Stykkisholmur – Reykjavik

by Mario
Dzień 12
Stykkisholmur, jak chyba każde miasteczko na Islandii jest bardzo senne. Choć to trochę się wyróżnia na tle innych, prawdopodobnie przez bliskość stolicy i łatwość dojazdu (szczególnie autobusów z azjatyckimi turystami :-)).
Ponownie zostaliśmy niemile zaskoczeni tym, że sklepy są otwierane o godzinie 11. Zmusiło nas to do zakupów w lokalnej piekarni, co dość wyraźnie nadszarpnęło nasz budżet.
Atomosfera miasteczka wyraźnie zaczęła się nam udzielać, ponieważ dość leniwie się zbieraliśmy na zwiedzanie Stykkisholmur. Nie ma też się co oszukiwać, zbyt dużo atrakcji turystycznych to miasteczko nie oferuje :-). Na pewno warto się przejść na cypel okalający port, na którym stoi znikomych rozmiarów latarnia. O tym, że jest to główna atrakcja miasta można wywnioskować na podstawie rzędu zaparkowanych autobusów, które dowożą turystów. W naszym przypadku mijaliśmy sporą grupę z Singapuru.
Po portowej wycieczce, czas ruszać do stolicy. Zataczamy właśnie wielkie islandzkie koło. Za około 200 km je zamkniemy i nasza podróż też będzie już blisko mety.
Podobnie jak pierwszego dnia (nocy) na Islandii będziemy gośćmi Hugrun i jej rodziny. Zanim jednak tak się stanie, mamy ochotę i czas na lekkie rozeznanie się w mieście. Lekkie, ponieważ kolejnego dnia planujemy udać się na darmową wycieczkę po Reykjaviku z przewodnikiem. Nasze kroki kierujemy w stronę starego portu. To tu stoi też dość wyrazisty budynek – centrum kultury Harpa. Jego fasadę tworzą liczne powierzchnie szklane, które w zależności od padającego światła mienią się różnymi kolorami. Mania przed wejściem do budynku nie mogła się powstrzymać przed zapoznaniem się z nowymi zwierzętami – kaczkami :-), które się wygrzewały na słońcu. Wejście do środka skończyło się blisko trzydziestominutowym zwiedzaniem sklepu z pamiątkami. Wyszliśmy stamtąd lżejsi o 3000 ISK (~20€), ale za to z dużym plakatem w ręku.
Do Hugrun dotarliśmy bez problemu późnym popołudniem. Zostaliśmy super ugoszczeni. Przede wszystkim zdjedliśmy nasz drugi na Islandii domowy obiad. Może się to wyda wam dziwne, że wspominamy o tym po raz kolejny, ale naprawdę brakowało nam dobrego, domowego jedzenia.
Hulta, córka Hugrun dopiero po godzinie przekonała się do Mani, co ostatecznie zaowocowało przytulasami ze strony Mańki. Dziewczyny chyba się polubiły :-).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.