Skógar – Kirkjubæjarklaustur

by Mario
Dzień 3
Już wiemy, co jest najgorsze po nocy spędzonej w namiocie, w ciepłych śpiworach gdy na zewnątrz jest około 2 stopni, wstawanie :-).  Oczywiście Mania nie dała nam zbytniego wyboru, bo sama zaraz po otwarciu oczu zajęła się wyrzucaniem z torby, kosmetyków.
Szybki prysznic, składanie namiotu, na śniadanie kasza manna – pierwszy posiłek ugotowany na naszej turystycznej kuchence i ruszamy w drogę. No prawie ruszamy. Tknęło mnie coś, żeby odpalić samochód, który ku memu zaskoczeniu się nie uruchomił. Wszystko wskazywało, że padł akumulator. Problem był większy,  ponieważ Honda ma automatyczną skrzynię (pchać nie wolno), a Skögar to w zasadzie hotel i pięć domów. Mimo wszystko wyruszyłem na poszukiwania kabli. Sukces! Po kilku minutach walki silnik zapalił.
Niesamowite na Island jest to, że 90%  ludzi tu mieszkających posługuje się komunikatywnym angielskim, więc jeśli ma się problem/prośbę to w zasadzie prawie każdy ma okazję, jeśli nie pomóc to wysłuchać cię.
Zgodnie z tym, co sobie wczoraj założyliśmy, dziś dzień spędzamy między dwoma lodowcami, Eyjafjallajökull i jego większym kuzynem Mýrdalsjökull. Cały trekking ma 23 km i kończy się schroniskiem. Wiedzieliśmy, że nie damy rady przejść całości i wrócić. Zresztą nikt tak nie robi. Ustaliliśmy na początku idziemy 3h w jedną stronę, a następnie wracamy. Pogoda raczej nie sprzyjała dłuższym trasom. Dodatkowo w czasie podchodzenia zaczął poruszyć śnieg. Minęliśmy 🙂 po drodze zorganizowaną grupę, która szła do schroniska. Nie mogli wyjść z podziwu, że wyprzedzamy ich z dzieckiem. Tym razem Mańka znalazła się na moich plecach, ale kołysanie niedługo pozwoliło jej się cieszyć widokami – przespała całe podejście, a i część zejścia.
Na Islandii każde miejsce warte uwagi jest doskonale oznaczone. Dlatego też nie mieliśmy najmniejszego problemu żeby dotrzeć na kamienistą plażę Reynisfjara. Jeśli znacie serial Gra o tron, to chyba właśnie tam scenografowie czerpali inspirację dla tytułowego tronu. Sami zresztą zerknijcie na zdjęcia. My sami nie mogliśmy uwierzyć w to co widzimy. Wszystko to wyglądało jak z innej planety. Oczywiście Mania była wniebowzięta, ale nie widokami, a samą plażą. Tyle kamieni, które można spróbować :-). Niesamowite w tych kamieniach było też to, że od wiatru i wody były idealnie gładkie. Cudowne zakończenie dnia.
A dzień był naprawdę intensywny, zarówno pod względem emocji, jak i fizycznie. Czekała nas jeszcze jazda samochodem do jedynego większego miasta w pobliżu, tj. Kirkjubæjarklaustur. Dotarliśmy na camping około 20. Uwierzcie nam, nie mieliśmy najmniejszej ochoty na rozstawianie namiotu, szczególnie, że było 0 stopni. Po lekkich targach dostaliśmy domek za 7000 ISK ~ 45 euro (łazienki na zewnątrz). Decyzja o noclegu w ciepłym pomieszczeniu była najlepsza jaką mogliśmy podjąć. W nocy spadło około 20 cm śniegu :-). 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.