Cztery sztuki dzieci, w tym dwie pary sześcioletnich nóg, trójka dorosłych i ambitny plan: objechać cały Zalew Zegrzyński na rowerach. Byliśmy pewni, że mając za inspirację mikrowyprawy z Warszawy, wszystko pójdzie gładko. Dopiero na miejscu okazało się, że ścieżka dookoła zbiornika nie istnieje, przeprawa promowa jeszcze nie działa, a my zaraz wylądujemy z dziećmi na poboczu ruchliwej jezdni.
A jednak pojechaliśmy. Bo w tym całym naszym outdoorze z dzieckiem nie chodzi o realizację idealnych tras z przewodników. Chodzi o naukę elastyczności. O to, żeby pokazać maluchom, że gdy pierwotny plan bierze w łeb, po prostu wyciągamy mapę, skracamy dystans i jedziemy dalej.
Zalew Zegrzyński to jedno z najłatwiej dostępnych miejsc na jednodniową wyprawę z Warszawy — i właśnie dlatego wiele rodzin próbuje tu pierwszych dłuższych tras z dziećmi.
O tym przeczytasz
Zderzenie z rzeczywistością: 25 kilometrów kompromisu

Pierwotnie mieliśmy do pokonania ponad 30 km. Szybki rzut oka na mapę zweryfikował nasze zapędy – prom z Serocka do Arciechowa rusza dopiero od 1 maja. Musieliśmy skrócić trasę o 5 km, co jednak oznaczało konkretne niespodzianki.
Trafiliśmy na odcinki całkowicie pozbawione infrastruktury rowerowej. Jazda przy samej krawędzi jezdni, nie mając pobocza, a mając za to obok siebie sześcioletnie dziecko, nie jest niczym komfortowym. To uczy pokory i wymaga od rodzica oczu dookoła głowy. Zamiast relaksu nad wodą, musieliśmy mocno trzymać nerwy na wodzy.




Zostało zatem zaplanować trasę inną, uwzględniającą napotkane niedogodności. Od razu mi się rzuciło w oczy, że istnieje możliwość zawsze skrócić pierwotny plan na wycieczkę. To jest super ważne, żeby być elastycznym. Od razu powiem, że skorzystaliśmy z tej możliwości. O czym później.


Czwórka dzieci, trójka dorosłych i 25 km
Pierwotnie nasz plan przebiegał mniej więcej tak:







Mieliśmy do pokonania ponad 30 km. To sporo, jak na dwie pary nóg 6-latek. Dlatego też dawaliśmy sobie swobodę w kształtowaniu trasy. Kompromisy wiążą się jednak z pewnymi niespodziankami. Zmieniając trasę, a dokładnie skracając ją, trafiliśmy na odcinki bez ścieżek rowerowych, bez możliwości przejechania ich poboczem. Została nam jazda przy krawędzi jezdni, co nie było komfortowe. Ostatecznie skróciliśmy trasę o 5 km, nie dojeżdżając do Arciechowa (punktu skąd odpływa prom).


Dlaczego elastyczność na trasie jest ważniejsza niż plan
Szukając informacji o ścieżkach rowerowych przy Zalewie, trafiłem na informację, że są plany zbudowania infrastruktury rowerowej tak, by można było objechać Zalew Zegrzyński. Super sprawa i trzymamy kciuki. Mimo że musieliśmy jechać część naszej trasy po jezdni, to większość jednak przebiegała przez ścieżki rowerowe. Niektóre położone naprawdę w malowniczej scenerii. Szczególnie te blisko samej wody. Być może w szczycie sezonu jest tu większy ruch, a nawet na pewno, to jednak warto śmignąć sobie na taki szybki wypad poza Warszawę. Choćby po to żeby zobaczyć tropiki 40 km od Warszawy :).




