Rajd pieszy z dziećmi – 14 km rodzinnej mikroprzygody - Our Little Adventures
Główna » Podróże po Polsce z dzieckiem » Jednodniowe wycieczki z dzieckiem » Rajd pieszy z dziećmi – 14 km szlakiem Twierdzy Modlin

Rajd pieszy z dziećmi – 14 km szlakiem Twierdzy Modlin

Przez Karo
Rajd pieszy z dziećmi – 14 km szlakiem Twierdzy Modlin

„Daleko jeszcze?”, „Mamoooo, kiedy wreszcie dojdziemy?”, „Znowu gdzieś idziemy i to tyyyyyyle kilometrów?!” – znacie to skądś? Mimo że nasze dzieciaki też czasem narzekają, gdy zaczynamy pakować plecaki, to potem te rozmowy w trakcie drogi („Mamo, a wiesz, że…?”, „Tato, zapomniałem Ci powiedzieć…!”) i czysta radość na mecie mówią same za siebie. Lubimy wędrować, łazić i szwendać się z naszymi dzieciakami, nawet wtedy gdy mamy przejść kilkanaście kilometrów.

Tym razem wybraliśmy się na rodzinny rajd pieszy Twierdza Modlin ’26 presented by Columbia i TrekTours. Przeszliśmy 14 kilometrów w okolicach Nowego Dworu Mazowieckiego. Były leśne i nadrzeczne ścieżki, mury Twierdzy Modlin, wiatr przypominający nam Islandię, lody, dzikie jeżyny i przede wszystkim mnóstwo czasu spędzonego razem.

14 kilometrów z dziećmi. Daleko? Wcale nie!

Wybraliśmy trasę liczącą 14 kilometrów. Dla nas to dystans w sam raz na solidny, rodzinny dzień w drodze. Wystarczająco długi, żeby poczuć, że naprawdę ruszyliśmy na wyprawę, ale jednocześnie taki, który można przejść z dziećmi bez robienia z tego wyczynu. I wiecie co? Daliśmy radę w komplecie! Mało tego, Mania doszła na metę grubo przed nami, testując swoje tempo i udowadniając, że 12-latka potrafi naprawdę wiele, kiedy włączy jej się duch przygody. :)

Rodzina idzie na trek tours w modlinie

Pogoda też postanowiła dołożyć swoje trzy grosze. Było przyjemne słońce, ale przede wszystkim wiatr, który momentami urywał głowy niemal jak na Islandii. Seeeerio! :) Na szczęście po drodze czekało na nas sporo małych przyjemności, które skutecznie pomagały zapomnieć o zmęczeniu. Zrobiliśmy przystanek na przeeeeepycha lody na Rynku Solnym w Nowym Dworze, zrywaliśmy dzikie jeżyny i winogrona przy ścieżkach nad rzeką, kolekcjonowaliśmy rzepy i po prostu szliśmy razem, krok po kroku. I chyba właśnie za to lubimy takie rodzinne wędrówki najbardziej. Nie chodzi tylko o to, żeby dojść do mety, po prostu to staje się dzień pełen nowych przygód, śmiechu i wspólnie spędzonego czasu.

Twierdza Modlin, Narew i trochę mazowieckiej dziczy

Trasa prowadziła przez okolice Nowego Dworu Mazowieckiego, Twierdzy Modlin i nadrzeczne tereny przy Narwi wpadającej w tym miejscu do Wisły. Były gęste lasy, dzikie ścieżki nad rzeką, ale też miejskie odcinki z ruchem drogowym. Wolelibyśmy więcej dzikiej natury zamiast części miejskich kilometrów, ale też rozumiemy, że czasami inaczej się nie da. Początek i końcówka trasy całkowicie nas urzekły.

Majestatyczne, surowe mury Twierdzy Modlin robią ogromne wrażenie i za każdym razem przypominają nam, jak ciekawy kawałek historii mamy tak blisko Warszawy. Jeśli jeszcze tam nie byliście, koniecznie się wybierzcie. A jeśli planujecie zwiedzanie Twierdzy Modlin z dziećmi, zajrzyjcie też do naszej wcześniejszej relacji z tego miejsca. Wtedy odwiedziliśmy twierdzę zimą, więc zobaczycie ją w zupełnie innej odsłonie.
Poza murami twierdzy najbardziej lubimy jednak ten charakterystyczny mazowiecki spokój. Las, rzeka, ścieżka i pozornie nic szczególnego. A jednak właśnie w takich miejscach najlepiej się odpoczywa. Nagle nie trzeba nigdzie się spieszyć, sprawdzać kolejnej atrakcji ani zastanawiać się, co jeszcze zobaczyć. Można po prostu iść, rozmawiać, milczeć, zatrzymać się na lody albo na chwilę przy krzakach jeżyn. I to jest dla nas esencja rodzinnego outdooru.

Magia 2600 osób na szlaku – potęga wspólnoty

W czasie drogi mieliśmy momenty, że każdy szedł sobie w ciszy, żeby za chwile biegać i śmiać się dookoła. Mieliśmy momenty turlania się po trawie i zabawy w berka. Nie byliśmy sami na trasie. Zawsze byliśmy blisko innych uczestników rajdu. Najbardziej dziwiło to Mario, że ludzie potrzebują okazji żeby wyjść na spacer. To jednak właśnie to poczucie wspólnoty powoduje, że część ludzi nigdy by sama z siebie nie wyszła na np. 14-kilometrową wycieczkę dookoła własnego miasta.

kobieta z dziećmi na szlaku trek tours modlin

Widzieliśmy najmłodszych uczestników, którzy mieli zaledwie kilka miesięcy i dumnie „przechodzili” trasę w nosidełkach. Najstarszy wędrowiec miał ponad 80 lat. Po trasie maszerowały też całe psie ekipy – łącznie tego dnia w rajdzie uczestniczyły 174 czworonogi. To wszystko wiemy z maila podsumowującego całe wydarzenie.
Nie było ważne, kto idzie szybko, kto wolno, kto ma najlepsze buty, kto zrobił więcej kilometrów i kto wygląda najbardziej „outdoorowo”. Każdy po prostu szedł swoją drogą, ale razem z innymi. Dla nas właśnie na tym polega fajny outdoor z dziećmi. Nie na wyczynach i nie na tabelkach z kilometrami. Chodzi o to, żeby być razem poza domem, poza ekranami i poza codziennym „szybciej, bo się spóźnimy”.

Po co nam właściwie takie rodzinne wędrówki?

I tak, wróciliśmy zmęczeni. Ale takie zmęczenie fizyczne traktuję zawsze jako najpiękniejszy prezent od ciała dla głowy. Bo kiedy ciało solidnie popracuje w terenie, przebierze nogami te kilkanaście kilometrów i nawdycha się wiatru, przebodźcowana głowa może wreszcie głęboko i bezpiecznie odpocząć. Zamiast kolejnych bodźców są drzewa, wiatr, rozmowa, cisza, czasem śmiech i bardzo prozaiczne pytanie: „To gdzie teraz są te lody?”. ;) Takie mikroprzygody ładują baterie naszego układu nerwowego najlepiej na świecie.

Dlatego lubimy rodzinne mikroprzygody. Nie dlatego, że nasze dzieci zawsze z entuzjazmem przyjmują informację o kolejnych kilometrach. Wręcz przeciwnie. Ale właśnie podczas tych kilku godzin w drodze dzieją się rzeczy, których nie da się zaplanować. Rozmowy, na które normalnie nie ma czasu. Żarty, które później wspominamy przez tygodnie. Małe kryzysy, które po godzinie wydają się już śmieszne. I ta satysfakcja, kiedy wszyscy docieramy do mety.

Zorganizowane rajdy mają zresztą jeszcze jedną wielką zaletę. Jeśli ktoś zdejmie z nas ciężar planowania całej logistyki, mogą być fantastycznym początkiem i bezpieczną zachętą dla każdego, kto nie ma jeszcze czasu ani odwagi na organizację dużych wypraw w wersji solo.

A Wy byliście kiedyś na takim zorganizowanym rajdzie pieszym? Jak radzicie sobie z kryzysami na szlaku? Dajcie znać w komentarzach i pamiętajcie… #chodzmynadwor!

Tekst powstał dzięki naszej współpracy z marką Columbia.

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.