśmy w jednej z nielicznych knajpek w zatoce – Mirrador. Jak oboje zgodnie stwierdziliśmy, zjedliśmy najlepszą w swoim życiu zupę z owoców morza. Mania miała okazję spróbować (i bardzo jej smakowało!) małży św Jakuba, rybę Congrio i najpyszniejsze jak dotąd awokado. Oczywiście część z tych rzeczy znalazła swoje miejsce spoczynku na podłodze J. Jak o tym później rozmawialiśmy, to doszliśmy do wniosku, że dzięki takim podróżom Mania ma okazję spróbować rzeczy, o których my – jak my byliśmy w jej wieku – nawet nie śniliśmy.
Do Valparaiso wróciliśmy autobusem ok. godziny 17:00. Dwie godziny później siedzieliśmy już w autobusie do Pucon (18000 CLP za osobę), w którym mieliśmy spędzić kolejne 10 godzin. Tym samym zaczęła się nasza przygoda z południem Chile.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.