Na pierwszy rzut oka okolica w pobliżu naszego noclegu nie wyglądała zbyt dobrze, ale już przyzwyczailiśmy się do tego, żeby nie oceniać książki po okładce. Camaguey, jest inne, jest kręte, jest gorące.
Po Hawanie i Trynidadzie myśleliśmy, że już wiemy czym jest Kuba.
O tym przeczytasz
Co zobaczyć w Camagüey w jeden dzień
Naszą przygodę z Camaguey rozpoczęliśmy od obejrzenia kościoła na Plaza del Carmen. Po 15 minutach spaceru, a wcześniej 4 godzinach podróży zgłodnieliśmy. Przewodnik polecił paladar El Califfo, jedzenie dobre, pusto i chłodno w środku. Po raz pierwszy w moim menu nie znalazły się owoce morza. Zjedli, popili to czas ruszać dalej bo jest co oglądać w Camaguey. Kolejnym na naszej drodze był Inglesia Catedral de Camaguey, z którego wieży rozciąga się widok na panoramę miasta. W zasadzie każdy z kościołów znajduje się obok jakiegoś placu. Większość świątyń jest jednak w renowacji i są zamknięte. Nam udało się jedynie zajrzeć do La Iglesia de la Soledad.


Bilety autobusowe Viazul i transport w Camagüey
Nauczeni doświadczeniem z Trynidadu postanowiliśmy pojechać na dworzec Viazul żeby kupić bilety na 13:20 na następny dzień do Santiago de Cuba. Zobaczyliśmy na mapie, że to dłuższa wycieczka, więc złapaliśmy bicitaxi. Po drodze jednak postanowiliśmy zajrzeć na największy targ na Kubie – Marcado Agropecuario, ale o tej godzinie okazał się już zamknięty na cztery spusty, choć przewodnik sugerował, że o tej godzinie (koło 15:30) powinien być otwarty. Dojechaliśmy na dworzec (3CUC), od razu zaatakowali nas nagbaywacze oferując bilety do Santiago niejednokrotnie taniej niż autobus.



Na samym dworcu okazało się, że autobus jest „przelotowy” i biletów nie można kupić. Wychodząc z dworca znowu przeżyliśmy atak, ale kilka metrów za drzwiami już był spokój. Złapaliśmy sobie ponownie bicitaxi. Po drodze udało mi się jakimś cudem zniszczyć plecak, wkręcił się w oś roweru. Na szczęście bardzo mocno walczyłem, żeby nie zmieliło nam aparatu wraz z plecakiem, walkę wygrałem, plecak wylądował w koszu :-(. Kolejnym przystankiem był Plaza de la Revolucion. Jak się można było spodziewać jest on poświęcony wyzwolicielom narodu. Na samym środku tego największego placu na Kubie można zobaczyć monument, na którym znajdziemy główne wydarzenia z walki o wyzwolenie spod jarzma USA.
Najtańsze lody na Kubie
Podczas tego naszego szwendania Karoli udało się zauważyć, że z małej uliczki wychodzą ludzie z lodami. Poszliśmy upolować sobie po jednym rożku. Okazało się to wcale nie łatwe bo lody sprzedawali w domu z kubełka na farbę (tak wyglądał). Płaciliśmy za nie w CUP, dokładnie 5 CUP, bajecznie śmieszne pieniądze. W przeliczeniu na złotówki to jakieś części grosza. To najtańsze lody na świecie.

Jedno popołudnie w Camagüey
Camagüey nie zrobiło na nas efektu „wow”. Po Hawanie i Trynidadzie nawet trochę się zastanawialiśmy, o co właściwie chodzi z tym miastem.
I dopiero po kilku godzinach zrozumieliśmy.
Tu nie chodzi o zabytki ani o miejsca z przewodnika. To było pierwsze miasto na Kubie, w którym mieliśmy wrażenie, że jesteśmy po prostu w czyimś codziennym życiu. Ludzie siedzący na placach, dzieci biegające między domami, kolejka po lody sprzedawane z czyjegoś okna.
Gdybyśmy drugi raz planowali trasę po Kubie, dalej byśmy się tu zatrzymali. Nie na długo, jeden dzień w zupełności wystarczy. Ale właśnie po to, żeby zobaczyć jak ta wyspa naprawdę wygląda między „atrakcjami”.



