Islandia – praktyczne wskazówki

Są takie miejsca na świecie, które są bardziej wymagające niż inne. Takie, do których trzeba dobrze się przygotować, zanim się je odwiedzi: opracować trasę, zaplanować sposób podróżowania, zabrać odpowiednie ubrania czy nawet pomyśleć o jadłospisie. Do takich miejsc bez wątpienia należy Islandia – jedno z najpiękniejszych, ale też jedno z najtrudniejszych miejsc na świecie.
 
Po dwóch podróżach na Islandię, w dwóch różnych porach roku, przygotowaliśmy dla Was kilka wskazówek, co powinniście przemyśleć, zanim wybierzecie się na tę baśniową wyspę. Zwłaszcza, jeśli zamierzacie zabrać tam maluchy.
 

 

Trasa

Najbardziej popularnym sposobem podróży po Islandii jest objechanie jej całej (wersja na ok. 2-3 tygodnie) albo krótkie jednodniowe wycieczki z okolic Reykjaviku, gdzie znajduje się większość najbardziej popularnych atrakcji, takich jak wodospad Selfoss i Skogar, gorąca rzeka Hveragerði, półwysep Snæfellsnes czy Park Narodowy Þingvellir z pierwszym na świecie parlamentem.
Odległości pomiędzy miastami są spore (więcej informacji http://przegladislandzki.pl/porady/114-odleglosci-drogowe-w-islandii-pomiedzy-miastami), dlatego też warto wcześniej wiedzieć, co chcemy zobaczyć, jak długo będziemy się przemieszczać i czy po drodze spotkamy jakąś stację benzynową.
 

 

Pora roku

Choć tzw. wysoki sezon turystyczny przypada na lipiec i sierpień (wtedy jest tam najcieplej), Islandię można odwiedzać przez cały rok. Pierwsza nasza wyprawa z 11-miesięczną Manią była w maju, druga – już we czwórkę z Jaśkiem, w listopadzie. W maju mieliśmy pogodę wprost wymarzoną: przez całe 2 tygodnie nie spadła ani jedna kropla deszczu, w listopadzie – pogoda była już bardzo zmienna: spotkał nas zarówno przejściowy deszcz i deszcz ze śniegiem, utrzymujące się przez kilka dni pełne słońce, wichura, a nawet kilkugodzinny wielki sztorm.
 
Latem będziemy mogli cieszyć się niesamowitymi białymi nocami (w maju zmrok zapada grubo po 23.00), zimą – jeśli akurat warunki pogodowe będą sprzyjać, doświadczymy zjawiskowej zorzy polarnej (niestety nie byliśmy tymi szczęściarzami).
 
Jedyną stałą na Islandii, o którą nie musimy się martwić, że jej doświadczymy jest wiatr. O każdej porze dnia i nocy, latem, zimą, wiosną czy jesienią na pewno będziemy mieć do czynienia z największym na świecie wiatrem.  Takim, co czasem przenika do szpiku kości, nie pozwala zrobić kroku lub otworzyć drzwi od samochodu.
 

 

Sposób podróżowania

Najbardziej popularnym sposobem przemieszczania się po wyspie jest samochód. Na Islandii działa bardzo dużo różnych wypożyczalni, które oferują mnóstwo różnego rodzaju aut. My dwukrotnie już skorzystaliśmy z oferty Icepol, firmy założonej i prowadzonej przez Polaków. W maju przejechaliśmy całą Islandię zwykłą osobówką (Honda Accord), ostatnio – ponieważ na Islandii panowała już zima – zdecydowaliśmy się na samochód terenowy z napędem 4×4. Była to bardzo dobra decyzja: wiele szutrowych dróg pokrytych było śniegiem, w nierównościach stała woda i ciężko byłoby tam przejechać zwykłym autem.
 
Są jeszcze przesłodkie busiki Happy Campers, w których można też spać i wypożyczalnia od prywatnych osób carrenters.is. O tej ostatniej są jednak skrajne opinie.
 

 

Ubranie

Pewnie znacie to skandynawskie powiedzenie: Nie ma złej pogody, jest tylko nieodpowiednio dobrane ubranie, prawda? Na Islandii sprawdzi się ono w 100%. Niezależnie od pory roku, pogody i aktualnej temperatury na wyspę trzeba wziąć ze sobą jeden obowiązkowy zestaw ubrań, który zakładamy na tzw. cebulkę. Jeśli jest zimno, wkładamy wszystko, jeśli jest cieplej, po prostu część zostawiamy w plecaku.
 
 
Warstwa przeciwdeszczowa – najlepiej cały zestaw: spodnie, kurtka, buty (dzieci) lub obowiązkowo kurtka u dorosłych. Deszcz może nas spotkać zawsze i wszędzie, nawet jak właśnie świeci piękne słońce, to za chwilę pogoda może zmienić się o 180 stopni. U dzieciaków świetnie nam się sprawdzają kurtki fińskiej marki Reima (generalnie Reima jest mistrzem w ubraniach outdoorowych dla dzieci), my mamy kurtki z turystycznych sieciówek.
 
Warstwa wiatroszczelna – wiatr jest wszechobecny, wieje nawet w pełnym słońcu. Dla siebie i dla dzieciaków zabieramy zawsze ubrania typy soft shell – są lekkie, uniwersalne i nie zajmują dużo miejsca w bagażu. W tym roku jednak postanowiliśmy sprawdzić jedną z najbardziej znanych islandzkich marek Icewear i zabraliśmy w podróż ich kultowe wełniane swetry. I wiecie, co? Jesteśmy totalnie zachwyceni – te swetry są niesamowicie ciepłe, wiatroszczelne i oddychają. No i do tego jak wyglądają! 🙂
 
 
Buty trekkingowe Islandia to przede wszystkim przyroda i aktywne spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Dlatego też musimy mieć superwygodne i dostosowane do różnych warunków pogodowych buty: oddychające, nieprzemakalne i z grubą elsastyczną podeszwą, która pozwoli nam na wędrówki po zróżnicowanym podłożu: kamieniach, błocie, piachu, itd. My mamy lekkie buty Regatty, naszym dzieciakom zabieramy sprawdzone zimowe wodoodporne buty polskiej marki Mrugała albo kanadyjskiej Kamik.
 
 
Czapka i rękawiczki – przydadzą się nawet w lecie, kiedy nagle załamie się pogoda i temperatura spadnie o kilkanaście stopni. Oczywiście Mario nie zabrał ze sobą drugi raz rękawiczek na Islandię :-).
 
Kostium kąpielowy i ręcznik – w każdej, nawet najmniejszej miejscowości jest basen na świeżym powietrzu z gorącą wodą pochodzącą z wód termalnych (są otwarte okrągły rok), mnóstwo jest również miejsc z gorącymi źródłami, w których można się kąpać.
 
Taki zestaw ubrań warto kompletować sobie przez cały rok: kupować w czasie wyprzedaży sezonowych, polować na promocje i specjalne okazje. Ubrania te idealnie sprawdzą się na każdej szerokości geograficznej (no może oprócz równika), podczas spacerów w parku czy lesie. Wodoodporne, wiatroszczelne i oddychające ubrania polecamy przede wszystkim dzieciakom: będą mogły spędzać czas na dworze niezależnie od pogody, a my rodzice nie będziemy się martwić o przemoknięcia czy przewiania podczas zabawy.
 

Jedzenie

Islandia to jeden z najdroższych krajów w Europie. Bochenek chleba kosztuje od 10 do nawet 40 zł, litr mleka 6 zł, kilogram pomidorów 12 zł, a kilogram piersi z kurczaka 65 zł. Za obiad w przeciętnej islandzkiej restauracji dla 2+2 zapłacimy od 250 zł w górę. Dlatego też, jeśli nie chcemy wydać na jedzenie fortuny, warto wcześniej opracować sobie większość naszego jadłospisu i wiedzieć, w jakich sklepach robić zakupy. Najtańszą siecią supermarketów, znajdującą się w niemal wszystkich większych miejscowościach na wyspie jest Bonus – taki odpowiednik naszej Biedronki, tylko z cenami dwu- lub trzykrotnie wyższymi. Omijajmy małe osiedlowe lub wiejskie sklepiki (tam ceny są jeszcze wyższe), róbmy zakupy na kilka dni i nie kupujmy na ostatnią chwilę. Sprawdźmy też wcześniej godziny otwarcia i zamknięcia sklepów – możemy się naprawdę zdziwić.
 

Noclegi

Dobra informacja dla wszystkich lubiących spać pod gołym niebem: na Islandii można rozbić namiot gdziekolwiek, trzeba zachować tylko dystans ok. 150 metrów od najbliższych zabudowań. Mnóstwo jest też ogólnodostępnych i stosunkowo tanich pól kempingowych, czynnych od połowy maja do końca października, z dostępem do bieżącej wody i elektryczności. Podczas naszej pierwszej podróży po Islandii kilkukrotnie z nich korzystaliśmy. I o ile czasem była to prawdziwa przyjemność, jak na przykład pod ogromnym wodospadem w Skogar na południu wyspy, to czasem przegrywaliśmy nierówną walkę z warunkami pogodowymi: porywistym wiatrem, który uniemożliwiał nam rozłożenie namiotu, czy śniegiem, który właśnie postanowił jeszcze zasypać majową Islandię.
 
Poza polami kempingowymi jest całkiem dużo różnego rodzaju hoteli, hosteli i gesthousów, całkiem dobrze rozwinięta jest też sieć CASAMUNDO, z której korzystaliśmy ostatnio, mieszkając w najpiękniejszym domku świata pod Akranes.
 
Po naszych różnorodnych islandzkich doświadczeniach wiemy, że podczas pierwszej rodzinnej podróży na Islandię sprawdzi się najlepiej opcja stacjonarna, czyli wynajęcie mieszkania lub domu na kilka dni, by stamtąd robić krótkie wycieczki po okolicy. Spanie pod namiotem też jest piękne i jest doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju, ale nie zapewni nam tak potrzebnego komfortu, zwłaszcza na początku naszego wyspiarskiego doświadczenia. I nie mówimy tutaj o wygodzie czy ułatwieniach związanych ze spaniem w domu. Mówimy o komforcie psychicznym, dzięki któremu nie musimy się martwić o to, czy podstawowe potrzeby naszych dzieci będą zaspokojone: czy porywisty wiatr nie porwie nam tropiku, czy deszcz nie zaleje plecaków a nasze maluchy nie zmarzną. Namiot świetnie się sprawdzi latem, wiosną, jesienią i zimą – mimo że temperatury na Islandii nie należą do najniższych – dużo lepszym rozwiązaniem jest dom.
 
Partnerem naszego wyjazdu na Islandię było CASAMUNDO.
 
 

18 komentarzy

Roksana 13 listopada, 2017 - 22:18
Total miłość. Dziękuję i już planuję <3
Paulina Wróblewska 13 listopada, 2017 - 09:07
Ania Gierula, coś dla nas
Ania Gierula 13 listopada, 2017 - 11:44
ooo na pewno się przyda :) tak, trzeba już coś myśleć i realizować te nasze marzenia :) ❤️
Ania Gierula 13 listopada, 2017 - 11:47
już widzę oczami wyobraźni całą moją rodzinę w tych nordyckich sweterkach :)
Paulina Wróblewska 13 listopada, 2017 - 12:04
Ja wszystko już widzę w głowie
Our little adventures 13 listopada, 2017 - 12:37
Trzeba zdecydowanie realizować marzenia. Jak dużą ekipą chcecie polecieć? Bo chyba dużą sądząc po rozmowie.
Paulina Wróblewska 13 listopada, 2017 - 12:38
8 osób 4 rodziców + 4 dzieci.
Our little adventures 13 listopada, 2017 - 13:21
To chyba dobrym pomysłem jest jednak opcja stacjonarna w dwóch trzech miejscach. Na taką ilość osób wydaje się, też, że powinniście poszukać jednak domu do wynajęcia, ale to zależy od tego co chcecie robić i jak robić :-)
Ania Gierula 13 listopada, 2017 - 14:14
wszystko kwestią przemyślenia i obgadania. Patrząc na ceny domów mam ochotę wskoczyć pod namiot - poza tym dzieci już nie takie malutkie a spanie pod namiotem to wielka frajda :) ale nie wykluczam opcji stacjonarnej ....
Our little adventures 13 listopada, 2017 - 15:49
No to jak namiot to tylko lato wchodzi w grę i to z doświadczenia piszemy.
Paulina Wróblewska 13 listopada, 2017 - 17:18
My tak na przełomie lipca i sierpnia właśnie.
Ania Gierula 13 listopada, 2017 - 19:18
raczej lato :)
Our little adventures 13 listopada, 2017 - 19:31
My się w maju wyrwaliśmy pod namiot za pierwszym razem i się lekko zdziwiliśmy.
Kinga Koziel 13 listopada, 2017 - 08:35
Sebastián jedziemy ?
Joanna Pichini 13 listopada, 2017 - 08:16
P.S. No i te swetry
Mario Zet 13 listopada, 2017 - 08:17
Ja byłem mało pozytywnie nastawiony do swetra w jodełkę :-), ale są genialne, ciepłe, nic nie wieje, po prostu szok. Mógłbym go nie zdejmować szczerze mówiąc.
Joanna Pichini 13 listopada, 2017 - 13:50
Mario Zet ale wygladasz w nim super! Nie zdejmuj!
Joanna Pichini 13 listopada, 2017 - 08:15
Piękne zdjęcia i bardzo przydatne informacje❤️Lecimy
Add Comment