Test na rodzica podróżnika

by Mario
Jak tylko mamy kilka dni wolnego, od razu ruszamy z naszymi dziećmi w jakąś mniejszą lub większą podróż. Zazwyczaj jeździmy sami, bez towarzystwa innych rodzin. Tym razem jednak postanowiliśmy zaryzykować i zaprosić do wspólnej podróży innych rodziców i ich dzieci. Wybraliśmy dwie zaprzyjaźnione rodziny podróżników, które również dzielą się swoimi przygodami w Internecie: The Beduins i Vanilla Island i wybraliśmy się do Holandii, a konkretnie to zamieszkaliśmy w wiatraku.
 
I wiecie co? Było to naprawdę bardzo ciekawe doświadczenie. Super było zobaczyć, jak inni sobie radzą, jakie mają patenty i dlaczego robią to, co robią. Czy istnieje jakiś zestaw cech rodzica, dzięki któremu łatwiej się podróżuje? Czy tylko my jesteśmy tymi „złymi” nieodpowiedzialnymi rodzicami i zbyt lekkomyślnie podchodzimy do tematu bezpieczeństwo – dziecko – podróż?
 
Wszelkie sytuacje opisane poniżej mają poparcie w rzeczywistości :-).
 
 

Podróżnik – czyścioch?

Co robi rodzic podróżnik, gdy przypadkowy przechodzień podnosi z chodnika smoczek, który wypadł dziecku z ust? Proces myślowy rodzica podróżnika jest dość krótki. Nie ma chwili zawahania, decyzja zostaje podjęta natychmiast – smoczek zostaje oblizany i włożony ponownie dziecku do ust.
 
Jeśli nie widzisz w tym nic dziwnego, to znaczy, że jesteś na najlepszej drodze, żeby się spakować i wyjechać z dzieckiem bez zabierania ze sobą podgrzewaczy, ogrzewaczy, mieszadełek i innych zbędnych, z punktu widzenia rodzica podróżnika, rzeczy.
Oczywiście ta cecha podróżnika dotyczy głównie rodziców maluszków, ale ma zastosowanie przy starszych dzieciach również. Łatwo sobie bowiem wyobrazić spadający ze stołu na ziemię widelec, prawda?
 

Podróżnik – przezorny?

Nie wolno! Nie idź tam! Takie polecenie dostaje z reguły dwulatek chcący się wspiąć na, wielką z jego punktu widzenia, górę, na której stoi wiatrak. Rodzic podróżnik nie dostrzega zagrożeń z tym związanych, dwulatek również nie bardzo jest sobie w stanie wyobrazić konsekwencji potencjalnego upadku. Mimo tego radość dziecka po samodzielnym wejściu na samą górę napawa rodzica podróżnika dumą. Nie od dziś wiadomo, że dziecko uczy się najszybciej na własnych błędach i trzeba mu je pozwolić popełniać.
 
Cecha wyluzowanego rodzica podróżnika jest spójna z poprzednią cechą i wykształca się w rodzicu od pierwszych dni życia dziecka. Jednocześnie pozwala bez większego zmęczenia fizycznego i stresu przejść gładko przez całą podróż.
 

Podróżnik – niejadek?

Jemy teraz albo nigdy. No, może za kilka godzin. To podstawowa cecha rodzica podróżnika. Ułatwia znacznie radzenie sobie zarówno z roczniakiem, jak i dzieckiem starszym. Rodzic podróżnik ustala godzinę jedzenia posiłków. Odmowa jedzenia nie wywołuje w nim zbytniej paniki, wie, że prędzej czy późnej dziecko zgłodnieje. Rodzic podróżnik ma jednak ze sobą zawsze jakiś owoc lub małą czekoladkę, która ma poprawić humor i podnieść poziom energii dziecku. Tutaj jednak mała przestroga: podanie dziecku czekoladki wywoła lawinę próśb innych dzieci o ten sam produkt. Dlatego zbiorowe podróże wymagają od rodzica podróżnika koordynacji działań i przewidywania ich następstw.
 
Rodzic podróżnik nie wozi ze sobą słoików, trzech rodzajów kaszek, soczków do picia rano, wieczorem i po południu.
 

Podróżnik – kierowca idealny?

Uwielbiasz czysty samochód? Podróże samochodowe z dzieckiem nie są zatem dla Ciebie. Umiejętność radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych w samochodzie jest cechą wyuczoną rodzica podróżnika. Jeśli dźwięki wylewającego się na siedzenia soku nie robią na Tobie większego wrażenia, podobnie jak zasikany fotelik samochodowy, możesz spokojnie myśleć o objechaniu całej Europy samochodem. Dodatkową zaletą posiadania tej cechy jest umiejętność prowadzenia samochodu kolanami (tu zdecydowanie większy komfort mają kierowcy samochodów ze skrzynią automatyczną), bo jak inaczej podać chusteczkę jednemu dziecku, a drugiemu odkręcić soczek – w tym samym czasie?
 
Jeśli uważasz, że posiadasz przynajmniej dwóch z czterech powyżej wymienionych cech, spokojnie możesz jechać nawet na koniec świata.
 
 
Partnerem naszej wyprawy do Holandii było CASAMUNDO.
 
Post scriptum
Żadne z wyżej opisanych dzieci nie ucierpiało (znacznie :-)) podczas tej podróży. Rodzice też wrócili zdrowi na umyśle, chociaż nie wszyscy pewnie uważają, że w takim stanie wyjechali z domu.
 
 

18 komentarzy

Domi Czerwiec 4, 2018 - 09:20

No to się uśmiałam na dzień dobry! 😂 Cieszę się, że nie tylko my tak mamy z tym brudnym samochodem, bo serio po kolejnym dlugim weekendzie aż boję się do auta zaglądać… 😃😃😃 

Pozdrowienia!!!

Reply
Anonim Maj 10, 2018 - 19:33

Zdane na piątkę 😉 …

Reply
Anonim Maj 10, 2018 - 11:41

My podróżujemy bardzo dużo z dziećmi od praktycznie pierwszy ich chwil… Jeśli ktoś mówi że być rodzicem to koniec z oglądania świata i tylko dom i plac zbaw, to się myśli.. Odkąd nasz syn pojawił się na świcie, a później córka jesteśmy ciągle w drodze rodzicielstwo to czas najlepszych podróży

Reply
Anonim Maj 9, 2018 - 12:12

Spoko, tośmy się pośmiali, ale z tym prowadzeniem auta kolanami, kiedy na pokładzie są dzieci to żartowaliscie, tak? 😉

Reply
Anonim Maj 9, 2018 - 12:15

A próbowałaś kiedyś zjeść Big Maca prowadząc? To właśnie wtedy się pierwszy raz wykształca ta umiejętność prowadzenia kolanami. Ja nawet potrafię pas zmienić ;-P.

Reply
Anonim Maj 9, 2018 - 12:35

Super 🙂 jesteś świetnym kierowcą, gratuluję.
Nie jadam Big Maców i znam swoje możliwości za kółkiem. I te kilka sekund na reakcje są dla mnie bardzo ważne, zwłaszcza kiedy jadę z dziećmi.
Ale ja pierdoła, a nie kierowca jestem 😀

Reply
Our little adventures Maj 9, 2018 - 12:47

Magda Osełka traktuj moją wypowiedź w formie żartu.

Reply
Anonim Maj 9, 2018 - 12:53

Dobra, ten fragment traktuję jako mega nieśmieszny sucharek:)

Reply
Północny Wiatr Maj 9, 2018 - 11:39

nadaję się 🙂

Reply
Aga Maj 9, 2018 - 12:23

Hej ho, my tez z rodzaju tych nie umiejących wysiedzieć w miejscu, a teraz czeka nas kolejne wyzwanie, bo zaczniemy niedługo podróżować z trójka 🙂 tylko proszę nie liżcie już tego smoczka – lepiej podać go z piaskiem niż przekazać swoją próchnicę, taki edit od znajomej stomatolog 😅

Reply
Ola Maj 9, 2018 - 14:33

A najlepiej w ogóle nie używać smoczka, serio! Wtedy problem z głowy! 😉

Reply
The Beduins Maj 8, 2018 - 22:51

Zdali i inspirowali;-) moment ze smoczkiem i porozumiewawcze spojrzenie z Mario pamietam jakby to było dziś

Reply
Anonim Maj 8, 2018 - 19:33

Wszystko na tak, za wyjątkiem wylewającego się soku i zasilanego fotelika 😉 W samochodzie preferuje rozrywki niebrudzące

Reply
Anonim Maj 8, 2018 - 18:39

Czuje, że bym pasowała do Was

Reply
Anonim Maj 8, 2018 - 15:24

My z córką jedziemy, za to moja druga połówka może mieć z co najmniej jednym punktem problem ;] i co teraz? Macie jakiś skuteczny sposób na wyluzowanie? :]

Reply
Our little adventures Maj 8, 2018 - 15:38

Tylko z jednym? To w zasadzie jakby nie było problemu. A tak całkiem serio to chyba nie ma jednej dobrej rady. Może po prostu trzeba się przełamać i spróbować.

Reply
Anonim Maj 8, 2018 - 14:51

Karolku, macie psa?>>> 🙂

Reply
Our little adventures Maj 8, 2018 - 14:54

No pewka! Zwie się Makaron :).

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.