Główna » Główny Szlak Gór Świętokrzyskich – wyprawa ojca z synem

Główny Szlak Gór Świętokrzyskich – wyprawa ojca z synem

by Mario

Mając trójkę dzieci ciężko jest być na 100% z każdym. Dlatego z Karolą postanowiliśmy, że będziemy wydzielać takie małe chwile tylko dla jednego dziecka. Każde z nas, na zmianę, będzie robić coś z jednym dzieckiem. Tak żeby właśnie chociaż przez krótki czas być tylko dla niego/niej.

Pomysł na wyprawę ojca z synem rodził się w bólach. Chciałem z Jasiem spędzić więcej niż kilka godzin, zrobić coś wyjątkowego, coś czego nie robiliśmy razem – rodzinnie. Szybko odpadły kajaki, wycieczki rowerowe, kolejki wąskotorowe itd. Tu muszę Wam nadmienić, że Jasio to “fighter”, rzadko kiedy się poddaje. Tam gdzie Mania już narzeka, że ją coś boli, Jasio prze do przodu.

A może w “góry” – Główny Szlak Gór Świętokrzyskich

Góry, to jest pomysł! Ale góry z dzieckiem musza mieć jakiś cel, motywację i przygodę. Nie mogą też zrazić młodego, czyli wykończyć go na tyle, że nie będzie miał siły i chęci do nich wracać. Odłożyłem na bok swoje ambicję i stwierdziłem, że idziemy testowo w najniższe, chyba, pasma górskie w Polsce. Tak też zrodził się pomysł przejścia Głównego Szlaku Gór Świętokrzyskich i zbierania Górskich Odznak Terenowych.

Odrestaurowany dworzec autobusowy w Kielcach
Dworzec autobusowy w Kielcach
Jasio siedzi na dworcu autobusowym w Kielcach i czeka na busa do Kuźniak
W oczekiwaniu na busa do Kuźniak

Także jest cel i jest motywacja – będziemy zbierać pieczątki do książeczki PTTK, a na końcu ojciec z synem otrzymają odznakę PTTK. Brakuje nam tylko przygody. Nie myśląc długo rzuciłem pomysł. Idziemy szlakiem i nocujemy w namiocie na dziko. Trzeba by było zobaczyć wyraz twarzy Jasia, żeby zrozumieć jak bardzo mu się ten pomysł spodobał. Z tatą pod namiot, z plecakami. Ekscytację zwiększył również fakt, że samochód zostawiamy dziewczynom i jedziemy do Kielc pociągiem.

Po górach z dziećmi już chodziliśmy – głównie w naszych ukochanych Bieszczadach. Nie chodziliśmy jednak nigdy “na ciężko” – z dziećmi, z namiotem, śpiworem itd. Nie wiedziałem ile w stanie jest przejść Jasio, ciągiem. Ciężko było obrać jakiś konkretny cel na ten pierwszy nasz wspólny wyjazd. Po cichu gdzieś liczyłem, że może uda się nam przejść przez cały weekend ok 30 km. Cały szlak ma blisko 100 km, więc akurat pasowałoby go podzielić na trzy części.

Zaczynamy Główny Szlak Gór Świętokrzyskich

Dzień 1. odcinek 1.

Z samego rana pojawiliśmy się na odrestaurowanym dworcu autobusowym w Kielcach. Musieliśmy się dostać, na nasz, początek szlaku (można iść w dwie strony) w miejscowości Kuźniaki. To tam zaczyna się lub kończy czerwony szlak Głównego Szlaku Gór Świętokrzyskich. Zanim jeszcze zaczęliśmy wędrówkę, wstąpiliśmy do sklepu spożywczego po naszą pierwszą pieczątkę w książeczce GOT PTTK.

Bus do Kuźniak - dworzec autobusowy w Kielcach
Jest i nasz rydwan, którym dojedziemy do Kuźniak
kamień - początek głównego szlaku świętokrzyskiego
Symboliczny kamień początku Głównego Szlaku Gór Świętokrzyskich

Plan na dziś ambitny – dojść do Baraniej Góry i znaleźć tam miejsce na nocleg. Jasiowi wyznaczałem, stopniowo bliższe cele. Pierwszym była Perzowa Góra (395 m n.p.m.), a zaraz obok niej owiana ciekawą legendą kaplica św. Rozalii w grocie skalnej.

Skały na Głównym Szlaku Gór świętokrzyski
Jasio na Głównym Szlaku Gór Świętokrzyskich
Las jest pełen ciekawych rzeczy do odkrycia
Leśne zabawy na Głównym Szlaku Gór Świętokrzyskich
Leśna zabawa w zbieranie liści roślin a następnie wklejenie i opisanie ich w dzienniku z podróży Jasia
Przeowski Rezerwat przyrody

Legenda kapliczki św Rozalii

Dawno temu, pasterz o nazwisku Perz wybrał się, jak co dzień, na pastwisko na zboczu góry. Niespodziewanie Perzowi ukazała się ubrana na biało-niebiesko piękna kobieta, która podeszła do niego, i wręczając mu pokaźnych rozmiarów klucz, powiedziała: “Nie lękaj się mimo iż będą się tu działy rzeczy straszne. Wytrwaj na tym miejscu do końca. Weź ten klucz i czekaj, a staniesz się najwyższym przełożonym klasztoru, który tu powstanie. Tym kluczem otworzysz drzwi.” Wtedy rozległy się potężne grzmoty, skały pękały z łoskotem i staczały się po zboczach.
Perz widział, jak spod ziemi wyrastały mury tajemniczej budowli. Przerażone bydło popędziło do wsi. Perz nie wytrzymał ze strachu i również wziął nogi za pas, gubiąc przy okazji dany mu klucz. W tym momencie cała budowla zaczęła się zapadać pod ziemię, a jej pozostałością jest tylko grota, którą możemy dziś oglądać.
W czasach zarazy grota służyła również jako schronienie dla okolicznych mieszkańców, przez co jej patronką została św. Rozalia (wiodła pustelnicze życie w grocie).

Kapliczka św. Rozalii na czerwonym Szlaku Gór Świetokrzyskich
Kaplica św. Rozalii w skalnej grocie

Kolejny nasz przystanek planowałem przy wieży widokowej obok miejscowości Sieniów, zaraz obok najwyższego na naszej dzisiejszej trasie wzniesienia (Góra Siniewska – 448 m n.p.m.). Ku naszemu zaskoczeniu obok wieży widokowej powstał niesamowity, kreatywny, muzyczny plac zabaw. Jasio biegał od jednego urządzenia do drugiego, a ja w tym czasie przygotowywałem nam obiad. Do tego momentu nawigacja pokazywała nam, że przeszliśmy około 7,3 km. Z kolei Endomondo wskazywał ponad 9 km. Nie mam pojęcia skąd taka rozbieżność?!.

Plac zabaw przy wierzy widokowej w Sieniowie
Muzyczny plac zabaw przy wieży widokowej
Widok z wieży widokowowej w Sieniowie
Widok z wieży w Sieniowie

Czegoś potrzebujesz? Pytaj mieszkańców

Skoro idziemy “na ciężko” to wszystko co nam potrzeba powinniśmy zabrać ze sobą. Musiałem się jednak spakować z głową, dlatego uznałem, że najbardziej niezbędną rzecz potrzebną na szlaku będziemy kombinować na bieżąco – wodę. Przez zaskakującą temperaturę, jak na wrzesień, zapasy wody skończyły nam się własnie przy Sieniowie. Sklepu oczywiście próżno szukać w okolicy, zostaje sprawdzona metoda – poproś któregoś z mieszkańców o uzupełnienie.

Co ciekawe, że jak ludzie widzą kogoś, kto wędruje i to jeszcze z dzieckiem, włącza im się mega gościnność. Chociaż ja twierdzę, że Polacy są bardzo gościnni i otwarci na obcych, to zawsze miło jest usłyszeć potwierdzenie tej mojej teorii. Także poprosiliśmy o wodę, a zostaliśmy zaproszeni na obiad, zaoferowano nam nocleg, mimo naszych serdecznych podziękowań za okazano pomoc na odchodne chciano nam wręczyć skrzynkę papierówek (kto pamięta smak tych jabłek z dzieciństwa?). Zbudowani dobrocią ludzi ruszyliśmy dalej. Do Baraniej Góry zostało nam blisko 1,5 km marszu z Widomej.

Barania Góra – pierwszy nocleg na Głównym Szlaku Gór Świętokrzyskich

rozbity namiot Fjord Nansen na Jasiek na czerwonym głównym szlaku gór świętokrzyskich
Wspólnymi siłami postawiliśmy namiot

Zgodnie z planem dotarliśmy do Baraniej Góry (426 m n.p.m.). Jasio od momentu opuszczenia gospodarzy w Widomej narzekał już, że nie chce już chodzić, i że go bolą nóżki. Wspomogłem go trochę w trudzie walki ze zmęczeniem, ale zgodnie z przyjęta taktyką wyznaczyłem mu kolejny drobny cel. Szukamy miejsca na namiot – ma być płasko i ma być ładny widok. Kilkaset metrów dalej trafiliśmy na miejsce prawie idealne.

wschód słońca naJasiek na czerwonym głównym szlaku gór świętokrzyskich, nasz namiot
Takie wschody to my lubimy

Barania Góra okazała się idealna na nocleg. Patrząc na mapę wiedziałem, że jak zejdziemy z niej to znajdziemy się między zabudowaniami, a szlak zacznie przebiegać przez asfaltowe drogi. Przekalkulowałem zmęczenie Jasia oraz odległość do kolejnego potencjalnego miejsca spania i wyszło mi, że po prostu musiałbym młodego przeciągnąć jeszcze kolejne 5 km. Ten wyjazd miał być dla niego i nie chciałem go zrażać.

Idziemy Głównym Szlakiem Gór Świętokrzyskich

Dzień 2. odcinek 1.

Noc, przyznam się Wam szczerze, była “taka sobie”. Przede wszystkim całkiem wypadło mi z głowy, że połowa września to okres kiedy jelenie mają rykowisko. Jeśli ktoś nie słyszał jak ryczy byk jelenia w tym czasie to polecam sobie odszukać na youtube ten dźwięk. Jasiowi to kompletnie nie przeszkadzało, chyba zmęczenie dało o sobie znać. Wschód słońca jednak wynagrodził mi niespokojną noc. Jasio jak wynurzył głowę z namiotu powiedział – “widzisz jaki widok znalazłem”. No nie da się ukryć, że było bajecznie.

W drodze do kamieniołomu w Ciosowej

Mapa jednak nie kłamie. Część szlaku po zejściu z Baraniej Góry w kierunku Ciosowej to po prostu podróż przez pobocza lub chodniki wiodące wzdłuż drogi, między zabudowaniami. Jak narazie to najmniej ciekawy odcinek naszej trasy. Postanowiliśmy go jednak sobie urozmaicić. W miejscowości Porzecze można zboczyć ze szlaku (2,5 km) i odwiedzić ruiny hutniczego zakładu wielopiecowego z XIX w. znajdujące się w Bobrzy. Plan na dziś mamy skromniejszy, ponieważ musimy wrócić do Kielc na pociąg a da się to zrobić tylko gdy szlak zbliża się gdzieś do jakiejś drogi, najlepiej ruchliwej. Z mapy wygląda na to, że nasz cel dzisiejszej wędrówki leży kilkaset metrów za kamieniołomem w Ciosowej – idziemy do Miedzianej Góry!

Ruiny zakładu hutniczego w Bobrzy

Nogi Jasia, wg Jasia już odmawiały mu posłuszeństwa. Ojciec wpadł na pomysł, że w ramach zabawy zaczniemy łapać stopa do Bobrzy. Pierwsze pomachiwania Jasia były okraszone dużą dozą wstydu, ale widząc mnie twardo machającego na każdy samochód Jasio nabrał pewności. Czekaliśmy może siedem minut na przystanku i bach! Złapaliśmy pierwszego w życiu stopa Jasia.

Ruiny zakładu hutniczego w Bobrzy
Ruiny zakładu hutniczego

Ruiny jest dość prosto namierzyć. Są otoczone wielkim murem oporowym, sięgającym 15 metrów. Ku naszemu zaskoczeniu na miejscu nie spotkaliśmy absolutnie nikogo. Obeszliśmy całe ruiny, które robią wrażenie i moim zdaniem warto je odwiedzić. W końcu miał to być największy zakład hutniczy w Polsce w XIX w. Ambitny plan przerwała wielka powódź oraz wybuch powstania listopadowego.

Ruiny zakładu hutniczego w Bobrzy
Mur oporowy Ruiny zakładu hutniczego w Bobrzy
Mur oporowy, za nim skrywają się ruiny zakładu

Jasiowi tak się spodobał autostop, że postanowiliśmy w powrocie do Porzecza zastosować tę samą metodę. Tu nam się zeszło trochę dłużej ze złapaniem okazji. Może dlatego, że Jasio zamiast machać na samochody w jadące w naszą stronę to wypatrywał “wyścigówek”, a jak taką trafił (Ford Mustang) to machał na nią niezależnie od tego, w którą stronę jechała :-).

Kamieniołom w Ciosowej

System zbierania pieczątek PTTK jest powiedzmy sobie niedoskonały. Nie ma określonych punktów gdzie je można zbierać, więc trzeba szukać na własną rękę. Sprawdzać trzeba np. sołtysów we wsiach, sklepy spożywcze po drodze. Nam się naszą drugą pieczątkę udało własnie zdobyć w Porzeczu w sklepie. Za Porzeczem zaczyna się, nareszcie, ponownie leśna ścieżka przez spektakularnie wysoki las sosnowy.

Las sosnowy za Porzeczem na Głównym Szlaku Gór Świętokrzyskich

Do kamieniołomu trzeba się chwilę powspinać, ale warto. My postanowiliśmy sobie zrobić tam przerwę na obiad, tzw. “obiad z widokiem”.

Mieliśmy szczęście, tak można by to nazwać. Na przystanku w Miedzianej Górze okazało się, że autobus miejski, który podwiezie się nas prawie pod sam dworzec przyjedzie za 10 min, kolejny był za 3 godziny. Na busiki kursujące w okolicy nie mieliśmy też co liczyć, ponieważ te w niedziele jeżdżą chyba dwa dziennie.

Kamieniołom w Ciosowej Ruiny zakładu hutniczego w Bobrzy
Pozostałości kamieniołomu w Ciosowej

Koniec pierwszego odcinka Głównego Szlaku Gór Świętokrzyskich

Tak się skończył nasz pierwszy odcinek Głównego Szlaku Gór Świętokrzyskich. Wg Endomondo przeszliśmy pierwszego dnia 14,5 km, a drugiego 8,6 km. Uważam to za bardzo dobry wynik jak na 4,5 latka. Udało mi się też go nie zniechęcić do dalszych wypraw. Może uda się nam wrócić na szlak jeszcze raz w tym roku.

Co zabraliśmy ze sobą na szlak?

Poniżej zrobiłem listę rzeczy, które mieliśmy ze sobą spakowane, przy okazji też policzyłem ile wody nam było potrzebne do przejścia tych 23 km.

W sumie na szlak wyszliśmy z napełnionymi bidonami (2 x 0,6l), elastyczną butelką (1l) oaz zakupioną w sklepie butelką wody mineralnej (1,5l). W Widomej uzupełniliśmy 2 x 0,6 i całą butelkę po wodzie mineralnej (1,5l). Łącznie około 5,5 litra wody potrzebowaliśmy. Gdybyśmy szli cały drugi dzień, konieczne byłoby kolejne uzupełnienie zapasów.


DOŁĄCZ DO NAS

Matka z trójką dzieci siedzi na ziemi w lesie w Puszczy Zielonej
Jasio na hulajnodze Scoot

Będzie nam super miło, jeśli polubisz nasz profil na Facebooku.

Z góry wielkie dzięki za zaobserwowanie nas na Instagramie!

Zapraszamy też do naszej grupy na Facebooku Aktywni Rodzice – co fajnego można robić z dziećmi. Zarażamy w niej energią do rodzinnego podróżowania i aktywnego spędzania czasu z dzieciakami.

A może marzysz o podróżach ale nie wiesz od czego zacząć? Wejdź na nasz księżyc – moonandback.pl. Zabierzemy Cię w podróż życia! #robniemozliwe

Inne wpisy

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.