Hölmavik – Ísafjörður

by Mario
Dzień 9
Nie wszyscy chcą tam dotrzeć, wielu nie starcza na to czasu. Statystyki podają, że jedynie 14% odwiedzających Islandię odwiedza tę krainę. My postanowiliśmy, że musimy tam pojechać, żeby nasza podróż po Islandii była „pełna”. Fiordy Zachodnie to najbardziej wyludnione miejsce na całej wyspie. Z ich powstaniem wiąże się wiele legend. Jedna z nich mówi, że trole w ramach zakładu, że uda się oderwać ten skrawek ziemi zaczęły „rozrywać” wybrzeże Islandii. Ostatecznie się nie udało, zabrakło 80 km :-). Takiej szerokości jest „wjazd” do tej krainy rzeczy niesamowitych.
Jedynym większym miastem (1200 mieszkańców :-)) jest Ísafjörður, które jest uznawane za stolicę Fiordów Zachodnich. Tam też kierujemy swoje kroki, ponieważ mamy nocleg u couchsurfera – Einara.
Fiordy to rzeczywiście niesamowite twory natury. Styk krystalicznie czystej wody i przedziwnych surowych formacji skalnych robi piorunujące wrażenie. Do tego cisza i całkowity brak kogokolwiek dookoła :-). Stawaliśmy mniej więcej co 30 min żeby zrobić zdjęcie :-). Chcieliśmy częściej, ale w wielu miejscach nie było po prostu możliwości, zeby się zatrzymać. Co chwilę zakręt, górka, zwężenie, itd. Tuż po 14:00 dotarliśmy do Ísafjörður. Ku naszemu zaskoczeniu miasto, mimo znikomej liczby mieszkańców, jest tętniącą życiem „metropolią”. Są centra handlowe, knajpki, muzea, generalnie, jest co robić. Mieliśmy cztery godziny do spotkania z Einarem. Wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Przede wszystkim poszliśmy do starej dzielnicy portowej, gdzie główne zabudowania pochodzą z początku XVIII wieku. Odwiedziliśmy muzeum etnograficzne, gdzie mieliśmy okazję przyjrzeć się z bliska skafandrowi nurka z początku XX wieku – trzeba im przyznać, że byli odważni ci, którzy się zdecydowali na nurka w takim stroju (zdjęcie w galerii).
Większość naszego czasu w Ísafjörður spędziliśmy jednak w uroczej kawiarni Braedraborg. Miejsce ma swój klimat. Mania znalazła coś dla siebie, a i my nadrobiliśmy zaległości w piciu dobrej kawy.
Ciekawostką jest to, że Ísafjörður jest jednym z większych skupisk naszych rodaków na wyspie. Objawia się to tym, że bardzo często słychać język polski na ulicy, a przy okolicznym Bonusie można znaleźć sklep z polskimi produktami! 🙂 Dopiero Einar wieczorem nam wytłumaczył, że wielu Polaków przyjechało tam do pracy w przetwórstwie rybnym, w okolicznych zakładach.
Sam Einar też jest ciekawą osobą. Dopiero zaczyna przygodę z couchsurfingiem, a my byliśmy jego pierwszymi gośćmi. Do końca chyba nie wiedział jak się ma zachować w sytuacji, jak mu się panoszą obcy ludzie po domu. Nie mógł też się nadziwić, że zdecydowaliśmy się na podróż z Manią. Ta z kolei dość szybko zaaklimatyzowała się u Einara, bo po niespełna godzinie zaczęła przeglądać winylowe płyty gospodarza – ku jego przerażeniu :-).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.