Amsterdam na 6 kołach

by Mario
Plan był prosty. Skoro jedziemy do kraju, w którym na 16 mln ludności jest ponad 13 mln rowerów, to oczywiste było dla nas, że to właśnie rower będzie naszym podstawowym środkiem transportu. Spakowaliśmy więc naszą przyczepkę, dodatkowe krzesełka i kaski dla dzieci i ruszyliśmy na wyprawę na sześciu kółkach.
Wiadomo, podczas podróży do Holandii, punktem obowiązkowym jest Amsterdam i odwiedziny w coffee shopie. Oj, przepraszam, to nie ta historia :-). W tej opowieści zgadza się tylko pierwszy punkt – nasz wiatrak położony był zaledwie 80 km od stolicy Holandii, więc dojazd zajął nam około godziny.
Wypożyczyliśmy rowery, włączyliśmy mapę i już mieliśmy ruszać… Okazało się jednak, że szóstka dzieci miała inne zdanie, niż ich rodzice co do tego, gdzie kto siedzi i kto prowadzi rower. Ostatecznie, po płaczach, prośbach i kilku roszadach Mania wylądowała na moim rowerze, Jasio w Tuli u Karoli, a naszą przyczepkę zajęła połowa „The Beduins”.
 
Choć to subiektywne odczucie, jazda na rowerze po Amsterdamie to prawdziwe wyzwanie. Chyba nawet większe niż w Tajlandii. Łatwo można było nas rozpoznać na ścieżkach rowerowych, ponieważ jako jedyni cokolwiek sygnalizowaliśmy. Pewnym zaskoczeniem dla nas było też to, że po ścieżkach jeżdżą skutery. Jasne wtedy też stało się dla nas to, czemu nikogo nie widzieliśmy z przyczepką dla dzieci (poza specjalnymi zmotoryzowanymi rowerami cargo). Widok przejeżdżającego 50 km/h skutera obok przyczepki na wąskiej ścieżce nie jest tym, co chce się widzieć za często. Ciekawostką jest też to, że pierwszeństwo na rowerowych skrzyżowaniach mają ci, co jadą szybciej :-). Podobnie ze światłami – z  reguły to tylko pewna podpowiedź, do której rowerzyści nie przywiązują zbyt wielkiej wagi.
Po takiej przejażdżce wywiązał się między nami krótki dialog:
Karo: Widziałeś te wąskie kamienice? Te kanały i tulipany w parku? Ten niesamowity klimat knajpek?
Mario: Wiesz Kochanie, nie zauważyłem… Starałem się robić wszystko, by nie zginąć!
Amsterdam zaczęliśmy odkrywać dopiero wtedy, kiedy zeszliśmy z rowerów. Z wielką przyjemnością gubiliśmy się w małych uliczkach, zaglądaliśmy do sklepików i kawiarni, obserwowaliśmy pływające statki. Mani włączył się tryb zwiedzania, Jasio przełączył się w tryb spania i przytulania się. Spokojne, niczym nie zmącone szwendanie się po nabrzeżach kanałów, karmienie kaczek w parku, przekraczanie kolejnych mostów, okrzyki „mamo statek”. Oboje stwierdziliśmy, że do Amsterdamu musimy się jeszcze raz wybrać – tym razem na jakąś porządną randkę.
PS.
Gdybyście chcieli jednak zajść do coffee shopu, pamiętajcie, że sklepy są monitorowane i nie jest pożądane zostawianie rodziny  z dwójką dzieci przed sklepem :-). 
 
Partnerem naszego wyjazdu do Amsterdamu było CASAMUNDO.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.