Dzień dobry Panie doktorze

by Mario
Znudzeni i zmęczeni poprzednim dniem liczyliśmy, że Ait Ben Haddou będzie punktem, od którego będziemy mogli patrzeć z nadzieją na naszą dalszą podróż po Maroku. Jeśli nie wiecie, jak wygląda to słynne miasteczko, to uważnie spójrzcie na zdjęcia. Ta właśnie tę glinianą osadę/twierdzę pewnie nie raz widzieliście w Polsacie albo innym TVNie po raz kolejny oglądając „Gladiatora”. Fani „Gry o Tron” od razu też rozpoznają w tej wpisanej na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO twierdzy serialowe miasto Yunkai, u wrót którego stała Daenerys Targaryen.
Ufortyfikowana osada na wzgórzu zdecydowanie warta jest lekkiego zboczenia z utartego szlaku pomiędzy Marakeszem a Warzazat. Po 15-minutowym wdrapywaniu się na samą górę pierwszy raz w Maroku pojawił się na naszych twarzach szeroki uśmiech. Widoki były niesamowite! Uśmiech też pojawił się na twarzy Mani, ponieważ przypomniało jej się, że ulubioną pamiątką z wyjazdów są wszelakiej maści kamyki. Próba negocjacji nad pozostawieniem dodatkowego tonażu w Maroku była krótka: z samego szczytu kasby przywieźliśmy do Polski garść nieszczególnej urody kamieni :-).
Miły początek dnia zmąciła nam jednak wysoka gorączka naszej córki, która utrzymywała się już drugi dzień. Szybka analiza mapy wskazała, że Warzazat – najbliższe duże miasto – jest jednym z ostatnich, jakie miniemy w ciągu kolejnych czterech dni. Zapadła decyzja: idziemy do lekarza. Pierwszy raz w historii naszych podróży byliśmy zmuszeni do skorzystania z naszego ubezpieczenia.
Marokańską prywatną służbę zdrowia, tę którą poznaliśmy, moglibyśmy porównać do publicznego powiatowego szpitala w Polsce. Szału nie ma, ale jak trzeba, to lepsze to, niż próby leczenia na własną rękę. Nasze angielsko-francuskie rozmowy z lekarzem doprowadziły nas do konkluzji, że Mania ma anginę.
Z antybiotykiem pod ręką ruszyliśmy do palmiarni w Skoura, której atrakcją jest kasba Amridil. Jedyna kasba, która ma pięć wież (standard to cztery) i jedyna, która znajduje się na 50-dirhamowym marokańskim banknocie. W ten wyjątkowy sposób rząd postanowił uhonorować zarządcę kasby, który – uwaga! – działał na rzecz praw kobiet. Owa piąta wieża była latryną przeznaczoną tylko dla kobiet, które wcześniej musiały załatwiać swoje potrzeby na zewnątrz kasby, przez co wszyscy mężczyźni je widzieli. Te i inne historie można poznać dzięki przewodnikowi, który za niewielką opłatą ciekawie i dowcipnie opowiada o systemie budowania i funkcjonowania kasb.
Teraz tylko zostało nam dotrzeć do miasta Tinghir, gdzie mieliśmy poznać naszego kolejnego gospodarza, Hameda z Panaorama Todra. Hamed okazał się najmilszą i najbardziej pomocą osobą, jaką spotkaliśmy w Maroku. Poza tym to tam zjedliśmy przygotowaną przez niego i jego żonę iście królewską kolację. To był dobry dzień, zdecydowanie lepszy niż poprzedni, mimo tego że ponownie położyliśmy się spać w strasznym zimnie.

7 komentarzy

Anonim Luty 8, 2018 - 15:29

Piękni ludzie 🙂

Reply
Our little adventures Luty 8, 2018 - 23:24

<3

Reply
Anonim Luty 8, 2018 - 10:54

Twój uśmiech zachwyca

Reply
Our little adventures Luty 8, 2018 - 23:24

Karo czy Mario? 🙂 Dzięki wielkie, to bardzo miłe 🙂

Reply
Anonim Luty 9, 2018 - 12:08

Our little adventures To chyba pytanie retoryczne.

Reply
Paweł Luty 8, 2018 - 09:54

Fajnie opisane 🙂

Reply
Anonim Luty 8, 2018 - 07:50

My prawie zawsze ladujemy z dzieciakami u lekarza 🙁 ostatnio zeba wyrywalismy na wyjezdzie!

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.