Cezarea/Nazaret

by Mario
Dzień 3
Pobudka jeszcze przed wschodem słońca (nawet Mariankę musieliśmy budzić!), ponieważ ruszyliśmy dziś z Abraham Tours na północ Izraela. Z Jerozolimy skierowaliśmy się ponownie na wschodnie wybrzeże Morza Śródziemnego, do zbudowanej przez króla Heroda Cezarei. Miasto dostało imię na cześć słynnego cesarza rzymskiego i w tamtych czasach było jednym z ważniejszych portów regionu. W ogóle Herod w wielu miejscach Izraela odcisnął swoje piętno. Gdzie nie pojedziecie, zbudowano coś z jego inicjatywy lub na jego polecenie. Trzeba też dodać, że rozlał przy tym sporo krwi.
Wracając jednak do ruin portu Cezarei. Jak to mają do siebie ruiny, żeby je docenić, trzeba mieć dużą wyobraźnię :-). Poza wspaniale zachowanym amfiteatrem, do oglądania nie ma zbyt wiele. Na całość wystarczy spokojnie godzina (chyba ze ktoś – w przeciwieństwie do nas – ma archeologiczne smykałkę, wtedy pewnie mógłby spędzić tam nawet cały dzień!).
Dla nas Cezarea będzie przede wszystkim kojarzyć się jednak z pierwszym samodzielnym zwiedzaniem Mani – to właśnie tam nasza córka zaczęła nowy etap w swoich małych i dużych podróżach. Przeważnie zwiedzanie miało kierunek odwrotny od obranego przez rodziców :-), ale i tak duma nas rozpierała. Mania sama wybierała, co chce oglądać, na jaki murek się wspiąć, żeby lepiej widzieć, lub które muszelki zabrać na pamiątkę. Miłym „dodatkiem” do naszej podróży był też nasz niesamowity kierowca-przewodnik – ciepły, uśmiechnięty, życzliwy, ale czasami również troszkę zgryźliwy, Alon Kruger. Dzięki Alon za super czas!
Do Nazaretu, naszej bazy wypadowej w północne rejony Izraela, dotarliśmy po 13. Mieliśmy wrażenie, że miasteczko jest kompletnie wyludnione, a samo stare miasto przestało już dawno tętnić życiem. Nam jednak humorów to nie popsuło. Przede wszystkim dlatego, że trafiliśmy do niesamowitego, XIX-wiecznego hostelu Fauzi Azar Inn, ukrytego w wąskich brukowanych uliczkach na wzgórzu. Piękny, tajemniczy budynek, niczym z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy, z freskami na sufitach, ogromnymi oknami i otomańskim dziedzińcem robi naprawdę ogromne wrażenie.
To właśnie z pracownikiem tego hostelu wybraliśmy się na trochę inną niż zwykle darmową wycieczkę po mieście. Inną, ponieważ Amir pokazał nam taką część Nazaretu, której nie znajdziecie w przewodnikach. Nam na długo zapadnie w pamięci ogromny, wyglądający jak przeniesiony rodem ze Średniowiecza, położony w podziemiach sklep z ziołami, przyprawami, orzechami, suszonymi owocami, kawą, herbatą i naczyniami kuchennymi, w którym mieścił się kiedyś młyn parowy. Najróżniejsze smaki i zapachy przeplatały się ze wszystkimi kolorami, jakie chyba tylko istnieją (studenci malarstwa i graficy mogliby uczyć się tam subtelnego rozróżniania barw :-). Mania nie wiedziała czego bardziej chce spróbować: czy kolorowej cieciorki, czy może jednak prażonego zielonego groszku, pachnących orzechów a może jednak zataru – oryginalnej izraelskiej mieszanki przypraw. Spróbowała oczywiście wszystkiego:-).

1 komentarz

Jacek Zielonka Styczeń 21, 2016 - 15:00

Słodka jest ta Wasza Niunia 😉

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.