Reykjavik

by Mario
Dzień 13
Ostatni punkt naszej wyprawy – Reykjavik! Dzień wcześniej za pośrednictwem strony http://citywalk.is/ zarezerwowaliśmy sobie na godzinę 14:00 darmowe, dwugodzinne zwiedzanie stolicy. Żeby dotrzeć na miejsce zbiórki trzeba było najpierw dostać się pod ratusz w samym centrum Reykjaviku. Nie chcieliśmy korzystać z komunikacji miejskiej. Zamiast tego zdecydowaliśmy się na spacer. Wydawało się nam, że od Hugrun do centrum jest dość blisko. W sumie jest, ale samochodem i pod warunkiem, że się nie zgubicie:-).  Nam droga do „miasta” zajęła 1,5h. Chcieliśmy dać Mani odpocząć od nosidła i pożyczyliśmy od Hugrun wózek. Jedyne miejsce na Islandii gdzie wózek rzeczywiście zdaje egzamin.
Zanim dotarliśmy na miejsce zbiórki musieliśmy uzupełnić płyny i zregenerować siły. Mani też należała się już zmiana pieluchy. Miejscem spełniającym wszystkie nasze oczekiwania okazała się kawiarnia C is for Cookie.  Było nam tak dobrze, że nie chciało się nam wychodzić, ale czas nam nie pozwalał na zbytnie rozkoszowanie się wyśmienitą kawą. Na zwiedzanie dotarliśmy w ostatniej chwili.
Mieliśmy szczęście ponieważ spośród dostępnych wycieczek tego typu trafiliśmy na znakomitego przewodnika. Niestety Mania, czując chyba, że to ostatnie chwile na wyspie, od samego rana była małą marudą. Mimo że usnęła nam na spacerze to niewiele to zmieniło. Obudziła się akurat na samym początku zwiedzania z naładowanymi bateriami i brakiem ochoty na spędzanie czasu w wózku.
Jesteście chyba sobie w stanie wyobrazić, że nasza uwaga, przy odpowiednich zachętach nasze córki (krzyk, płacz), skupiała się głównie na niej, co za tym idzie relatywnie mało skorzystaliśmy z całej wycieczki.
Mimo wszystko bardzo polecamy wam taki sposób zwiedzania większych miast i nie tylko na Islandii. Dowiecie się rzeczy, których nie ma w przewodniku, spotkacie innych podróżujących, którzy przy odrobinie szczęścia polecą wam inne miejsce, albo zaciekawią jakąś atrakcją, którą wcześniej nawet nie planowaliście odwiedzać. Zawsze na końcu takiej imprezy warto zostawić przewodnikowi napiwek, nawet symboliczny, za poświęcony czas i przekazaną wiedzę.
Powrót do domu również zafundowaliśmy sobie na pieszo. Tym jednak razem poszło nam znacznie lepiej bo już po godzinie byliśmy u Hugrun. Podsumowując, Reykjavik nie zachwyca, a może inaczej, nas nie zachwycił i chyba warto go zobaczyć na samym początku wyjazdu, żeby później było już tylko lepiej.
Szybkie pakowanie i mimo braku jakiś szczególnie ciężkich pamiątek oraz jedzenia, które wieźliśmy z Polski plecaki wydawały się równie upchane jak i ciężkie. Spakowani, auto zatankowane do pełna, gotowi do powrotu. Dotarliśmy na lotnisko w Keflaviku koło 22:00. Blisko 24 godziny później przywitaliśmy ojczyznę.
Było cudownie, zjawiskowo, ale i bardzo wymagająco. Wiele się nauczyliśmy, poznaliśmy nasze kolejne, nowe dotąd nie odkryte granice. Największym jednak wyróżnieniem dla nas podczas tej podróży były słowa naszych rodziców, którzy o pomyśle pn. „namiot” dowiedzieli się ze zdjęć :-). Powiedzieli nam, że my od teraz nie jesteśmy już turystami, jesteśmy za to podróżnikami :-).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.