Dzieci i tajska kuchnia

by Mario
– Jacku, widzimy się dziś?
– Pewnie. Chcecie iść do restauracji czy idziemy na street food?
 
Tak zaczęła się najlepsza nasza uczta w Tajlandii. 30 minut później siedzieliśmy z Jackiem (Smak chili o poranku) na plastikowych stołeczkach przy metalowym stole obok Bramy Północnej w Chiang Mai. Trzymając Manie i Jasia na kolanach, zajadaliśmy się ryżem z tajską golonką, ostrą sałatką z kalmarem i pączkami z zielonym sosem, popijając wszystko świeżo wyciskanym sokiem z mango i truskawek. Za wszystko zapłaciliśmy niecałe 40 zł. I jak tu nie kochać Tajlandii?
 
20161224_4239
 
20161229_3203
 
 
Paradoksalnie, to właśnie kwestia jedzenia często powstrzymuje rodziców przed zabraniem dzieci do Azji. Co będą jeść? Czy polubią tamtejsze smaki? Czy w sklepie będzie można w razie czego kupić coś, do czego maluchy są przyzwyczajone? Takich pytań słyszymy naprawdę dużo.
 
Podróżowanie, w szczególności to z dziećmi, bardzo często wymaga od nas wychodzenie poza schematy myślenia, które wypracowaliśmy w domu. To, co według naszych, europejskich, norm jest trudno akceptowalne, podczas podróży staje się czymś naturalnym. Tak też jest z jedzeniem w Azji. Wtłoczeni w schematy sterylności, wyparzania i dezynfekowania wszystkiego i konieczności posiadania odpowiednich stempli w książeczce Sanepidu, ciężko nam uwierzyć, że jedzenie z ulicznej garkuchni może być dużo bezpieczniejsze niż to, które możemy dostać w hotelu z opcją ol inkluzif.
 
20161222_4033

 

Streetfoody są bezpieczne, smaczne i tanie!

Podczas naszej miesięcznej podróży po Tajlandii jedliśmy głównie na ulicy, rzadko korzystając z restauracji. Piliśmy świeżo wyciskane soki i koktajle z dużą ilością lodu (lód jest produkowany przemysłowo – Tajom nie opłaca się go robić samemu z kranówki), mięso i owoce na patykach, czy ręcznie robione lody i nie mieliśmy absolutnie żadnych sensacji żołądkowych. Czasem lepiej, czasem gorzej udawało nam się wytłumaczyć, że no spicy nie oznacza po prostu mniejszej ilości chili. Często zamawialiśmy, pytając innych co jedzą, innym razem – kiedy znajomość angielskiego u kucharza ograniczała się do słowa hello – próbowaliśmy dogadać się na migi.
 
 

Co jadły nasze dzieci w Tajlandii? Dokładnie to, co my.

Tajlandia to kraj wręcz idealny, jeśli chcemy, by nasze dzieci jadły dużo, zdrowo i różnorodnie – wszystko jest świeże, nieprzetworzone i przygotowywane na miejscu. Mania stała się fanką ryżu, różnego rodzaju „kluchów”, słodkiego groszku w sosie sojowym, lodów kokosowych i szejków z arbuza. Z zaciekawieniem wydłubywała mięso kraba ze skorupki, a na widok kasztanów jadalnych podskakiwała z radości. Jasio wciągał absolutnie wszystko, co spotkał na swojej drodze (choć znając jego apetyt, jakoś szczególnie nas to nie dziwi). Wyjątkowo zasmakował w kruchych warzywach w sosie ostrygowym, pieczonej rybie i małych słodkich bananach.
 
20161229_3186
 
20161229_3198
 
20161229_3205
 
A co z tymi rodzicami, którzy nie wyobrażają sobie podróży bez słoiczków z gotowymi posiłkami dla dzieci? Mamy dla Was złą wiadomość: będziecie musieli zabrać tych słoiczków trochę więcej. W największej sieciówce w Tajlandii, 7eleven, takich gotowców nie ma. Podobno można je dostać w sklepach Tesco, ale tych jest stosunkowo mało, więc nigdy tego nie sprawdzaliśmy.
 
20161228_3159
 
My jednak polecamy jedzenie lokalne. Jeśli boicie się, że Wasze dzieciaki nie polubią kuchni kraju, do którego jedziecie, spróbujcie wprowadzić do ich diety podobne produkty trochę wcześniej. My tak zrobiliśmy z Jasiem i Manią (Azjatycki talerz malucha). Przyrządziliśmy im m.in. fasolkę po wietnamsku z sosem sojowym i tajską zupę dyniową, dodawaliśmy też do naszych posiłków przyprawy i aromaty Tajlandii: świeżą kolendę, trawę cytrynową czy mleko kokosowe. Dzięki temu dzieciaki miały okazję jeszcze w domu oswoić się ze smakami i zapachami Azji. A póżniejsza podróż okazała się dla nas wszystkich jednym z lepszych doświadczeń kulinarnych w naszym życiu.
 
 

********************************************************

Dołącz do nas!

⇒ Zapraszamy Cię do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi, w której zarażamy energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami. 

⇒ Możesz także polubić profil Our Little Adventures na Facebooku i obserwować nas na Instagramie

Bądźmy w kontakcie! smiley

18 komentarzy

Mia Styczeń 5, 2019 - 19:25

Tak się zastanawiam i jedyne czego się obawiam, to tego, ze moje niemowlę 6miesiecy plus, które nie może mieć jeszcze żadnych szczepień zalecanych, będzie jadło to co ja, a ja takie szczepienia mam np przeciw wzw a, durowi brzusznemu i zrobiłam je z obawy przed tymi chorobami właśnie. Jakie mieliście do tego podejście?

Reply
Mario Styczeń 6, 2019 - 12:13

Hmm temat szczepionek to temat indywidualny. My nie mieliśmy taki obaw, nie mamy ich też w Polsce, gdzie dokładnie te same szczepionki są zalecane. Nie szczepiliśmy się na nic szczególnego przed Tajlandią. Jeśli już się czegoś obawialiśmy to dengi, na którą nie ma szczepienia a występuje w praktycznie całej Tajlandii.

Reply
Monika D Wrzesień 6, 2017 - 15:14

Szczerze powiedziawszy to właśnie taka obawa tli się w mojej głowie od dobrych paru tygodni (bo przygotowujemy się powoli do podróży do Tajlandii z 4-letnim niejadkiem). Generalnie wszędzie ciężko namówić go na co innego niż frytki, ale może faktycznie udzieli mu się klimat i spróbuje wreszcie czegoś innego.

Reply
Joanna Konstanciuk-Świec Luty 26, 2017 - 19:21

Agata Śmiechowska, co jadła Aniela? 🙂

Reply
Agata Śmiechowska Luty 26, 2017 - 19:49

😉 gotowany ryż, banany, jogurty i soki, duzo soków świeżo wyciskanych i lody! przeżyła:)

Reply
Kalina Beczak Luty 23, 2017 - 20:21

Jak fajnie, że są inni rodzice-podróżnicy z podobnym myśleniem 🙂 Dzieciństwo to czas, kiedy dziecku rozwijają się kubki smakowe, dlaczego więc z tego nie skorzystać i zachęcać dzieci do próbowania nowych smaków? Podróże to przecież rozwój w wielu sferach… Pozdrawiam ciepło

Reply
Our little adventures Luty 23, 2017 - 20:50

Właśnie tak! Im bardziej różnorodnie jemy my sami, tym bardziej dziecko jest/będzie otwarte na różne smaki, zapachy, aromaty, faktury jedzenia. A za tym idzie otwartość na nowe: nowych ludzi, nowe kultury, języki i sposoby myślenia. Pozdrawiamy! 🙂

Reply
Emilia Szmyt Kustra Luty 23, 2017 - 13:23

Ja mogę się podzielić doświadczeniem, że nawet, gdy okaże się, że dziecko nie jest fanem tajskich smaków i praktycznie za każdym razem odmawia zjedzenia (czy nawet spróbowania) czegokolwiek z tamtejszej kuchni, to nie ma
co panikować, bo raczej z głodu nie zginie. Przynajmniej w naszym przypadku dało się znaleźć różne rzeczy, do których córka była przyzwyczajona.

Reply
Kasia Węgrzyn Luty 23, 2017 - 11:15

Nasz zyl glownie nalesnikami i owocami

Reply
Magda Tadrała Luty 23, 2017 - 10:24

Mira wyssała tajskie smaki z moim mlekiem i jeszcze w brzuchu-to kuchnia, na którą zawsze mam ochotę i jem dużo:) a teraz uwielbia curry, pora, mleko kokosowe, itp – to, czego jadłam i jem najwiecej:) myślę, że Tajlandia jak najbardziej będzie jej kulinarnie odpowiadać:) Także Waszym dzieciom się nie dziwię i nie pomyślałam nawet przez chwilę, że nie miały by co tam jeść;)

Reply
Our little adventures Luty 23, 2017 - 11:02

oj tak, to też są nasze ulubione smaki! 🙂 i też często jadłam je w ciąży, i z Manią i z Jasem, więc może to jest jeden z powodów, że im tak smakują? 🙂

Reply
Magda Tadrała Luty 23, 2017 - 11:04

Aż mi ślinka pociekła na coś tajskiego-chyba pora na lunch;)

Reply
Asia Piascik Luty 23, 2017 - 08:37

O tak tak! z dużym smakiem i apetytem 5latka

Reply
Our little adventures Luty 23, 2017 - 08:49

Czasem apetyt dzieciaków przerasta nasze oczekiwania, co? A co było jego ulubionym daniem?

Reply
Asia Piascik Luty 23, 2017 - 09:04

oj, chyba nie było głównego faworyta, na padthaia zawsze można liczyć, ale A lubi bardzo i krewetki i kalmary, kurczakiem też nie pogardzi i fasolki, groszki zielone, marchewka w daniach, wszystko oczywiście pogryzane ryżem (!), więc problemów nie było.
Pamiętam nawet jak obgryzał jakieś chrząstki z zupy, próbując pogryźć, które ja osobiście bym sobie darowała 😉

Reply
Ewa Kata Luty 23, 2017 - 08:19

jak Mania wciąga makarony! super! a Jaśko sos ostrygowy? szacun (bleee)

Reply
Our little adventures Luty 23, 2017 - 08:28

No to chyba nie jadłaś tego z Tajlandii! Ja to jadłam niemal codziennie – stałam się znawczynią warzyw z orzechami nerkowca w sosie ostrygowym :).

Reply
Ewa Kata Luty 23, 2017 - 08:33

no nie sądzę żeby ten tajski przekonał mnie do owoców morza 😉

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.