Chiang Mai – jak znaleźć to „coś”

by Mario
Kiedy o 7 rano wysiedliśmy na dworcu kolejowym w Chiang Mai nie spodziewaliśmy się, że pierwszą rzeczą, którą zobaczymy, będzie puchowa kurtka i czapka uszatka niemal na każdej mijanej osobie. Co prawda na dworze było chłodniej niż w Bangkoku, ale czapy i puchowe kurtki w Tajlandii? Tego się zupełnie nie spodziewaliśmy. Kilka dni później, będąc już w górach, dużym zaskoczeniem było dla nas to, że noce były naprawdę zimne a jedyną rzeczą, o której marzyliśmy po przebudzeniu była gorąca kawa. Ale po kolei.
20161220_3919
20161220_3921Chiang Mai to jedno z tych średniej wielkości (ok. 250 tys. mieszkańców) miasteczek w Tajlandii, które na pierwszy rzut oka nie zachwycają. Dopiero po zagłębieniu się w małe uliczki Starego Miasta, poznaniu lokalnych bazarów (Sunday Walking Market!), knajpek i restauracji oraz odwiedzeniu tysiąca świątyń, wieczornym słuchaniu ulicznych naprawdę świetnych muzyków (i tańczeniu na środku placu!), wreszcie – odnalezieniu swojego rytmu zaczyna się w nim dostrzegać „to coś”, swoiste genius loci tego miejsca.
20161220_3923
20161221_3959W miasteczku spędziliśmy prawie tydzień, traktując je jako bazę wypadową w góry i do schroniska dla słoni oddalonego o ok. 100 km. Zatrzymaliśmy się w hotelu Eurana (htttp://www.euranaboutiquehotel.com/) położonym w obrębie Starego Miasta, więc wszędzie mieliśmy blisko.
Jednak to, co sprawiło, że to właśnie czas w Chiang Mai był tak niezwykły, to dobry duch tego miejsca – Jacek ze Smak Chili o Poranku. Chłopak całkowicie zmienił swoje życie, rzucił wszystko i wyjechał do Tajlandii. Od 6 lat mieszka w Chiang Mai, jest nauczycielem w jednej z tamtejszych podstawówek i wie o Północy Tajlandii niemal wszystko. To Jacek zorganizował dla nas trekking z lokalnym przewodnikiem z plemienia Karen, dzięki któremu przeżyliśmy wspaniałą przygodę w górach (więcej w kolejnym poście) i pokazał nam, że szczęsliwe słonie to wolne słonie (Hug Elephant Sactuary – o tym też napiszemy więcej). Z Jackiem odwiedziliśmy znany wśród blogerów kulinarnych na całym świecie street food przy północnej bramie Starego Miasta i – przede wszystkim – spędziliśmy z nim i jego przyjaciółmi podróżnikami jedną z najbardziej niezwykłych Wigilii w naszym życiu. Jacku, raz jeszcze wielkie dzięki!
20161221_3949
Nasze TOP 5 w Chiang Mai:
1. Spacer szlakiem świątyń w miasteczku i wycieczka na szczyt Doi Suthep do świątyni Wat Phra That Doi Suthep. Chiang Mai to kilkaset mniejszych i większych świątyń, w zasadzie na każdej ulicy znajdzie się jakaś do odwiedzenia. Na nas największe wrażenie zrobiła Wat Phra That, położona w górach – buddyjskie miejsce pielgrzymek. Żeby się do niej dostać, trzeba pokonać 300 schodków, trzymając się smoczej poręczy.
20161221_3975_220161221_393620161221_3940
20161225_3043
2. Sunday Walking Street – zdecydowanie najlepsze z najlepszych targowisk w całej Tajladnii, na jakim byliśmy. Moje zakupowe numer jeden. Najchętniej kupiłabym tam niemal wszystko (nasza paczka właśnie płynie do Polski): od ręcznie robionej ceramiki (10 razy tańsza niż w Polsce), ubrań i butów, po meble, dodatki do domu i jedzenie. Targ, zaczynający się tuż po 16.00, ciągnie się od bramy ThaPae przez całą ulicę Ratchadamnoen, rozlewając się po trochu na inne małe uliczki wokół. Najlepiej wybrać się tam zaraz po otwarciu, ok. 17.00, można wszystko spokojnie obejrzeć. Jeśli jednak chcecie doświadczyć prawdziwych tłumów, przyjdźcie ok. 19.00 – nie ma gdzie włożyć szpilki.
20161225_3051_220161225_3050
3. Street food + restauracja Aroon Rai – jeśli street food, to tylko przy Bramie Północnej. Znajdziecie tam wszystko to, z czego słynie północna Tajlandia: niesamowite ryby i owoce morza, pad thaie pod każdą postacią, pączki z zielonym słodkim sosem i gorącym mlekiem sojowym w foliowej torebce, dania z grilla, makarony i mnóstwo świeżych owoców. Znajdziecie tam też kultowe już stoisko z golonką, prowadzone przez Chinkę, której znakiem rozpoznwczym jest kowbojski kapelusz.
Jeśli jednak lubicie NAPRAWDĘ dobrze zjeść, koniecznie musicie odwiedzić jedno miejsce: restaurację Aroon Rai niedaleko bramy ThaPae. To, co tam zjedliśmy, zasługuje na oddzielny post. Dla nas najlepsze tajskie jedzenie w całej Tajlandii.
20161220_3932
4. Ogród zoologiczny – polecamy wszystkim, niezależnie od tego, czy macie dzieci, czy nie. Ogromny teren, duże pomieszczenia dla zwierząt, sporo radości dla małych i dla dużych (mamy nadzieję, że dla zwierząt też). Niecodziennie można karmić żyrafę marchewką i obejrzeć misia pandę.
20161221_399620161221_398620161221_4004
5. Wyprawa w góry + schronisko dla słoni – o szczegółach napiszemy w kolejnych postach. Teraz tylko podzielimy się generalną uwagą: lepiej zapłacić więcej i wybrać się na prawdziwy trekking w góry, zagubić się w tropikalnej dżungli i spędzić cały dzień ze słoniami, niż wziąć pierwszą lepszą jednodniową wycieczkę za 1000 batów, która będzie tylko namiastką prawdziwej przygody. A uwierzcie nam, to co Was czeka poza miastem, zapamiętacie na długo.

14 komentarzy

Justyna Mecenasowa Luty 21, 2017 - 20:04

Ewelina Górniak 🙂

Reply
Ewelina Górniak Luty 21, 2017 - 20:06

Ale co? 🙂

Reply
Emilia Szmyt Kustra Luty 21, 2017 - 16:13

Chiang Mai ❤

Reply
Anula Beduin Luty 21, 2017 - 14:55

Słuchajcie, my właśnie jedziemy do Warszawy a jutro wylatujemy! Bardzo fajny Wasz wpis o Chiang Mai- i super pomocny! Na pewno skorzystamy ze wskazówek kulinarnych, nie wpadłabym na zoo, ale brzmi kusząco. Cieszę się tez, ze o schroniskach dla słoni poczytalismy przed wyjazdem i juz mamy zaklepana miejscówkę- powinno byc równie obiecująco, jak obiecujecie to, co w następnym poście 🙂 bedziemy sie łączyć mentalnie

Reply
Karolina Noremberg Luty 21, 2017 - 13:12

a to zdjęcie w restauracji to nie jest czasem z Huen phen?

Reply
Our little adventures Luty 21, 2017 - 13:17

tak! 🙂 🙂

Reply
Karolina Noremberg Luty 21, 2017 - 13:21

o super! nam jakoś nie udało się odwiedzić- mimo że miałam zaplanowane- dlatego skojarzyłam 🙂 Godne polecenia? Czyżby Państwo jedli we wszystkich miejscach z podlinkowanego odcinka w których jadł Anthony ? 🙂

Reply
Our little adventures Luty 21, 2017 - 13:53

Bardzo godne polecenia :). Nie jedliśmy we wszystkich miejscach: tylko street food przy Północnej Bramie, Aroon Rai i Huen Phen + jakies drobne knajpki, na które trafialiśmy po drodze :). Najśmieszniejsze jest to, że ten odcinek z Anthonym obejrzeliśmy dopiero po powrocie do domu :).

Reply
Karolina Noremberg Luty 21, 2017 - 13:58

Haha ja to przed wyjazdem obejzalam wszystkie jego odcinki z Taj 🙂 My niestety nie trafiliśmy na Panią w kapeluszu a po obejżeniu Anthonego mielismy plan u niej zjesc 🙁 moze nastepnym razem jesli kiedys jeszzce trafimy w tamte strony uda sie i zjemy rowniez w Huen Phen 🙂 Dzieki!

Reply
Karolina Noremberg Luty 21, 2017 - 12:54

W aroon rai jedlismy! i to da razy … jedzenie było super! Anthony wie co dobre 🙂

Reply
Our little adventures Luty 21, 2017 - 10:11

edit: paczka nadana w Chiang Mai właśnie dotarła! <3

Reply
Karolina Noremberg Luty 21, 2017 - 12:52

że my nie wpadliśmy na pomysł nadania paczki 🙂 a można wiedzieć na przyszłość ile kosztuje wysyłka takiej paczki?

Reply
Our little adventures Luty 21, 2017 - 13:01

Karolina, my wysyłaliśmy drogą morską (najtaniej – podróż paczki trwa do 3 msc) – ok. 200 zł

Reply
Karolina Noremberg Luty 21, 2017 - 13:02

O super dziękuję- następnym razem zrobię duże zakupy..w walizce nigdy nie mam miejsca 🙂

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.