Bangkok – wielki smutek i tuk-tuki our love cz. 2

by Mario
Bangkok to miasto kontrastów, miasto zaskoczeń i nieoczywistych zwrotów akcji. Pierwsza część naszej opowieści o Bangkoku to wielki zachwyt nad street foodem, nostalgiczna wyprawa kanałami Chao Prai i przedziwne doświadczenie Chinatown. Tym razem zabieramy Was do Wielkiego Pałacu Królewskiego, w którym towarzyszyliśmy żałobnikom opłakującym śmierć swojego ukochanego króla i na wycieczkę szalonymi tuk-tukami, w których zakochaliśmy się bez pamięci.
1) Wielki Pałac Królewski / Phra Borom Maha Ratcha Wang
W październiku 2016 roku zmarł król Tajlandii, Bhumibol Adulyadej, Rama IX. Ukochany przez Tajów władca miał 88 lat i był najdłużej panującym monarchą na świecie. Tuż po jego śmierci władze państwowe wprowadziły żałobę, która trwa okrągły rok, aż do października 2017 r. W całej Tajlandii wystawiane są ogromne portrety króla, wokół których zbierają się tłumy żałobników, na ogrodzeniach wiszą żałobne czarno-białe kiry. Główne uroczystości odbywają się w Bangkoku, w parku przylegającym do jednego z częściej odwiedzanych przez turystów Wielkiego Pałacu Królewskiego, do którego i my chcieliśmy się dostać. Wybierając długi spacer z Rambuttri przez park do Pałacu, mieliśmy okazję poobserwować żałobników, którzy zjechali tam z całego kraju.
20161215_3588
Całe przedsięwzięcie zostało zorganizowane bardzo sprawnie. Dla żałobników przygotowano nie tylko ogromny namiot, w którym mogli oddawać cześć swojemu królowi, ale także zbudowano rozległe centrum pielgrzymkowe z częścią gastro (za darmo), toaletami, zestawami pielgrzyma wręczanymi każdemu żałobnikowi (dostaliśmy też i my: woda i ciastka, plastry, pigułki na gardło, sztyft do nosa na katar, maseczka), punktami medycznymi i informacyjnymi. Nie zabrakło też straganów z podobiznami władcy i innymi przedmiotami upamiętniającymi zmarłego.
20161215_3586
20161215_3625Pochodzący z XVIII wieku Wielki Pałac Królewski robi ogromne wrażenie. Piękne nasycone kolory, mnóstwo monumentalnych świątyń i wszechobecnych złotych posągów Buddy, w tym tego najbardziej znanego – Szmaragdowego. I jakaś taka zaduma, mimo wielu turystów tam przebywających.
Spacerując pomiędzy budynkami kompleksu pałacowego spędziliśmy prawie pół dnia.  Zjedliśmy też (tuż przy bramie wejściowej) jedne z najlepszych lodów kokosowych w całej Tajlandii. Jasiek raczkował po wielkich trawnikach, Mania biegała tam i z powrotem szukając kotów, kamieni i patyków. Tam też nauczyła się, że przed wejściem do każdej świątyni należy zdjąć buty, a będąc w środku trzeba być cicho. Po jakimś czasie okazało się, że ulubionym zajęciem naszej córki jest zdejmowanie i zakładanie butów, odwiedzanie świątyń i przyglądanie się „mnisiom”. No i modlitwa w kierunku Buddy, zaczynająca się od słów „Aniele Boży, Stróżu mój…”.
20161215_359320161215_360320161215_359620161215_3607_2
Najważniejszą rzeczą, jaką nauczyliśmy się wtedy od naszej córki było to, że nie jest ważne, czy wierzymy w takiego, czy innego Boga, modlimy się w taki, a nie inny sposób. Ważne jest, że gdy wchodzimy do świątyni, miejsca szczególnego, w którym panują określone reguły i zasady, nasze dziecko intuicyjnie wie, co należy robić. Nie trzeba za wiele tłumaczyć, wystarczy pozwolić mu obserwować i uczyć się od innych. Niesamowite doświadczenie: towarzyszenie dziecku w poznawianiu świata i obserwowanie, jak ten świat ją kształtuje.
2) TUK TUKI
To bezapelacyjnie nasza miłość: wszędzie, gdzie tylko mogliśmy wybieraliśmy tuk-tuki. My pokochaliśmy je za możliwość szybkiego przemieszczania się po mieście i zabawny dizajn, Mania za wiatr we włosach, przygody, jakie spotykały nas w takcie podróżowania i za to, że mogła siedzieć obok nas, trzymając się sama (słowo klucz całego naszego wyjazdu) różnych zadziwiających elementów wystających z tych niesamowitych konstrukcji: różowych metalowych pająków, bawełnianej siatki udrapowanej w różne wzory, gumowych kaczek, rączek oblepionych przezroczystą taśmą.
20161214_353020161214_356920161215_3650
O tuk-tukach w Tajlandii moglibyśmy napisać osobny post. W każdym miejscu, w którym byliśmy, pojazdy te wyglądają trochę inaczej. W Bangkoku są to kompaktowe kolorowe naczepy stanowiące jedną całość z motycyklem, w Ayutthai śmieszne małe pancerniki przypominające maskę Lorda Vadera, a na Koh Lancie mało stabilne przyczepki przymocowane z lewej strony pojazdu.
Jedno wiemy na pewno: w każdym mieście, w którym byliśmy, targowanie się i ustalanie ceny to podstawa. Zazwyczaj właściwa kwota to jakieś 30-40% tej „special price” początkowo oferowanej przez kierowcę. Jedynym mankamentem, na który musimy się przygotować to brak pasów bezpieczeństwa i ilość ulicznych spalin.
20161214_3580
Co jeszcze ciekawego polecamy? Na pewno warto odwiedzić świątynię Wat Pho z największym w całej Tajlandii leżącym Buddą, pójść do dwóch ogromnych zieloncyh parków: Lumphini, gdzie jeszcze niedawno mieszkało mnóstwo ogromnych waranów (my nie widzieliśmy ani jednego) i do Dusit, na terenie którego jest ogród zoologiczny i zamknięty z powodu remontu Pałac Vimanmek (podobno ażurowe ściany robią niesamowite wrażenie).
20161216_367120161216_3664
Posiedźmy też nad rzeką, wyjdźmy wieczorem na miasto zjeść coś dobrego w restauracji, do której chodzą miejscowi (polecamy bardzo klimatyczną Season Change), przejedźmy się metrem i tramwajem wodnym, poobserwujmy Tajów, jak całymi rodzinami i grupami przyjaciół spędzają czas. Gwarantujemy, że jeśli nie zakochacie się w Bangkoku od pierwszego wejrzenia, na pewno będziecie wracać do niego myślami nie raz. To miasto chyba nikogo nie pozostawia obojętnym.

1 komentarz

Ewa Kata Styczeń 30, 2017 - 09:10

„mnisiom” <3

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.