84 kilometrów na rowerze z dziećmi nawet na nas zrobiło wrażenie. Tyle przejechaliśmy z naszą trójką dzieciaków (no dobra: z dwójką, bo najmłodsza jechała w przyczepce) w pewien styczniowy dzień, kiedy postanowiliśmy zrobić jakąś małą wycieczkę w okolicy Mielna, gdzie się zatrzymaliśmy na długi weekend. Zobaczcie, jak wygląda trasa rowerem z Mielna do Kołobrzegu (i z powrotem), co warto mieć ze sobą, jak to wszystko zorganizować, no i gdzie się zatrzymać (bo miejscówkę mamy naprawdę bajeczną!).




O tym przeczytasz
Rowerem z Mielna do Kołobrzegu – jak wygląda trasa?
Ścieżka rowerowa z Mielna do Kołobrzegu to część rowerowej trasy R10 biegnącej wzdłuż całego Bałtyku. Praktycznie cała trasa prowadzi utwardzoną nawierzchnią (asfalt, płyty betonowe, kostka brukowa), jedynie jakieś kilkaset metrów, obok budowy w okolicach Sarbinowa to nierówna błotnista droga z wielkimi dołami (stan w styczniu 2025; pewnie niedługo się to zmieni, jak wybudują tam drogę).
Parkatycznie cała trasa (z trzema krótkimi wyjątkami) to spokojne ścieżki rowerowe w lesie lub tuż przy plaży. Jedynie w Mielnie część trasy prowadzi wyznaczoną DDR na głównej drodze przelotowej przez miasteczko (tam trzeba bardziej uważać z dziećmi), w Chłopach i Sarbinowie jedzie się małymi uliczkami wzłuż morza, po których śmigają też auta. Trzecim momentem, kiedy trzeba bardziej zwracać uwagę na dzieciaki, jest fragment w okolicach dawnej jednostki wojskowej pomiędzy Gąskami i Ustroniem Morskim. Ścieżka rowerowa prowadzi przez las szosą, po której mogą jeździć samochody (u nas nie było ich wcale, ale pewnie w wysokim sezonie będzie ich więcej).
Poza tym luz, blues, natura, szum morza i cisza :).








Jak zaplanować wyprawę rowerem z Mielna do Kołobrzegu i z powrotem? Czy dzieci dadzą radę? To ponad 80 km!
No więc, to zależy :).
Zależy od różnych czynników: wieku dzieciaków, sprzętu, na którym jedziecie, doświadczenia rowerowego (nasze dzieci od lat dużo z nami jeżdżą – poczytajcie na blogu), czy charakteru dziecka, emocji danego dnia, itd. Na pewno fajnie mieć wsparcie w kręceniu kółkami w postaci ebajków – nadal trzeba kręcić, bo rower za nas nie jedzie (to nie skuter), ale wspomaganie jest naprawdę odczuwalne. 10-letnia Mania i 8-letni Jasiek od ponad pół roku testują elektryki niemieckiej marki woom (na blogu znajdziecie naszą szczegółową recenzję po wyprawie szlakami rowerymi nad Gardą) – Mania ma woomową szóstkę, Janek piątkę. My natomiast jechaliśmy na ebajkach Velo de Ville – to już kolejne z rowerów tej marki, które mamy przyjemność testować (zachęcam do poczytania o cargo tej marki – nasze recenzje Loady 900 i FR8 czekają na Was w zakładace BYĆ TESTEREM). Wszystkie rowery sprawdziły się nam znakomicie.
Czy bez ebajków dalibyśmy radę? Pewnie z dziećmi byłoby trudno zrobić ponad 80-kilometrową pętelkę, ale osoby 13+ dałyby zapewne radę. Trasę z Kołobrzegu przez Mielno aż do Darłówka (ok 75 km) przejechałam kilkanaście lat temu podczas objazdu polskiej części Bałtyku. Jazda ze wspomoganiem pozwala po prostu na przyjemniejsze pokonywanie kilometrów. Jeśli więc Wasze dzieciaki są już na tyle „objeżdżone” rowerowo, lubią jeździć na dłuższe trasy, to warto pomyśleć o ebajkach. Gwarantuję, że liczba „daleko jeszcze?”, „ja chcę przerwę” spadnie niemal do zera :).
A co z 5-letnią Basią, zapytacie? Mimo tego że Basieńka bez problemu przejeżdża na swojej trójeczce woomowej 15-20 km w ciągu dnia, to tym razem rower został w Warszawie. Wiedząc o tym, że nad morzem czekają na nas dłuższe wycieczki postanowiliśmy zabrać naszemu najłodszemu dziecku znaną nam już dobrze z wcześniejszych doświadczeń przyczepkę Thule Chariot Sport 2. I tak jak się spodziewaliśmy, sprawdziła się idealnie.
Jak się przygotować do takiego wycieczek rowerowych z dziećmi, kiedy temperatura oscyluje pomiędzy 0-10 st. C? Na Instagramie zrobiłam Wam mały poradnik.





Dlaczego w ogóle Mielno? Bo są tam domki na wodzie!
Jak nas już dobrze znacie, to pewnie wiecie, że nie lubimy tłoku, hałasu i tłumów. Dlatego też ostatnie 2 lata spędziliśmy na małej wyspie Koh Lanta w Tajlandii – przez większą część roku mieliśmy dla siebie niemal puste plaże hen hen po horyzont. Dlaczego więc przyjechaliśmy do Mielna, które z reguły kojarzy się nam się z wakacyjnymi tłumami?
No więc… nie całe Mielno tak wygląda. Wystarczy wyjechać 2-3 km poza centrum i mamy już zupełnie inną rzeczywistość. Tak jest nad Jeziorem Jamno i na plaży wzłuż Unieścia. Pierwszy raz byliśmy tam w 2018 roku. To wtedy urzekła nas totalna cisza i jakiś taki specyficzny nadbałtycki klimat. Dlatego też, kiedy właściciele Domków na Wodzie (HT Houseboats) zaprosili nas na długi weekend, by zobaczyć, jak przez tych ostatnich 7 lat wiele się u nich zmieniło, wiedzieliśmy, że będzie to piękny czas. I wcale się nie pomyliliśmy!





Domki na wodzie – klimatyczna miejscówka na Jeziorze Jamno
Domki na wodzie (HT Houseboats) to kilkanaście domków znajdujących się w Mielnie Unieściu, 200 metrów od Bałtyku, na Jeziorze Jamno wzdłuż prywatnej mariny. Dzięki temu jest tam naprawdę kameralnie i bezpiecznie – marina jest odizolowana od ścieżki rowerowej biegnącej wzdłuż Jamna furtką zabezpieczoną kodem. Każdy domek jest trochę inny, są mniejsze i większe, z różną liczbą udogodnień. W domku, w którym zatrzymaliśmy się my (Grand) mieliśmy 2 łazienki, saunę (z niej ucieszyliśmy się najbardziej! Kochamy saunować!), 2 sypialnie, taras na dachu i… wannę pośrodku pokoju z widokiem na jezioro.
Dodatkowo, codziennie rano w wielkich wiklinowych koszach czekały na nas przepyszczne zestawy śniadaniowe. A na nasze zwierzaki, z którymi mogliśmy przyjechać, przygotowane były zabawki, smaczki i specjalny list! Nooooo bajka!








Bałtyk poza sezonem – nasz ulubiony!
Nad Bałtyk staramy się jeździć poza sezonem. I też Wam to polecamy jeśli nie lubicie tłumów i parawanów na plaży. Zaczynamy zazwyczaj już we wrześniu i jeździmy aż do maja. Wspaniale jest spacerować po niemal pustej plaży, wdychać ten jedyny w swoim rodzaju zapach, jeździć rowerem po pustych ścieżkach, chodzić po starych nadmorskich uliczkach małych miejscowości, czy jeść rybę z frytkami bez dudniącej muzyki 100 metrów dalej. Nad Bałtykiem naprawdę można odpocząć. Trzeba wiedzieć tylko kiedy i gdzie jechać :). Zresztą sami zobaczcie.







