Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego jako gatunek dążymy do komfortu, skoro to właśnie dyskomfort ukształtował naszą biologię? Przez tysiące lat ewolucji człowiek był stworzony do ruchu. Do ucieczki, do polowania, do zbieractwa, do przemieszczania się w poszukiwaniu schronienia. Dziś, w erze cyfrowej wygody, naszym największym wrogiem paradoksalnie stał się fotel, klimatyzowane pomieszczenie i… „brzydka pogoda”, która jest idealną wymówką, by zostać w domu.
Ale czy na pewno chcemy tylko „żyć długo”? Czy może zależy nam na tym, by żyć długo w pełnej sprawności?
Ostatnie miesiące podczas pisania mojej książki o tym, jak natura uratowała moje macierzyństwo (premiera w kwietniu 2026!), spędziłam z nosem w książkach i badaniach naukowych dotyczących wpływu natury na nasze życie, w szczególności na tzw. długowieczność. Wniosek, który płynie z każdej rzetelnej publikacji, jest jeden: nie ma pigułki na długowieczność. Jest jednak coś, co działa lepiej niż jakikolwiek farmaceutyk. To ruch. I to nie ten zrywami, przed sezonem bikini (btw: mam nadzieję, że już przestaliście / przestałyście się tym przejmować!). To ruch aplikowany codziennie, bez względu na to, czy za oknem świeci słońce, zacina jesienny deszcz czy szczypie zimowy mróz.
Dziś, razem z marką Columbia, która od lat udowadnia, że nie ma złej pogody na ruch na dworze, zapraszam Was w podróż po tajnikach healthspanu. Opowiem Wam, dlaczegobadacze, tacy jak m.in. lekarz Peter Attia, uważają ćwiczenia za najpotężniejszy lek, co nauka mówi o spacerach w deszczu i mrozie i jak technologia może pomóc nam oszukać aurę, byśmy mogli cieszyć się życiem – dosłownie – jak najdłużej.


O tym przeczytasz
Healthspan vs. Lifespan – o co toczy się gra?
Większość z nas, myśląc o starości, ma przed oczami powolny upadek. Szpitale, leki, ograniczenie mobilności. Peter Attia, lekarz i autor bestsellerowej książki „Żyć dłużej. Nauka o długim życiu w zdrowiu„, stawia sprawę jasno: współczesna medycyna (którą nazywa Medycyną 2.0) świetnie radzi sobie z ratowaniem życia w stanach nagłych i zwalczaniem infekcji, ale fatalnie radzi sobie z chorobami przewlekłymi, które powoli nas zabijają.
Attia wprowadza rozróżnienie na dwa kluczowe pojęcia:
- Lifespan – czyli długość życia (ile lat przeżyjemy).
- Healthspan – czyli długość życia w zdrowiu (ile lat przeżyjemy w pełni sił fizycznych i umysłowych).
Naszym celem nie powinno być dożycie 90-tki podpiętym do aparatury. Celem jest dożycie 90-tki, będąc w stanie podnieść prawnuka, wnieść zakupy na drugie piętro i pójść na długi spacer do lasu. Attia nazywa to „Dziesięciobojem Stulatka” (Centenarian Decathlon) – pisałam już Wam o tym na blogu jakiś czas temu. To lista czynności fizycznych, które chcesz być w stanie wykonywać w ostatniej dekadzie swojego życia.
I tu dochodzimy do sedna: aby wygrać ten dziesięciobój w wieku 90 lat, musisz trenować do niego… teraz. Niezależnie od tego, czy masz lat 30, 40 czy 50.



Dlaczego ruch jest „lekiem” na wszystko? Co mówi nauka?
Badania publikowane w takich periodykach jak The Lancet czy JAMA Internal Medicine są bezlitosne dla naszego siedzącego trybu życia. Brak aktywności fizycznej jest jednym z głównych czynników ryzyka dla czterech jeźdźców apokalipsy zdrowotnej: chorób sercowo-naczyniowych, raka, chorób neurodegeneracyjnych (jak Alzheimer) i cukrzycy typu 2.
Ale spójrzmy na to pozytywnie. Co daje nam ruch?
- VO2 Max jako wyrocznia długowieczności: Peter Attia w swojej książce podkreśla, że pułap tlenowy (VO2 max) jest najsilniejszym wskaźnikiem śmiertelności ze wszystkich mierzalnych parametrów. Im wyższe masz VO2 max, tym mniejsze ryzyko śmierci z jakiejkolwiek przyczyny. Badania pokazują, że przejście z niskiej wydolności do średniej obniża ryzyko śmierci bardziej, niż rzucenie palenia! Budujemy to m.in. poprzez intensywne marsze pod górę czy bieganie – także (a może zwłaszcza) w trudnych warunkach terenowych.
- Siła mięśni to polisa ubezpieczeniowa: Masa mięśniowa to organ endokrynny. Mięśnie wydzielają miokiny, które komunikują się z innymi organami, zmniejszając stany zapalne. Co więcej, siła uścisku dłoni i siła nóg są bezpośrednio skorelowane z długością życia. Dlaczego? Bo chronią nas przed upadkami, które w podeszłym wieku często są początkiem końca.
- Strefa 2 i zdrowie metaboliczne: To ulubiony temat w kręgach biohakerów. Trening w tzw. „Drugiej Strefie” (Zone 2) – czyli wysiłek, podczas którego możesz rozmawiać, ale jest to lekko niekomfortowe – uczy nasze komórki efektywnego spalania tłuszczu i poprawia funkcję mitochondriów. A to właśnie dysfunkcja mitochondriów leży u podstaw starzenia się.
Wniosek? Musimy się ruszać. Dużo, różnorodnie i – co najważniejsze – konsekwentnie.

Bariera pogodowa: wróg numer jeden
I tutaj pojawia się problem. O ile łatwo jest dbać o „Zone 2”, idąc na rower w słoneczny lipcowy dzień, o tyle w listopadzie czy lutym nasza motywacja spada do zera. Badania nad aktywnością fizyczną w różnych strefach klimatycznych pokazują wyraźną sezonowość: zimą tyjemy, nasze wskaźniki metaboliczne się pogarszają, a poziom witaminy D szoruje po dnie.
Tymczasem nasze ciało nie ma kalendarza. Mitochondria nie biorą urlopu na okres grzewczy. Serce potrzebuje pompowania krwi tak samo w styczniu, jak w sierpniu.
Jeśli chcemy żyć długo i zdrowo, musimy najzwyczajniej w świecie zaakceptować fakt, że…
outdoor to przestrzeń całoroczna.


Nie ma złej pogody, jest tylko… technologia
W Skandynawii, gdzie długowieczność i jakość życia są na jednym z najwyższych poziomów na świecie, panuje powiedzenie: „Det finnes ikke dårlig vær, bare dårlige klær” (Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania). To nie jest tylko slogan reklamowy. To filozofia przetrwania i dobrostanu.
W tym miejscu chciałabym przybliżyć Wam rolę partnera tego wpisu i całej naszej kampanii CHODŹ NA DWÓR! – marki Columbia. Dlaczego akurat oni? Bo ich podejście do sprzętu idealnie wpisuje się w filozofię usuwania barier.
Kiedy czytałam o tym, jak kluczowa dla odporności jest termoregulacja, dotarło do mnie, że nowoczesna odzież to nie „moda”. To narzędzie (gear). Narzędzie, które pozwala nam wykonać „pracę” (czyli trening dla zdrowia) w warunkach, które 50 lat temu zatrzymałyby nas w domu.
Spójrzmy na to z perspektywy fizjologii.
Gdy wychodzimy na spacer w deszczu, wietrze cz mrozie (co jest genialne dla hartowania organizmu, o czym pisze m.in. Wim Hof, ale też badacze wpływu zimna na brązową tkankę tłuszczową), naszym wrogiem jest wychłodzenie i wilgoć. Mokre ciało wychładza się 25 razy szybciej niż suche. Jeśli zmarzniemy, trening staje się walką o przetrwanie, a nie budowaniem zdrowia.
Columbia stworzyła technologie, które w naukowy sposób rozwiązują ten problem:
- Omni-Heat™ Infinity: kojarzycie te złote kropki wewnątrz kurtek? To nie jest ozdoba. To technologia inspirowana kocami ratunkowymi NASA. Kropki odbijają ciepło wytwarzane przez ciało, zatrzymując je przy nas, ale jednocześnie pozwalają na odprowadzanie wilgoci. Efekt? Możesz ubrać się lżej (mniej warstw), a wciąż zachować komfort termiczny niezbędny do długiego marszu w zimny dzień albo podczas jazdy na nartach, tak jak widzicie na zdjęciach ze stoków w Donowaly, gdzie byliśmy pod koniec 2025 roku. To kluczowe, bo przegrzanie jest równie groźne co wychłodzenie.
- OutDry™ Extreme: tradycyjne membrany wchłaniają wodę w wierzchnią warstwę, co sprawia, że kurtka staje się ciężka i zimna („wet out”). Columbia wywróciła ten system na lewą stronę – wodoodporna membrana jest na zewnątrz. Woda po prostu spływa. Dlaczego to ważne w kontekście długowieczności? Bo mając pewność, że nie przemokniesz, nie skrócisz spaceru, ani wędrówki po górach, kiedy zacznie lać. Utrzymasz objętość treningową. Zrobisz swoje kroki.
To właśnie jest ten „hack”. Technologia usuwa wymówkę. Zakładasz odpowiednią warstwę i nagle zacinający deszcz czy trzaskający mróz przestaje być przeszkodą, a staje się przygodą.





Tu zobaczycie kolekcję SKI&SNOW Columbii „w ruchu”
Recepta na długowieczność: lasoterapia i mikrobiom – korzyści, których nie znajdziesz na siłowni
Wróćmy do badań. Dlaczego wyjście na zewnątrz jest lepsze niż bieżnia w klubie fitness?
- Shinrin-yoku (Kąpiele leśne): japońscy naukowcy udowodnili, że przebywanie w lesie obniża poziom kortyzolu (hormonu stresu), obniża ciśnienie krwi i wzmacnia układ odpornościowy poprzez wdychanie fitoncydów – naturalnych olejków eterycznych wydzielanych przez drzewa.
- Światło dzienne: Andrew Huberman, neurobiolog z Stanfordu, do znudzenia powtarza: ekspozycja na naturalne światło (nawet w pochmurny dzień!) jest kluczowa dla regulacji rytmu dobowego, jakości snu i nastroju. Lepszy sen to lepsza regeneracja mózgu i „czyszczenie” go z toksyn.
- Różnorodność terenu: chodzenie po nierównym, błotnistym czy zaśnieżonym podłożu angażuje mięśnie głębokie i poprawia propriocepcję (czucie głębokie), co jest kluczowe dla zapobiegania upadkom w przyszłości.
Jak wdrożyć plan „Długowieczność” w życie rodziny?
Wiem, co myślicie. „Wszystko fajnie, ale jak mam wyciągnąć dzieci na dwór, gdy jest szaro i buro?”. Tu wracamy do tego, co od ponad 11 lat staramy się Wam pokazywać na naszym blogu. Dzieci uczą się przez osmozę. Obserwują nas.
Jeśli my – rodzice – traktujemy złą pogodę jak wroga, dzieci przejmą ten lęk. Jeśli my ubieramy się odpowiednio do warunków na zewnątrz, bierzemy termos z herbatą i mówimy: „Chodźcie zobaczyć, jak las wygląda w deszczu!”, albo „Kto pierwszy zjedzie na nartach z tej góry?”, zmieniamy ich postrzeganie świata.




Kilka zasad, które wprowadziliśmy u nas, bazując na wiedzy o healthspanie:
- Zasada 30 minut: niezależnie od pogody, wychodzimy na minimum 30 minut dziennie. To absolutne minimum dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Zazwyczaj po 10 minutach i tak decydujemy się zostać dłużej.
- Rucking: to pojęcie spopularyzowane m.in. przez Michaela Eastera w książce „Moc dyskomfortu”. Polega po prostu na chodzeniu z obciążeniem. Dla nas rodziców to albo nosidełko z dzieckiem na plecach albo plecak z prowiantem i zapasowymi ubraniami dla dzieci. To genialny sposób na połączenie treningu kardio z treningiem siłowym, bez obciążania stawów tak jak przy bieganiu. Wygodne buty trekkingowe i plecak to Twoja mobilna siłownia.
- Celebrowanie dyskomfortu: uczymy dzieci (i siebie), że bycie trochę zmarzniętym (przez chwilę) czy mokrym to nie koniec świata. To sygnał dla organizmu, by się wzmocnił. To budowanie odporności psychicznej, która przyda im się w dorosłym życiu bardziej niż cokolwiek innego.


Twoja osobista strategia inwestycyjna
Traktujcie zakup dobrej kurtki czy butów nie jako kolejny wydatek, ale jako inwestycję w zdrowie. Jeśli dzięki odpowiedniemu ubraniu zrobicie w sezonie jesienno-zimowym dodatkowe 300-400 tysięcy kroków (bo nie zrezygnujecie ze spacerów), to jest to gigantyczny kapitał, który zaprocentuje za 20, 30 lat.
Mówi się, że na starość najbardziej żałujemy nie tego, co zrobiliśmy, ale tego, czego zaniechaliśmy. Nie pozwólmy, by deszcz czy mróz były powodem zaniechania dbania o jedyne ciało, jakie mamy.
Podsumowanie: Zacznij dzisiaj
Recepta na długowieczność nie jest ukryta w amazońskiej dżungli ani w buddyjskim klasztorze ukrytym w Himalajach. Jest tuż za naszym progiem. To regularność. To konsekwencja. To szacunek do własnej biologii, do naszego ciała, które domaga się ruchu.
Nie czekajcie na „idealną pogodę”. Idealna pogoda na dbanie o zdrowie jest dzisiaj.
- Wstań z kanapy, sprzed komputera.
- Załóż warstwy (pamiętaj o złotych kropkach Omni-Heat™ Infinity, jeśli zmarzluch z Ciebie!).
- Idź przed siebie. Szybkim krokiem.
- Powtórz jutro.
Wasze serce, Wasze mięśnie i Wasz umysł podziękują Wam za to – teraz i za kilkadziesiąt lat.
Do zobaczenia na szlaku! (Nawet, a może zwłaszcza, w deszczu i śniegu!).
Wpis powstał we współpracy z marką Columbia – naszym stałym Partnerem kampanii outdoorowej CHODŹ NA DWÓR! – pionierem technologii outdoorowych, dzięki którym każda pora roku jest idealna na przygodę.









1 komentarz
Wspaniałe podejście! Też jeszcze stosuję, i uwielbiam nieoczywistą pogodę na wycieczki. Dobrze jest zmarznąć, zmęczyć się czasem zmoknąć, dobrze jest nie być w ciągłym komforcie:)