Bangkok z polskim przewodnikiem

by Mario
Bangkok potrafi w pierwszej chwili przytłoczyć, człowiek porusza się jak we mgle. Na szczęście jeszcze przed wylotem znaleźliśmy kogoś, kto pomógł nam szybko się w nim odnaleźć. To Łukasz – polski przewodnik w Bangkoku.
Hałas, gwar, tłum pędzących przed siebie ludzi i wąskie chodniki, na których rozstawiają się sprzedawcy. Na ulicach każdy jeździ jak chce, czerwone światło jest czerwone chyba tylko w teorii. Masz w ręku swój przewodnik z wytyczoną trasą, próbujesz oszacować odległość i sposób dostania się do pierwszego punktu. Zaczynasz pytać. I dowiadujesz się, że na piechotę to na pewno się nie da (strasznie, strasznie daleko), że tuktukiem to będzie minimum 200 batów –  bardzo bardzo daleko (kierowca nr 1) lub… 150 batów, bo trochę daleko (kierowca nr 2), albo…50 batów, bo jednak całkiem blisko (kierowca nr 1 po negocjacjach). W miedzyczasie od taksówkarza dostajesz informację, że z dziećmi to do tuktuka to raczej bez sensu (dużo spalin) i że on bardzo chętnie za jedyne 300 batów zawiezie Cię w klimatyzowanym aucie gdzie tylko chcesz.
Pierwszy dzień w nowym miejscu, zwłaszcza zanurzonym w zupełnie innej kulturze, nigdy nie należy do najłatwiejszych. Nie do końca wiesz, czy polecane w przewodniku tzw. must see, rzeczywiście są warte zobaczenia, w jaki sposób się do nich dostać i nie zostać przy tym oszukanym. Bloga Łukasza czytaliśmy jeszcze w Polsce, przygotowując się do naszej podróży:
Łukasz mieszka w stolicy Tajlandii od 2007 roku, a od kilku lat zawodowo zajmuje się oprowadzaniem turystów zarówno po samym Bangkoku, jak i po reszcie kraju.
Do tej pory raczej omijaliśmy przewodników, bo nasze zwiedzanie miast to głównie leniwe szwędanie się z papierowym przewodnikiem Lonely Planet po ulicach, przyglądanie się ludziom, próbowanie lokalnych specjałów i robienie zdjęć (niekoniecznie największym atrakcjom). Jednak w tym przypadku pomoc Łukasza była bardzo przydatna. Przede wszystkim nie traciliśmy czasu na szukanie możliwości dojazdu, proces negocjacji ceny też spadał na barki Łukasza, bo ten posługuje się sprawnie tajskim. 10 lat mieszkania w Bangkoku sprawiło, że Łukasz czuje się w nim jak w domu i tak też go pokazuje: opowiada historie kraju, ciekawostki z życia Tajów, zabiera w miejsca, gdzie można zjeść prawdziwną tradycyjną tajską kuchnię, czy poznać miasto od mniej turystycznej strony. Z kolei nam udało się pokazać Łukaszowi, że można bez większego stresu podróżować z dwójką małych dzieci.
Jeśli nie macie jeszcze planu na Tajlandię czy Bangkok, skontaktujcie się z Łukaszem lukasz@azja.co. Fajnie mieć kogoś zaufanego, kto mówi po polsku i chętnie doradzi plan zwiedzania, pomoże w wyborze hotelu, zabierze na zakupy lub nawet pojedzie z wami dalej w teren.
 

3 komentarze

Carola Travels The World Styczeń 20, 2017 - 21:32

prawdziwy Guliwer wśród Azjatów 😉

Reply
Kasia Adamczyk-Tomiak Styczeń 20, 2017 - 09:17

Kurcze, ale wielki gość 😀

Reply
Our little adventures Styczeń 20, 2017 - 12:33

Fakt, Luq Krzy do małych nie należy 🙂

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.