Zimowe wakacje

by Mario
Zawsze chcieliśmy pojechać nad polskie morze zimą. Chcieliśmy powdychać zimowy jod, pochodzić po zamarzniętym piasku i doświadczyć posezonowego braku ludzi na plaży. I mimo że czasem nasza kreatywność w wymyślaniu dzieciom różnych aktywności sięgała zenitu, było warto. Co robić zimą nad polskim morzem? Jak fajnie spędzić z dzieckiem czas i mieć chwilę oddechu dla siebie? Podpowiadamy kilka naszych sprawdzonych sposobów.
 
 

1.    Spędzić czas na plaży

Wiadomo, że mimo najszczerszych chęci, zimą spacerować w nieskończoność się nie da. To nie to samo co w lecie, kiedy wystarczy tylko mały piknik na plaży, by dzieciaki złapały chwilę oddechu, nabierając energii do kolejnej zabawy. Dlatego też zimą powinniśmy wykorzystać czas na plaży w stu procentach. Ubierzmy dzieciaki w nieprzemakalne i ciepłe spodnie, dajmy wygodne buty i pozwólmy trochę poszaleć. Poszukajmy razem najdziwniejszych muszelek i tajemniczych bursztynów, porysujmy patykami na piasku.
 

My mieliśmy to szczęście, że Bałtyk na wysokości Mierzei Wiślanej był na początku grudnia wyjątkowo spokojny: prawie w ogóle nie wiało, był tylko jeden deszczowy dzień. Mania z Jaśkiem i ich przyjacielem Julkiem byli po prostu zachwyceni pustymi, ciągnącymi się w nieskończoność plażami, skarbami znajdowanymi po drodze i możliwością nieskrępowanego wydawania z siebie różnych odgłosów: okrzyków radości, pisków, wrzasków i śmiechu podczas turlania się po zmarzniętym piasku.
 

2.    Pospacerować po uliczkach Gdańska i odkryć kreatywne przestrzenie dla dzieci

Po powrocie do Warszawy stwierdziliśmy zgodnie: Gdańsk jest po prostu zachwycający. Nie tylko to jedno z najpiękniejszych miast w Polsce, ale też wymarzona przestrzeń do eksplorowania jej z maluchami. Ma też chyba jeden z najwyższych współczynników kreatywnych przestrzeni dla dzieciaków na metr kwadratowy. Nam udało się odwiedzić trzy z nich: Hewelianum, Ośrodek Kultury Morskiej i Wydział Zabaw w Europejskim Centrum Solidarności. Każde z nich świetnie sprawdziło się zarówno z trzyipółlatką i dwulatkiem, jak i półtoraroczniakiem. I co bardzo ważne, równie zachwycone były ich mamy :-).
 
Centrum Hewelianum to gdańskie centrum nauki. Tam dzieciaki nie tylko dowiedzą się, jak powstaje igloo, przekonają się, co słyszą nietoperze i skąd się biorą paski na zebrach, ale także na własnej skórze doświadczą siły huraganu i zaciskającej się paszczy anakondy. Tajemnicze naukowe zagadki zostały wytłumaczone bardzo przystępnym językiem w ramach czterech interaktywnych wystaw (nam się udało zobaczyć dwie z nich). Jesteśmy przekonani, że frajdę z odkrywania naukowego świata będą mieć nie tylko dzieciaki.
 
 
Ośrodek Kultury Morskiej w Narodowym Muzeum Morskim to jedyne miejsce w Polsce, które w tak kompleksowy i interaktywny sposób zaprasza dzieciaki do poznawania morskiego świata. Z maluchami koniecznie trzeba się wybrać na wystawę interaktywną „Ludzie-Statki-Porty". By móc wejść do środka, trzeba co prawda czekać na okrągłą godzinę, (najlepiej wcześniej umówić się telefonicznie), ale to, co czeka na nas wewnątrz na pewno nam to wynagrodzi. Dzieciaki mogą posterować statkami, dowiedzieć się, skąd się biorą fale i spróbować swoich sił jako budowniczy okrętów, zobaczyć, jak działa łódź ratunkowa, zobaczyć wnętrze łodzi podwodnej a nawet przebrać się za marynarza i pirata.
 
 
Jeśli Wasze dzieciaki kochają wszelkiego rodzaju sale zabaw z kulkami, małpimi gajami i zjeżdżalniami, to Wydział Zabaw w Europejskim Centrum Solidarności po prostu ich zachwyci. Od razu musimy jednak zaznaczyć, że nie będą to „zwykłe kulki”, jak mówi nasza Mania. To będzie coś dużo, dużo większego. Na ponad 400-metrowej sali umieszczono kilkanaście mobilnych stanowisk połączonych w przestrzeń zabawy i nauki. Dzieciaki dowiedzą się tu, m.in. co oznacza „solidarnie”, ile dobrego można zdziałać wspólną pracą i jak wygląda praca w porcie.
 
 
Poza tym, budynek Centrum Solidarności to po prostu dzieło sztuki z lasem i ogrodem w środku. Aż chciałoby się tam trochę posiedzieć, podumać i w spokoju pozwiedzać wszystkie wystawy. No i kawiarenka. Nie tylko pyszna kawa i ciepła zimowa lemoniada. Przede wszystkim, jakie oni mają ciasta! Razem z przyjaciółką niemal nie krzyknęłyśmy z zachwytu! 🙂 Po prostu sami musicie spróbować.
 

3.    Odwiedzić Muzeum Stutthof w Sztutowie

Ta wizyta nie będzie ani radosna, ani przyjemna. Jesteśmy jednak przekonani, że nawet trzylatkom można w przystępny, ale uczciwy sposób wytłumaczyć, dlaczego kiedyś na świecie istnieli źli ludzie, którzy chcieli wyrządzić straszną krzywdę tym dobrym. Nazistowski obóz koncentracyjny Stutthof (1939-1945) to miejsce, do którego poszliśmy się ze zwyczajnego ludzkiego obowiązku. Po to, by po prostu pamiętać. I przekazać tę pamięć dalej. Tyle i aż tyle.
 
 

4.    Wybrać się na wycieczkę do lasu

Bory sosnowe na Mierzei Wiślanej mają w sobie coś magicznego. Ten między Sztutowem a Kątami Rybackimi to idealna przestrzeń do odkrywania z dzieciakami jego leśnych mieszkańców (jest tam Rezerwat Kormoranów), skakania przez kałuże i zbierania patyków, szyszek i małych kamieni. No i ten szum morza z każdej strony! Mierzeja Wiślana to taki długi wąski pasek piachu porośnięty lasem – drogę pomiędzy Zatoką Gdańską a Zalewem Wiślanym można przejść w jakieś pół godziny (opcja bez dzieci). Spacer może się jednak rozciągnąć równie dobrze do godzin dwóch lub trzech (opcja z maluchami i zabawami w trakcie). Leśne ścieżki są też świetnie przystosowane do biegania czy jazdy na rowerze z dziecięcą przyczepką.
 
 

5.    Mieszkać w fajnym domku blisko morza

Najlepiej takim, co ma ogród z własnym placem zabaw, kominek i saunę. Z pierwszego będą zadowolone głównie dzieciaki (choć rodzice trochę też), z drugiego w równym stopniu maluchy i starszaki (nie ma nic piękniejszego od wspólnego siedzenia na dużej kanapie pod kocem z gorącą herbatą z miodem i ulubionymi książkami, gdy w tle roznosi się dźwięk palonego drewna). Sauna zaś będzie dla rodziców wieczorną nagrodą i relaksem po turboaktywnym dniu. A jeśli dodać do tego spokojną przestrzeń wokół i bliskość morza, to robi się z tego po prostu bajka!
 
 
Partnerem naszego wyjazdu nad morze było CASAMUNDO.

8 komentarzy

Monika Grudzień 20, 2017 - 09:36

Nie do końca zgadzam się z prowadzeniem małych dzieci do takich miejsc jak Stutthof. Z założenia tego typu muzea są przeznaczone dla widzów od 12 roku życia a trudną historię II wojny światowej dzieciom należy przybliżać, ale w odpowiedni dla nich sposób. Są książki (na przykład seria: wojny dorosłych oczami dzieci), są takie miejsca jak Muzuem Powstania Warszawskiego, które ma salę Małego Powstańca, w Muzuem Pana Tadeusza na wystawie Misja: Polska są lekcje i warsztaty rodzinne dla przedszkolaków o II wojnie światowej.  Są opowieści rodziców i dziadków…

A dlaczego nie tego typu ekspozycje? Bo są niezwykle trudne i u wielu maluchów wywołują wstrząs a wstrząs może prowadzić także do zobojętnienia na te szczególnie trudne treści. 

Od razu zaznaczam, że nie byłam w Sztutowie, ominęłam bo w tamtych rejonach byłam, gdy moja Ula miała rok. Nie chcialam z nią wchodzić, ale wiem, że długo razem nie zwiedzimy Auschwitz ani Chełmna nad Nerem. Te ekspozycje wstrząsnęły nawet mną: historykiem, specjalizującym się w dziejach II wojny światowej. 

Reply
Yolanda Sidorczuk Grudzień 19, 2017 - 20:59

Ciepło Wam?

Reply
Our little adventures Grudzień 19, 2017 - 21:00

Na zewnątrz i tak cieplej niż ostatnio na Islandii, a w środku sauna robiła swoje 🙂 kominek zresztą też.

Reply
Yolanda Sidorczuk Grudzień 20, 2017 - 08:29

Sauny tylko zazdrościć

Reply
Anna Kolczyńska Grudzień 19, 2017 - 17:19

<3

Reply
Magdalena Bodnari Grudzień 19, 2017 - 16:19

Zakochaliśmy się w Mierzei zimą ubiegłego roku ♥

Reply
Our little adventures Grudzień 19, 2017 - 16:37

Tam też rowerowo musi być super, ale to jednak nie ta pora roku.

Reply
Magdalena Bodnari Grudzień 19, 2017 - 16:55

Rowerowo ekstra. Na wydmach ciągnie się droga wzdłuż plaży.

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.