Rzym z niemowlakiem

by Mario

Ta podróż to nasza pierwsza podróż z niemowlakiem poza granicę Polski. Wybraliśmy wieczne miasto – Rzym. Blisko, tani lot, dobre jedzenie i nie można się nudzić na miejscu.
Zwiedzanie wiecznego miasta zaczęliśmy leniwie, po przygodach lotniskowych, bo dopiero po 11.

W hotelu nie mieliśmy śniadania, dlatego też naszym priorytetem było znalezienie jakiejś knajpki, gdzie można byłoby zjeść coś dobrego i napić się porannej kawy. Z doświadczenia wiemy, że zawsze warto pytać w recepcji o polecane miejsca. Tak też zrobiliśmy. Dzięki temu trafiliśmy do małej lokalnej knajpki, w której siedziało troje Włochów pijących kawę i czytających gazety. Oczywiście Marianna stała się główną atrakcją – dostała nowe imię: „Bellisima”.

ZWIEDZANIE TRASTEVERE

Ruszyliśmy na zwiedzanie Trastevere. Ta dzielnica, uznawana za najstarszą część Rzymu, znana jest przede wszystkim jako miejsce styku kultury i zabawy. W ciągu dnia to bardzo spokojne miejsce, w którym bardzo łatwo się zgubić w wąskich, brukowanych uliczkach. Wieczorem każda knajpka wypełnia się po brzegi, zewsząd dochodzi muzyka, śmiech i głośne rozmowy. 

Śpiący niemowlak w wózku podczas zwiedzania Rzymu.
Jedyna przydatna funkcja wózka w Rzymie

Tym razem nasze zwiedzanie przybrało trochę inny charakter niż zazwyczaj. Po prostu cieszyliśmy się sobą, spędzaliśmy razem czas, mniej uwagi poświęcając zwiedzaniu zabytków, tych wszystkich rzymskich „must see”. Chłonęliśmy atmosferę i łapaliśmy ostatnie letnie promienie słońca. Po drodze weszliśmy do renesansowej willi Farnesina (1€/os.) – jednego z najwybitniejszych przykładów zastosowania w architekturze klasycznych ideałów harmonii i proporcji oraz znanej ze słynnych fresków Rafaela przedstawiających sceny z mitologii.

Stare dzielnice, starych miast mają to do siebie, że gdziekolwiek się nie pójdzie, zawsze będzie coś ciekawego do obejrzenia, poczucia, posmakowania. Dlatego też prawie nie używaliśmy mapy. Tak „zagubieni” trafiliśmy do Santi Giovanni e Paolo, na Piazza di San Calisto, kościoła, który słynie z wielu żyrandoli symbolizujących biblijne dziewice oraz wdowy.  Po wejściu do środka, zaskoczyła nas kompletna cisza. Byliśmy w nim zupełnie sami. Mania przy zmianie otoczenia (z jasnego na ciemniejsze) była dość mocno zachwycona/zaskoczona ilością światełek i mnogością wszystkiego wokół.  Było magicznie. 

Fiat 500 na ulicach Rzymu
Najlepszy wyznacznik naszego zwiedzani – leniwe

RZYM – SPACER Z NIEMOWLAKIEM

Spacerowaliśmy tak po Zatybrzu jeszcze dobre dwie godziny. Czas nadszedł jednak, żeby odwiedzić bardziej turystyczną część Rzymu. Niesamowite w wiecznym mieście jest to, że wszystkie główne atrakcje można zobaczyć poruszając się pieszo. Przeszliśmy przez most Cestio, który przechodzi przez Isola Tiberina (wyspa), a za cel obraliśmy sobie Panteon. Wystarczyło w zasadzie poruszać się za tłumem. Oczywiście Mania wywoływała uśmiech większości osób nas mijających. Następna w kolejności była fontanna Di Trevi i Schody Hiszpańskie, przeszliśmy się najdroższą ulicą bodajże całego świata – Via dei Condotti.

Z racji tego, że zbliżała się już 17:00 i Mania jednak domagała się innej pozycji niż ta oferowana przez wózek, skierowaliśmy się w stronę naszej dzielnicy. Byliśmy jednak spory kawałek od głównego Trastevere. Tybr przekroczyliśmy mostem Umberto I (najbliższy Schodów Hiszpańskich). Jest to dość charakterystyczne miejsce, ponieważ po drugiej stronie mostu znajduje się Sąd Najwyższy. Włosi bardzo nie lubią tego budynku ze względu na jego brzydotę (barok). Spacer wzdłuż rzeki obfitował w takie widoki jak Castel Sant’Angleo. Budynek był grobowcem, więzieniem, twierdzą, a obecnie jest muzeum.

Po około 30 minutach ponownie dotarliśmy do Piazza di San Calisto. Po raz kolejny okazało się, że we włoskich restauracjach coś takiego jak przewijak po prostu nie istnieje. Są jednak tysiące sposobów, by sobie z tym poradzić :-). Tym razem z zaplecza został wyniesiony stolik wielkości Mani :-). Marianna ponownie wzbudzała zainteresowanie wszystkich gości. Obok nas siedziała para Amerykanów, którzy zachwycali się małą. Zaczęliśmy rozmawiać, później do rozmowy dołączyli się inni goście i tak w zasadzie połowa restauracji zabawiała Manię. Jak „wjechał” nasz deser, Amerykana zaproponowała, że może się zająć chwilę naszą córeczką, tak żebyśmy mogli spokojnie zjeść deser.

Bardzo, bardzo miło będziemy wspominać tę kolację. Mieliśmy jedną wspólną myśl. Zwiedzanie z dzieckiem w ogóle nie przeszkadza w niczym, a wręcz ułatwia wiele rzeczy. Dziecko w podróży otwiera nas dorosłych na innych ludzi, a jednocześnie zawsze jest temat do dyskusji – Marianna

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.