10 powodów, dla których warto pojechać na Islandię (z dziećmi!)

by Mario

1. Poczuć bliskość natury

Islandzka przyroda to coś więcej niż tylko wulkany, wodospady, gorące źródła, tajemnicze góry i niekończące się kosmiczne przestrzenie. Islandia to coś więcej. To przede wszystkim miejsce prawdziwych spotkań z naturą: obserwowania dzikich zwierząt, spania pod gwiazdami i swobodnego wędrowania. To po prostu wymarzone miejsce na rozbudzenie w dzieciach ciekawości świata, trenowania ich wyobraźni i zarażenia bakcylem spędzania czasu na świeżym powietrzu, zachwytu nad wielkością i pięknem przyrody, ale też nad konsekwencjami naszych działań.
 
Na Islandii jedyną rzeczą zmienną jest pogoda. Reszta istnieje tam od tysięcy lat. Dzięki temu czujemy, że dotykamy czegoś pierwotnego, istniejącego poza czasem i przestrzenią. Odkrywanie tego wszystkiego jest po prostu fascynujące. Jednak jeszcze piękniejsze jest to, kiedy możemy obserwować zdziwienie naszych dzieci i towarzyszyć im w rozpoznawaniu kolejnych zagadkowych elementów islandzkiej układanki. Odpowiadać na niekończące się pytania Mani „dlaczego?” albo cierpliwie tłumaczyć Jasiowi, że owca to nie „koń” albo co to znaczy, że wieje wiatr.
 

2. Zobaczyć zorzę

Wspólne oglądanie wschodów słońca, gapienie się fale rozbijające się o brzeg i skały czy wyczekiwanie fok, czy tym razem przypłyną pod nasz domek jest super. Obserwowanie księżyca wyłaniającego się zza wielkiej góry i picie gorącego kakao na wielkiej kanapie z widokiem na morze też jest super. Ale to, co znajduje się ponad pojęciem super to zorza polarna.

Na zorzę polowaliśmy z dala od świateł wielkich miast i ulicznych latarni. Mieszkając w małym islandzkim domku nad brzegiem fiordu, mogliśmy się poczuć przez chwilę jak prawdziwi mieszkańcy tej wyspy. Spełniliśmy jedno z naszych marzeń: codziennie budziliśmy się i zasypialiśmy, mając w uszach kojący szum morza a przed oczami najpiękniejsze krajobrazy świata.
Mimo naszych starań i zaciskanych co noc kciuków, zorza jednak do nas nie przyszła. Sądzimy, że po prostu chciała nam wysłać jasny sygnał: zapraszam na Islandię ponownie! Musicie tu jeszcze wrócić!
 

3. Spróbować islandzkich „must eat”: zjeść hot doga na stacji i wypić Skyr

Owiany sławą, w niektórych kręgach wręcz kultowy. Jednocześnie jedna z nielicznych rzeczy przystępną cenowo dla turysty – hot dog na stacji benzynowej. Nie taki zwykły, bo Islandzki. Serwowany ze wszystkimi możliwymi dodatkami, na każdej stacji inny. Świeży ogórek, pomidor, bekon, sałata, a nawet czerwona kapusta czy fasolka to tylko niektóre z dodatków do gotowanej parówki lub grillowanej kiełbaski. Mnie (Mario) przypominają smak dzieciństwa: hamburgery z prażoną cebulką sprzedawane na Dworcu Zachodnim w Warszawie, jedzone obowiązkowo podczas każdej wycieczki pekaesem do stolicy.
 
Drugim islandzkim przysmakiem jest Skyr, przypominający w smaku naszą rodzimą maślankę w połączeniu z jogurtem. Smak jedyny w swoim rodzaju, choć pewnie nie każdemu przypadnie do gustu. Idealnie smakuje ze słodkimi bułkami sprzedawanymi w islandzkich cukierniach.
 

4. Wykąpać się w gorących źródłach

Tego po prostu nie można przegapić. Gorące źródła to największy skarb Islandczyków. Dzięki źródłom geotermalnym mają za darmo prąd, gorącą wodę i ogrzewanie. Dzięki nim Islandczycy od najmłodszych lat hartują swoje organizmy: na gorącym basenie umiejscowionym na świeżym powietrzu, w gorącej rzece albo małym dzikim kąpielisku można znaleźć o każdej porze roku zarówno starszych mieszkańców wyspy, jak i niemowlaki. Bez czapek (nawet jak temperatura spada poniżej zera), bez zbędnego przejmowania się zimnem na zewnątrz, spokojnie przechadzają się w samym kostiumie kąpielowym.
 

5. Zanurkować między dwoma kontynentami

Jedno z bardziej niesamowitych przeżyć, jakiego może doświadczyć początkujący nurek, to zanurzenie się w krystalicznie czystej wodzie szczeliny Silfra niedaleko Reykjaviku. Pod wodą jest specjalne miejsce, w którym można dotknąć jedną ręką płyty tektonicznej Euroazji a drugą panamerykańskiej. Koszt takiej imprezy jest oczywiście adekwatny do przeżyć i islandzkich cen. Jeden nurek kosztuje, bagatela, 160 €.
 

6. Pobiegać po najpiękniejszych plażach świata

Rzecz to niesamowita i nieziemska. Kochamy te czarne kamieniste plaże: Reyjnisfiarę na południu niedaleko Vik czy Djúpalónssandur na półwyspie Snæfellsnes, gdzie kamienie są tak śliskie, że wypadają z dłoni. Nie musimy wspominać, że plaże te dają nieskończoną ilość możliwości rzucania kamieni do wody. W takich momentach zawsze nachodzi nas refleksja, że nasze dzieci nie potrzebują miliona zabawek, bo ich kreatywność jest naprawdę nieograniczona. Wystarczy tylko dać im taką możliwość.
 

7. Poczuć moc wiatru

Myślicie sobie, co oni piszą. Po co jechać na Islandię, przecież w Polsce też czasami mocno wieje. Zapewniamy Was, nigdy nie doświadczyliśmy tak niesamowitego i jednocześnie przerażającego wiatru, jak na Islandii. Najlepsze jest to, że ten wiatr przeważnie nie ma kierunku. Raz wieje w twarz, żeby za chwilę z całą mocą zaatakować nasze plecy. Wiatr, który nie pozwala otworzyć drzwi samochodu ani swobodnie oddychać, nie mówiąc już o zrobieniu kilku kroków. 
 

8. Poszukać islandzkich trolli, poczuć obecność elfów

Może to się wydawać śmieszne, ale rzeczywiście trolle i elfy to na Islandii bardzo ważne istoty. Ostatnie trolle podobno wyginęły w XIX wieku, chociaż nie za bardzo w to wierzymy – można je przecież znaleźć w wielkich głazach, w szczególności tych wystających z wody. Elfy natomiast występują na Islandii dosyć powszechnie. Z ich powodu zmienia się plany budowy dróg czy wynajmuje się specjalistów, by przeprowadzali z nimi negocjacje, jeśli podejrzewa się, że „niewidzialne domy” elfów mogą stać w miejscu, gdzie ma być rozpoczęta budowa.
 
Wyobrażacie sobie, jak można zbudować całą wyprawę wokół trolli i elfów! Mania codziennie wstawała z pytaniem, czy dziś spotkamy trolla. Trolla nie widzieliśmy, ale za to odwiedziliśmy muminkową latarnię w Stykkisholmur.
 

9. Przesunąć swoje granice

Już kilka razy o tym pisaliśmy, ale w podsumowaniu nie może zabraknąć tego punktu. To właśnie na Islandii dochodzi się do granic własnych możliwości, mimo tego, że można ją oglądać z perspektywy wynajętego samochodu. Jesteśmy pełni podziwu dla osób takich jak Łukasz Supergan, który pieszo pokonał Islandię ze wschodu na zachód. Na tej magicznej wyspie człowiek odkrywa siebie na nowo i wyznacza nowe granice własnej wytrzymałości fizycznej i psychicznej.
 

10. Nauczyć się nazw islandzkich miast.

Może to się wydawać śmieszne, ale przeciętny nie-Islandczyk nie jest w stanie poprawnie wymówić większości islandzkich wyrazów. Wyobraźcie sobie, że pytacie o drogę, próbujecie wymówić np. nazwę miejscowości Kirkjubæjarklaustur czy wulkanu Eyjafjallajökull. Sami rozumiecie, że łatwo nie jest.
 
Partnerem naszego wyjazdu na Islandię było CASAMUNDO.
Sprzętu foto użyczył nam Olympus Polska.
 

O naszym domku

Dom, w którym spaliśmy, położony jest pod Akranes, 40 km na północ od Reykjaviku, w regionie Vesturland. Jest to dobra baza wypadowa zarówno do stolicy Islandii, jak i do najbardziej popularnych atrakcji wyspy: . Można też stamtąd pojechać na całodzienne wycieczki na półwysep Snæfellsnes, nazywany „Małą Islandią” lub Islandią w miniaturze, ze względu na występujące tam typowe krajobrazy dla całej wyspy.
 
Sam domek będzie idealnym rozwiązaniem dla rodziny z dwojgiem lub trojgiem dzieci: są dwie sypialnie z trzema łóżkami: jednym dużym łóżkiem podwójnym i dwoma pojedynczymi. Jest też możliwość zamówienia łóżeczka dla dziecka. Do tego przestronny salon z wielkimi oknami wychodzącymi na morze, otwarta dobrze zaopatrzona sprzętowo kuchnia i łazienka. Na półkach kilka gier i książek w różnych językach i mnóstwo tematycznych przewodników pod najbliższej okolicy. W zatoczce pod domem bardzo często można spotkać foki.
 

 

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.