W drodze do Jerozolimy

by Mario
Dzień 6
Wreszcie mamy okazję zobaczyć atrakcje turystyczne Nazaretu za dnia. Niestety zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia miasto nie robi wielkiego wrażenia. Atrakcji też nie ma specjalnie dużo. Odwiedziliśmy Bazylikę Zwiastowania i zrobiliśmy zakupy na Starym Mieście.
Dzięki darmowej wycieczce z pierwszego dnia wiedzieliśmy, że musimy wrócić do starego młyna po przyprawy. Miejsce to jest dość słabo oznaczone, co możecie zobaczyć na zdjęciach. W środku spędziliśmy ponad 30 min, między  innymi dlatego, że zostaliśmy zaproszeni na zaplecze na wyśmienitą arabską kawę. Mańka z kolei szalała na widok niezliczonych rodzajów żelków. Na szczęście nikt na nas krzywo nie patrzył, gdy Mania częstowała się którymś z kolei żelkiem albo zgarnęła garść uprażonego zielonego groszku.  W tym momencie napiszemy coś, co w czasach kryzysu imigrantów w Europie, a szczególnie w Izraelu jest bardzo passe. Arabowie są zdecydowanie bardziej otwarci na ludzi, turystów niż Żydzi. Specjalnie nie używamy słowa Izraelczycy, ponieważ część mieszkańców Izraela, mimo obywatelstwa izraelskiego, nie czuje zbytniej przynależności do tego państwa. Po tych dwóch tygodniach nawet się im specjalnie nie dziwimy, ale jest to historia na odrębny wątek.
Po trzech dniach spędzonych w Nazarecie można powiedzieć, że staliśmy się rozpoznawalni w pobliżu naszego hostelu. Na tyle rozpoznawalni, że wieczorami przechodząc przez Stare Miasto byliśmy zapraszani na degustację marihuany:-). Miało to swój urok, bo mimo wszystko czuliśmy się niezmiernie bezpieczni. Ciężko też nam było skorzystać z propozycji. Myślę, że Mani nie przypadłby do gustu zapach, a Jasiek w brzuchu mógłby się czuć co najmniej zaskoczony:-).
Opuszczamy Nazaret i urokliwy Fauzi Azar Inn i jedziemy do Jerozolimy. Po drodze jednak zahaczamy o wymarłą o tej porze roku Tyberiadę oraz o miejsce (jedno z dwóch – to już daje do myślenia), wydawać by się mogło szczególnie ważne dla chrześcijan, a mianowicie miejsce chrztu Jezusa.
Izrael to bardzo dobry przykład, że religia jest też towarem i można na niej zarabiać. Nie inaczej jest też tutaj. Nie mogliśmy się pozbyć wrażenia, że ludzie, którzy wchodzą do rzeki Jordan, żeby odnowić chrzest albo go dopiero przyjąć traktują to jako jedną z wielu atrakcji turystycznych i robią to raczej dla zabawy i zdjęcia, a nie z wewnętrznej potrzeby. Na szczęście nie zabawiliśmy zbyt długo na nabrzeżu rzeki Jordan.
W Jerozolimie pojawiliśmy się późnym popołudniem. Ten dość intensywny czas na północy Izraela zmęczył nas na tyle, że postanowiliśmy spędzić wieczór w Abraham Hostel. Poza tym kolejny dzień będzie wymagał od nas porządnego wypoczynku i siły. Mania jednak twierdziła zgoła inaczej i ponownie szalała między poduchami, na które się rzucała z pełnym impetem, a hamakami przy których krzyczała „uśtu”. Ostatecznie i jej i nam potrzeba było 5 minut żeby zasnąć :-).

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.