Minął prawie rok, odkąd Velo de Ville Loady 900 towarzyszy nam w codziennym życiu. Wozimy nim Basię do przedszkola, czasami starszaki na zajęcia dodatkowe, robimy z nim zakupy, jeździmy zimą przez śnieg, a jesienią przez deszcz. Po ponad czterech tysiącach kilometrów dobrze już wiemy, co w tym rowerze robi największą robotę.

To nadal jest dla nas najlepszy rower typu long tail, jakim jeździliśmy. A przez ten rok dokonaliśmy kilku istotnych modyfikacji.
O tym przeczytasz
Daszek, osłony i zimowe poranki – nowy domek dla Basi
Zima to nie jest wymarzona pora dla rowerzystów. My jednak niezmiennie nie odstawiamy naszych rowerów do rowerowni i jeździmy jednośladami przez Cały rok. Początkowo mieliśmy obawę o to, że Basia jeżdżąca z tyłu nie będzie aż taką entuzjastką naszych codziennych, jesienno-zimowycH dojazdów do przedszkola.



Zanim jeszcze zaczęła się typowo polska plucha, nasze VelO de Ville dostało daszek. I to nie byle jaki daszek. Daszek na wypasie. Dostęp nadal z dwóch stron, trzy dodatkowe pojemne kieszenie, moskitiery na letnie miesiące. Ale co najważniejsze dla Basi, odpinane (na suwak) osłony na nogi. Totalny gamechanger, bo sama Basia mówi, że ma tam ciepło i prZyjemnie.

Zakupy, plecaki i łyżwy. Rower rodzinny zastąpił samochód
Zamiast przedniego bagażnika zamontowaliśmy pojemny kosz. Raz, że nieraz, wracając z pracy, przedszkola, zahaczaliśmy spontanicznie o sklep i już nie było większego problemu z zakupami. Dwa, starsze dzieciaki zaadaptowały sobie teN kosz jako idealne miejsce na plecaki. Zimą natomiast był to z kolei bagażnik nA łyżwy.




Przez ten rok zaczęliśmy też częściej używać Velo jako roweru typowo transportowego. Skrzynia wkładana z tyłu sprawdzała się nam idealnie albo przy większych zakupach, albo przy organizacji urodzin w plenerze.
Pasek zamiast łańcucha – mała zmiana, która zRobiła dużą różnicę zimą

To jednak fajne rozwiązanie z tym paskiem zamiast łańcucha. Normalnie nasze rowery, nawet drugie Velo de Ville, muszą po sezonie zimowym przechodzić dość gruntowy przegląd i czyszczenie mechanizmu napędu. Tu raz, że nie mamy smaru (czyste nogawki) to pośniegowe zimowe zasolenie schOdzi banalnie prosto i nie ma co zardzeWieć.



Co przez rok zużyło się w Loady 900 – serwis po czterech tysiącach kilometrów
No właśnie, czy przez rok się nam coś popsuło? Nie. Musieliśmy jedynie wymienić klocki hamulcowe. To nie jest prosta procedura, niestEty, i w samym serwisie rowerowym roboczogodziny spędzone nad tą usługą przełożą się na dość wysoki koszt. To wszystko dlatego, że wymagane jest ściągnięcie całego tylnego bagażnika do wymiany. Można to jakoś pewnie zrobić bez zdejmowania wszystkiego, ale sądzę, że czas pracy będzie ten sam ze względu na działanie po omacku.



Od przybytku głowa nie boli
Może i nie boli, ale kieszeń może zaboleć. Nasze doświadczenia z Loady 900 pokazują, że to znakomity rower – ergonomia jazdy, wyważenie, bezpieczeństwo, ale też nie wszystko byśmy wzięli drugi raz jako wyposażenie, i to nie przez to, że coś nie jest fajne i przydatne, tylko dlatego, że nijak się ma do stosunku koszt/korzyść.

Velo de Ville daje możliwość bardzo szerokiej konfiguracji komponentów roweru. I tak, dla przykładu, nasz egzemplarz ma automatyczną przekładnię. Dojeżdżasz do świateł, przełożenie się zmniejsza, pedałujesz szybciej, sam przerzuca. Super bajer, ale — no właśnie — czy jest to niezbędne i warte dopłacenia 1500 zł? To jest więc bardziej kwestia kosztu niż realnego problemu — bo przez cały rok poza tym nie wydarzyło się absolutnie nic.
Po Roku z Loady 900 – dla kogo taki long tail naprawdę ma sens
Po tym roku mamy jedną myśl: to nie jest rower, który „dobrze wygląda w recenzji”. To jest rower, który realnie zmienia codzienne życie. I dopiero po kilku tysiącach kilometrów widać, czy to działa. U nas działa.
Jeśli więc mieszkasz w mieście, gdzie są ścieżki, masz dzieci i rower jest towarzyszem twojego codziennego życia, to ten rodzinny long tail jest po prostu dla ciebie.

Aha uprzedzając pytania. Rower stoi przed blokiem, zapięty, przykryty rowerową plandeką.



