Zagroda Kuwasy i nasza najtrudniejsza wyprawa - Our Little Adventures

Zagroda Kuwasy i nasza najtrudniejsza wyprawa

Zagroda Kuwasy wydawała się nam miejscem, które spełnia nasze wszystkie oczekiwania. Tym razem chcieliśmy, żeby było blisko. W końcu była to pierwsza dłuższa podróż Jasia. Żeby była cisza, spokój, najlepiej brak zasięgu telefonicznego, innych ludzi. Taki czas tylko dla naszej czwórki, a w zasadzie piątki, bo tym razem zdecydowaliśmy się zabrać Makarona.

Zastanawialiśmy się nad Warmią i Mazurami. Ile tam jest pięknych miejsc! – już planujemy, gdzie wybierzemy się następnym razem. Ostatecznie wybraliśmy Podlasie i Biebrzański Park Narodowy. Naszą miejscówkę, wyszperaliśmy tu.

Na miejscu okazało się, że dostaliśmy wszystko to, czego szukaliśmy, Mario nawet dostał kurtkę, której zapomniał zabrać:-). W Zagrodzie byliśmy jedynymi gośćmi, prawdziwe tłumy miały przyjechać dopiero na Wielkanoc (my przezornie wybraliśmy się tam 2 dni wcześniej).

Zagroda Kuwasy i jej mieszkańcy

Mieszkańcy Zagrody Kuwasy –  niezwykle serdeczni właściciele, pies Trampek, suczka Fretka i kilka różnobarwnych kotów – towarzyszyli nam przy posiłkach, opowiadając o historii miejsca i o tym, co można zobaczyć dookoła. Marianka najbardziej cieszyła się z możliwości bliskiego kontaktu z kotami (Makaron trochę mniej :-)), co niejednokrotnie kończyło się dla niej niemałym zaskoczeniem (koty drapią!). Równie dużo emocji wywołały konie i kozy, do których można było podejść i się z nimi zapoznać. Makaron biegał jak szalony wokół wybiegu dla kóz, Mania natomiast wyraźnie była przestraszona wielkością koni (Toń! Boję się tonia! :-)).

Dolina Biebrzy

Dolina Biebrzy zachwyciła nas przede wszystkim kompletną ciszą i całkowitym o tej porze roku brakiem turystów. Podczas naszej wycieczki wzdłuż Czerwonych Bagien spotkaliśmy zaledwie jedną rodzinę z dziećmi i jedną parę, równie niespiesznie jak my spacerujących wyludnionymi leśnymi ścieżkami. Cały dzień spędziliśmy na leniuchowaniu, spokojnych spacerach po Parku i zabawie z kuwasowymi zwierzakami.

Opuszczamy nagle Zagrodę Kuwasy

Kolejny dzień miał być podobny – mieliśmy ruszyć na oglądanie gęsi. Jednak stało się zupełnie inaczej. Wieczorem Jasiek zaczął nam pokasływać. Niby nic groźnego, lekki kaszel podobny do kichnięcia, który miał już wcześniej. Lekarze nam mówili, że to reakcja na suche powietrze w ogrzewanych pomieszczeniach – przed wyjazdem poszliśmy profilaktycznie do przychodni, zważywszy, że Marianka przechodziła zapalenie oskrzeli. Tamtej nocy kaszel przybrał na sile. Zaniepokoiło nas to na tyle, że zdecydowaliśmy na szybki powrót.

Tego samego dnia trafiliśmy z Jasiem do szpitala. Lekarze uznali, że będzie to najlepsze wyjście, zważywszy na wiek naszego synka. Na szczęście szpital znajdował się w Makowie Mazowieckim, gdzie przyjechaliśmy do domu Mamy Mario na Święta. Mieliśmy zatem ten komfort, że Mania, jak i nasz Makaron, mieli opiekę.

Nie zawsze jest tak jak planujemy

Kolejny tydzień spędziliśmy w szpitalu, na zmianę opiekując się chorym Jasiem. To był najdłuższy tydzień w naszym życiu. Był też to tydzień najtrudniejszy. Taki, po którym czujesz, że jesteś chyba jeszcze bardziej dorosły. Że już nic nie będzie takie samo. Przeraźliwy strach o zdrowie Jasia mieszał się z ogromną troską o Manię, o to, żeby czuła się w tym czasie jeszcze bardziej kochana i zauważona, niż kiedykolwiek wcześniej.

Jacy jesteśmy po tym tygodniu? Na pewno Mania zbudowała z Tatą jeszcze silniejszą więź, niż miała do tej pory. Na pewno Mama musi nauczyć sobie z tym radzić, ciesząc się z tej nowej relacji, jednocześnie nie zaniedbując swojej, matczynej.  Na pewno Babcia i Prababcia poczuły, jak to jest mieć aktywną i pełną energii dwulatkę na co dzień. I jak to jest, gdy po tak intensywnym czasie bycia razem ta rozbrykana dwulatka wyjeżdża, zostawiając mnóstwo radości i łez na ich wspomnienie <3.

No i Makaron też chyba zrozumiał, że czasem trzeba zejść na dalszy plan, by móc co jakiś czas powracać na ten pierwszy.

Nigdy tak bardzo nie czuliśmy, że jesteśmy razem. Tak naprawdę razem. Na dobre i na to nie najlepsze. To się chyba nazywa Rodzina. Rodzina podróżników, choć nie zawsze to my wybieramy dokąd pojedziemy.

Related posts

5 rzeczy, które robimy przed każdą podróżą z dziećmi

Nasza lista marzeń, czyli #bucketlist Our Little Adventures

Wyjazd z psem za granicę – przeprowadzka do Tajlandii

7 komentarzy

Agnieszka Piotrowska 6 kwietnia, 2016 - 19:24
Dzięki za miłe słowa o naszej Zagroda Kuwasy ! I pozdrowienia dla dzieci, no i żeby nie wycinały Wam już takich numerów jak Jaś.
Our little adventures 6 kwietnia, 2016 - 19:26
Obiecały, że już nie będą :-)
Katarzyna Grudzień 6 kwietnia, 2016 - 13:12
Uwielbiam wasze opowieści! Aczkolwiek po trzech miesiącach spędzonych w szpitalu z Olem nie wzrusza mnie wasz tydzień (żarcik) zdrowi bądźcie i podróżujcie sobie gdzie was oczy i dusza poniesie! Buźka!
Notsofar.pl 6 kwietnia, 2016 - 09:34
Jesteście dzielni! W rodzinie siła;) Cieszymy się, że skorzystaliście z jednego z naszych poleceń dla Fathers.
Our little adventures 6 kwietnia, 2016 - 09:45
:)
Kasia Adamczyk-Tomiak 6 kwietnia, 2016 - 08:54
Marta Szymańska-Leszczyńska 6 kwietnia, 2016 - 07:59
Buziaki dla dzielnych rodziców i dzieci no i psa :)
Add Comment