Jeden model wychowania dzieci? Rodzicielskie przygody z całego świata

by Karo

Problemy, z jakimi mierzą się rodzice na całym świecie są takie same. Znajdziemy wśród nich ząbkowanie, odpieluchowanie, usypianie czy rozszerzanie diety. Jest też nauka radzenia sobie z emocjami, nauka samodzielności czy rozwiązywanie konfliktów. Czy istnieje zatem jeden model wychowania dzieci? Oczywiście, że nie! Jak pokazują nam nasze podróże, rodzicielskie przygody mogą wyglądać w bardzo różny sposób.

  • Czemu Argentyńczycy przesiadują z maluchami do późna w restauracjach?
  • Czy dieta małych Francuzów jest lepsza od posiłków maluchów z Indii?
  • Dlaczego w Kenii w ogóle nie używa się wózków?
  • Co sprawia, że mali Duńczycy są najszczęśliwszymi dziećmi na świecie?
  • I wreszcie, dlaczego niemieckie dzieci są tak samodzielne?

Zapraszamy Was w podróż po rodzicielskich przygodach z całego świata. A pomogą nam w tym książki napisane przez rodziców.

Achtung Baby, Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci, Wydawnictwo Mamania
Achtung Baby, Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci, Wydawnictwo Mamania

DLACZEGO NIEMIECKIE DZIECI SĄ TAK SAMODZIELNE? CZYLI JAK ODKRYŁAM, ŻE NIE ISTNIEJE JEDEN MODEL WYCHOWANIA DZIECI

Rodzicielskie przygody z całego świata zaczynamy od Niemiec. Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki trochę jak pies do jeża. Od zawsze moim ideałem wychowania i podejścia do dzieci była przecież Skandynawia. Czy „niemiecki model rodzicielstwa” (jeśli coś takiego w ogóle istnieje) mógłby mnie czymś zaskoczyć?

Jednak po przeczytaniu reportażu Sary Zaske, „Achtung, Baby. Dlaczego niemieckie dzieci są tak samodzielne” (wydawnictwo Mamania), zmieniłam zdanie. Zgadzam się niemal z każdą tezą z tej książki.

Rodzice mają prawo się mylić

Po pierwsze, prawo do popełniania błędów przez rodziców, zwłaszcza matki. Nie istnieje nic takiego, jak jeden model wychowania dzieci. Nie ma też rodzica, który wie wszystko najlepiej. W Berlinie promuje się rodzicielstwo oparte na własnej intuicji, wsłuchiwanie się zarówno w potrzeby dziecka, jak i swoje, przy życzliwym wsparciu specjalistów wokół.

Nauka samodzielności

Po drugie, dzieci uczone są samodzielności już od pierwszych dni życia. Niemcy wierzą, że nie ma niczego złego w wysłaniu roczniaka do żłobka. Dzieci potrzebują kontaktu z obecnymi emocjonalnie opiekunami, z którymi mogą nawiązać bezpieczną więź. A wśród tych opiekunów, poza rodzicami, mogą się znaleźć także pracownicy żłobka czy przedszkola.

W przedszkolu… dzieci się po prostu bawią!

Po trzecie, przedszkole to etap przygotowania dziecka do pójścia do szkoły, nie nauki samej w sobie. Przedszkolaki przede powinny nabywać tam kompetencji, takich jak ciekawość świata. Jednocześnie powinny nauczyć się, że popełniają błędy i że te błędy są po to, by móc z nich wyciągnąć wnioski. To bardzo ważny krok  do wyzwolenia w dziecku chęci motywacji do nauki.

Trwa nie będzie rosła szybciej, jeśli ją pociągniesz

Kolejna ważna rzecz, której nauczyłam się z „Achtung, baby!” to „Trwa nie będzie rosła szybciej, jeśli ją pociągniesz”. Niemożliwe jest przepchnięcie dziecka na kolejny etap rozwoju, dopóki ono samo nie jest na to gotowe. Rozwój po prostu następuje, nie da się go ani przyspieszyć, ani zatrzymać. Można jedynie stwarzać dziecku optymalne warunki do wzrostu. Podsumowując, jeśli miałby istnieć jeden model wychowania dzieci w berlińskich przedszkolach, to wspólnym mianownikiem byłoby „nic na siłę”.

Szkoła to nie tylko nauka liter i cyfr

Dodatkowo, szkoła nie jest tylko od nauki liczenia i pisania. Równie ważne są kompetencje społeczne. Dzieci muszą nauczyć się, jak być odpowiedzialnymi osobami, myślącymi także o innych.

Zaufanie do dzieci to podstawa

Następna rzecz, z którą zgadzam się w 100% to promowanie zaufania do dzieci i ich możliwości, m.in. na placu zabaw. Jak twierdzą niemieccy badacze ryzyka, prawdziwe przygody nie muszą być spektakularne. Muszą za to wyzwalać w dziecku inicjatywę, branie odpowiedzialności za siebie, uzmysławiać potencjalną porażkę i wolę do przyjęcia każdej możliwej konsekwencji.

Dlatego też to właśnie naturalne, niewyłożone tartanem place zabaw są dla dzieci najlepsze. Zapewniają przestrzeń do wypróbowania swoich umiejętności i podejmowania ryzyka, dzięki czemu dziecko orientuje się, co może robić bezpiecznie.

Uważaj, bo spadniesz? Nie w Berlinie!

Co więcej, niemieccy rodzice nie towarzyszą na placach zabaw swoim kilkuletnim dzieciom non stop. Siedzą po prostu na ławce, czytając książkę albo swobodnie gawędząc z innymi rodzicami. Na maluchy zerkają tylko od czasu do czasu. Nie mówią „uważaj, bo spadniesz”, „nie wolno”, „to za wysoko”. Uważają, że dziecko samo potrafi ocenić niebezpieczeństwo.

Dziecko samo idzie do sklepu – czy to bezpieczne?

Podobnie jest z nauką niezależności i decydowania o sobie, a więc m.in. z chodzeniem do pobliskiego sklepu czy jazdą na rowerze do szkoły. W Berlinie można spotkać całe wycieczki kilkulatków, które samodzielnie pokonują znane od małego trasy. Rodzice po prostu wierzą, że dziecko  jest na tyle kompetentne, że można mu zaufać.

Zapytacie zaraz, no dobrze… a co z porywaczami dzieci, pedofilami czy całym mnóstwem czyhających niebezpieczeństw?

Czy moje dziecko nie zaginie?

Jeśli popatrzymy na polskie statystyki zaginięć dzieci, okazuje się, że co roku ginie w Polsce ok. 7 tys. dzieci (dane za Fundacją ITAKA). Większą część zaginięć stanowi młodzież w wieku 14-17 lat. Głównym powodem zaginięć tych młodych osób były celowe ucieczki z domów rodzinnych, domów dziecka i różnego rodzaju placówek opiekuńczo-wychowawczych. Nie zaś porwania czy próby gwałtu. Wyzwanie zatem polega na tym, by nauczyć dzieci świadomości niebezpieczeństw bez wystraszania ich.

Książkę można kupić TU.

RODZICIELSKIE PRZYGODY Z CAŁEGO ŚWIATA, CZYLI ZNOWU: JEDEN MODEL WYCHOWANIA DZIECI PO PROSTU NIE ISTNIEJE!

Jedna z najlepiej napisanych książek o rodzicielstwie, jakie ostatnio czytałam. To właśnie po lekturze reportażu „Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci. Rodzicielskie przygody z całego świata” Mei Ling Hopgood (wydawnictwo Mamania) wreszcie dotarło do mnie, że naprawdę nie istnieje jeden model wychowania dzieci. Nie ma też lepszych, ani gorszych. Wszystko zależy od tego, w jakiej kulturze wyrośliśmy i jakie wartości (i dlaczego) są dla nas ważne.

Argentyńskie nocne marki

Mei-Ling Hopgood, świeżo upieczona amerykańska mama, przeprowadza się do Buenos Aires. Pierwsze, co jej się rzuca w oczy, to różnica pomiędzy USA a Ameryką Południową w wychowaniu i zajmowaniu się dziećmi.

Dzieci towarzyszą Agentyńczykom niemal cały czas! Nie dość, że zabierają maluchy do restauracji (nawet tych z gwiazdkami Michelin), to jeszcze pozwalają bawić się im do późna w nocy. W dodatku nikomu to w ogóle nie przeszkadza! Kelnerzy są mili, goście w restauracji nawet nie zwracają na dzieci uwagi. Wręcz przeciwnie – uśmiechają się do nich, zagadują i pytają, czy w czymś nie pomóc…

Tzw. dobro dziecka i jedynie słuszny model wychowania

Czy rzeczywiście jest to korzystne dla rozwoju dziecka? Dlaczego maluchy nie mają potem problemu z zasypianiem? I w dodatku, wyglądają na wypoczęte, radosne i pełne energii?

Kierowana dziennikarską dociekliwością Hopgood postanawia sprawdzić, jak wygląda rodzicielstwo w różnych krajach i na różnych kontynentach. Rozpoczyna podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie nurtujące rodziców na całym świecie: czy istnieje jedynie słuszny jeden model wychowania dziecka? Jeśli nie, to czy moglibyśmy wziąć z tych różnych modeli to, co najlepsze i spróbować wszystko trochę posklejać?

Wybrałam dla Was najciekawsze – moim zdaniem – przykłady różnego podejścia do dzieci. Więcej znajdziecie TU.

Chińskie dzieci bez pieluchy już od 6. miesiąca

W jakim wieku Wasze dzieci przestały nosić pieluchy? Nasza Mania miała około 20 miesięcy. Jasiek potrzebował trochę więcej czasu – ok. 26 miesiąca był już gotowy. A mali Chińczycy? Pozbywają się pieluch w wieku 6 miesięcy!

Trening czystości przebiega w Chinach zupełnie inaczej niż w Europie czy USA. Dzieci od małego przyzwyczajane są do chodzenia bez pieluszki. Chińskie rodziny (rodzice, dziadkowie i całe otoczenie) uważnie obserwują maluchy, wsłuchując się w ich potrzeby.

Jak przebiega trening czystości w Chinach?

Kiedy tylko dzieci są w stanie samodzielnie siedzieć (ok. 6 miesiąca) rodzice zaczynają je wybudzać i trzymać nad nocnikiem, cicho pogwizdując. Czynność ta jest cierpliwie powtarzana aż maluszki, niczym pies Pawłowa, instynktownie zaczynają siusiać lub robić kupę, kiedy tylko słyszą ten dźwięk.

Dodatkowo, kiedy chińskie maluchy są już trochę większe i samodzielnie chodzą, dochodzi jeszcze jeden element. Są nim specjalne spodenki, tzw. kaidangku, które rozchylają się wzdłuż szwu na pupie, kiedy maluch kuca. W ten sposób dzieci mogą się załatwić w zasadzie wszędzie, nie brudząc spodenek ani bielizny.

W Chinach nie jest znana teoria, że dopiero ok. 18 miesiąca życia dziecko jest w stanie nauczyć się rozpoznawać i kontrolować swoje potrzeby fizjologiczne. Tam półtoraroczne dzieci po prostu już korzystają z nocników!

Czy wszyscy używają wózków?

W świecie zachodnim przyzwyczailiśmy się, że kompletowanie wyprawki noworodka zaczynamy od wyboru wózka. Sprawdzamy zawieszenie, rodzaj kół, materiał, z jakiego jest wykonany, czy się łatwo prowadzi. I co najważniejsze, czy zmieści się w naszym bagażniku samochodowym.

Co zrobić jednak w kraju, w którym chodniki są rzadkością a przeciętna rodzina nie używa w ogóle samochodu?

Chustowanie w Kenii, Peru i Korei – różne modele wychowania

Wystarczy wybrać się w górskie rejony Peru, do tajskich, koreańskich czy brazylijskich wiosek, by samemu przekonać się, że wózki są tam po prostu niepotrzebne.

Podobnie jest w Kenii. Kenijki od zawsze noszą dzieci w leso, kolorowych chustach. To nie tylko część ich dziedzictwa kulturowego, ale i konieczność w kraju, w którym infrastruktura drogowa wygląda zupełnie inaczej niż w krajach rozwiniętych. Ulice są pełne dziur, na drogach jest zbyt dużo ludzi. Kierowcy nie uważają na pieszych i rowerzystów. Wożenie dziecka w wózku byłoby po prostu głupotą.

Poza tym w wielu rejonach świata rodzice wierzą w coś jeszcze. Są przekonani, że chusty pozwalają nawiązać z dzieckiem zupełnie innego rodzaju więź niż ma to miejsce w przypadku „sztucznego” – ich zdaniem – rozdzielenia w wózku.

Po raz kolejny: nie ma czegoś takiego, jak jeden model wychowania dzieci!

To, do czego jesteśmy przyzwyczajeni i uważamy za standard, wcale takie być nie musi gdzieś indziej. Jeden model wychowania i zajmowania się dzieckiem? Po raz kolejny okazuje się, że to jedno wielkie kłamstwo.

Książkę można kupić TU.

Francuzi, mali smakosze. Duńczycy, najszczęśliwsze dzieci świata

Dodatkowo, jeśli zainteresowały Was różne modele wychowania dzieci, polecam dwie książki: „Duński przepis na szczęście. Najskuteczniejsza filozofia wychowania” Jessiki Alexander i Iben Sanhal oraz „W Paryżu dzieci nie grymaszą. Amerykańska mama odkrywa tajniki francuskiego wychowania” Pameli Druckerman.

Obie książki czyta się z zapartym tchem, nie mogąc się nadziwić, że w zasadzie francuskie i duńskie metody można z łatwością wprowadzić w życie :). Wystarczy tylko spojrzeć na nasz model wychowania dzieci trochę szerzej.

A jak to jest u Was? Korzystacie z jakiś poradników, czy opieracie się tylko na własnej intuicji? Podzielcie się w komentarzach! 🙂

*************************************

Dołącz do nas!

⇒ Zapraszamy do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi. Zarażamy w niej energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami.

⇒ Będzie nam bardzo miło, jeśli polubisz nasz profil Our Little Adventures na Facebooku i będziesz obserwować nas na Instagramie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.