Wzgórza Golan

by Mario
Dzień 4
Dzień spod znaku „w co wierzymy/wierzyliśmy jako dzieci” i jak to się ma do tego, z czym przyszło nam się zmierzyć. Chyba większość z nas jeszcze w przedszkolu poznała historię Jezusa, który rozmnożył chleb i ryby, żeby nakarmić wszystkich, którzy zgromadzili się by wysłuchać jego przypowieści, który chodził po wodzie, zadziwiając wszystkich wokół, który siedząc gdzieś daleko na pewnej górze, za górami, za lasami opowiadał, kto jest lub będzie błogosławiony i dlaczego.
Właśnie podczas naszego czwartego dnia w Izraelu mieliśmy okazję być w tych wszystkich miejscach – owe „za górami, za lasami” zmaterializowało się w postaci Kafarnaum, Góry Błogosławieństw i Jeziora Galilejskiego, czyli miejsc, gdzie – wg Nowego Testamentu – żył i nauczał Jezus. Pamiętam, że jako dziecko wyobrażałam sobie te miejsca jako magiczną krainę, w której dzieją się rzeczy niezwykle. Coś, co jednocześnie istnieje naprawdę, przekraczając czas, przestrzeń i zwykły bieg zdarzeń i coś, co należy do świata snu, opowieści przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Coś, co nie miało prawa się zdarzyć, a jednak się zdarzyło.
Dzisiaj, kiedy odwiedziliśmy to miejsce razem z Manią, z tego niezwykłego świata  dziecięcej wiary nie pozostało we mnie prawie nic. Zobaczyliśmy świetnie prosperujące miejsca pielgrzymek ludzi z całego świata, zarządzane przez kolejne pokolenia związane z Kościołem. Sklepy, w których można kupić różnego rodzaju pamiątki i dewocjonalia: coca-colę i chipsy obok magnesów na lodówkę z podobizną Chrystusa. I na tym moglibyśmy się zatrzymać.
Jednak gdy zajrzeliśmy trochę głębiej, pomijając tę całą popkulturowo-pielgrzymkową otoczkę, dostrzegliśmy że w każdym z tych miejsc jest coś, co rzeczywiście przyciąga: spokój i majestatyczność Jeziora, na brzegu którego Mario uczył Mariankę puszczać kaczki, ruiny synagogi, w której nauczał Jezus, a Mania samodzielnie pokonywała kolejne schodki, czy światło bijące z kościoła na Górze Błogosławieństw, wokół którego wspólnie ganialiśmy się, szukając drzew pomarańczowych. Na pewno moment, w którym odkrywaliśmy dla siebie te miejsca, bardzo nam pomógł – styczeń nie należy w tzw. Ziemi Świętej do najczęściej wybieranej pory roku przez turystów i pielgrzymów. Nie było więc tłoku (w zasadzie nie było niemal nikogo), mogliśmy w spokoju odnaleźć swój rytm. I chyba właśnie o to chodzi w podróżowaniu do wszystkich tych znanych z różnych ważnych ksiąg i książek miejsc – na znalezieniu własnego sposobu na odkrywanie ich, gdzieś pomiędzy kartkami przewodnika i odhaczeniem kolejnego „must see”.
Poza miejscami związanymi z historiami biblijnymi, tego dnia byliśmy jeszcze w dwóch ciekawych punktach. Pierwszy to park krajobrazowy na zboczach Wzgórz Golan, Banas Nature Reserve, w którym można przejść się dość łatwym ścieżkami wzdłuż strumienia do małego wodospadu (całość zajmuje jakieś 45 minut). Wydaje się, że to punkt obowiązkowy dla wszystkich izraelskich rodzin i szkolnych wycieczek ;-).
Drugie miejsce, znacznie ciekawsze ze względu na swoje nietypowe położenie, to Góra Bental. Na górze tej, położonej tuż przy granicy z Libanem i Syrią, znajduje się baza ONZ. Punkt widokowy i knajpka, w której jedliśmy obiad (Coffee Anan na cześć Kofiego Annana) są usytuowane w tym samym miejscu, z którego żołnierze patrolują okolicę. Musimy przyznać, że dosyć specyficznie się tam czuliśmy, a to dość nieprzyjemne uczucie potęgował niesamowicie zimny wiatr. (Pierwszy raz naprawdę przydały się nam prezenty gwiazdkowe od Regatta Polska.)  Z jednej strony piękne widoki na masyw górski Hermonu, a z drugiej jednak lekkie poczucie zagrożenia (pamiętna wojna Yom Kippur).
Dodatkowo, podczas obiadu poznaliśmy parę Chińczyków – lekko szalonych reporterów w Hong Kongu, którzy jeździli po Izraelu, szukając potwierdzenia jak bardzo bezpieczny jest to kraj. Dziennikarze ci poprosili nas o to, byśmy stanęli na wzgórzu z widokiem na syryjski krajobraz i pozdrowili (po chińsku) mieszkańców ich kraju… :). Wszystko to było dosyć zabawne, czuliśmy się trochę jak w Cyrku Monty Pythona. Brakowało tylko wyłaniającej się z okopów Hiszpańskiej Inkwizycji i martwej papugi, która usycha z tęsknoty za fiordami 🙂

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.