Dzieci to nie święte krowy. Jak podróżować, żeby było miło.

by Karo
Podróżując z dziećmi w nowe miejsca, chłoniemy wszystko jak gąbka. Nowe miejsca, nowi ludzie, emocje, jedzenie, krajobrazy. Często w tym podróżniczym haju lekko się zapominamy. Z jednej strony uważamy, że nasze dziecko jest najważniejsze na świecie a z drugiej, paradoksalnie, zapominamy o jego potrzebach.
 
Przed Wami nasza subiektywna lista błędów, które popełniamy podróżując z dziećmi. Jeśli jednak dobrze się nad tym zastanowić – większość z nich można równie dobrze odnieść do naszego codziennego życia.
 

Nie każdy lubi dzieci, zwłaszcza w samolocie

I bardzo dobrze, nie każdy musi lubić i chcieć mieć dzieci. Nie każdy też chce zabawiać nasze dzieci podczas lotu. Niestety, nie każdy rodzić ma tego świadomość. Sami zachodzimy w głowę, czemu część rodziców uważa, że skoro kochamy swoje dziecko, to takim samym uczuciem obdarzają je wszyscy dookoła. Nieogarnięcie tak prostej rzeczy, jaką jest życie w społeczeństwie, widać najlepiej podczas lotu samolotem, kiedy to idealnym wyjściem na brak kreatywności rodzica jest puszczenie dziecka samopas. Tu kopnie w fotel, tu rzuci papierkiem, tu po raz dziesiąty zaczepi, przechodząc obok. Ot przecież to tylko dziecko, prawda?

Wiadomo, że zmęczone dziecko to dziecko marudne, więc średniomyślący rodzic powinien przewidzieć, że po kilku godzinach lotu i przebywania w ograniczonej przestrzeni, przeciętny kilkulatek raczej nie będzie oazą spokoju i wyluzowania. Weźmy mu więc ulubioną przytulankę, grę, książkę czy kolorowankę i kredki. Zapewnijmy przekąski, miejmy w odwodzie jakąś małą niespodziankę. No i najważniejsze: dajmy nasz czas, uwagę i cierpliwość. Dziecko przecież tak naprawdę potrzebuje NASZEJ UWAGI. A jeśli my sami siedzimy z nosem w telefonie albo tablecie, to czego oczekujemy od naszego dziecka?
 

 

Kupa mojego dziecka przecież nie śmierdzi

Nie raz zdarzało nam się zmieniać pieluchę Mani i Jasia w miejscu publicznym. W zatłoczonym autobusie, obok tajskiej świątyni bez żadnej toalety w promieniu kilometra czy zwyczajnie na ulicy. Zawsze jednak szukaliśmy ustronnego miejsca, starając się zachować maksimum prywatności i zdrowego rozsądku. Nie ma nic gorszego, niż goły tyłek obcego dziecka i brudna pielucha na widoku. Nie mówiąc już o zapachu unoszącym się wokół. Bleeee.
 

Oburzanie się na lokalsów

Jeśli jedziemy do jakiegoś kraju, staramy się najpierw sprawdzać, jak traktuje się tam dzieci. Wiadomo, że w Tajlandii, Indiach czy na Kubie nasze maluchy będą głaskane po głowie, cmokane w policzek i bez pytania o naszą zgodę, dostaną masę słodyczy. Na Islandii czy w Niemczech dzieci będą po prostu dziećmi, miło ale bez jakiegoś większego entuzjazmu.

Zawsze jednak dzieciaki będą otwierać serca miejscowych. Z maluchami zobaczymy też inne rzeczy, łatwiej nam będzie wynegocjować obniżkę ceny czy zboczyć z turystycznego szlaku. Doceniajmy zatem lokalsów i nie złośćmy się na miejscowe zwyczaje. Jeśli nam nie odpowiadają, wybierzmy inny, bardziej przyjazny dla naszego komfortu i subiektywnych odczuć, kraj. Przecież to my jesteśmy tam gośćmi a nie odwrotnie. 
 

Jeszcze tylko jedno muzeum

Macie już plan podróży? Super. Nie zapomnijcie tylko uwzględnić w nim dziecka. Sami kiedyś popełnialiśmy ten błąd, starając się zobaczyć kolejne miejsce na naszej liście „must see”. Jednak to bieganie z punktu A do punktu B przeważnie dość szybko się kończyło płaczem lub zniechęceniem Mani (z Jaśkiem już byliśmy mądrzejsi i nie popełniamy tego błędu).

To, co dla nas dorosłych, jest warte zobaczenia, dla dzieci przeważnie nie będzie miało żadnego znaczenia. Chyba że odpowiednio je do tego przygotujemy. Przez kilka lat udało nam się opracować dobry patent: robimy jedną rzecz dla nas, staramy się maksymalnie zainteresować nią maluchy, np. opowiadając o szczegółach jakiegoś zamku, wynajdując ciekawostki, itd. Myślicie, że nie warto opowiadać takich rzeczy 2-4 latkom? Sami się zdziwicie, jak kiedyś Wam przypomną, że np. na słoniach się nie jeździ. Następnie przeznaczamy czas na coś tylko dla dzieci: rzucanie kamieniami do wody, jedzenie lodów, siedzenie na placu jakiegoś miasteczka i skakanie przez kałuże, czy plac zabaw. I tak na zmianę. My mamy więcej luzu, Jasio i Mania czują się pełnoprawnymi uczestnikami podróży. Takie zwiedzanie w stylu slow jest naprawdę super – nikt się nie spina, jest więcej czasu na wszystko, zauważa się zupełnie inne rzeczy.
 
 
Podróże z dziećmi są super, sami jesteśmy tego najlepszym przykładem. Nie zapominajmy jednak, że nie jesteśmy na świecie sami a nasze dzieci też chcą fajnie spędzić z nami czas. W końcu jesteśmy dla nich najważniejsi na świecie.
 

7 komentarzy

Ula Kwiecień 20, 2018 - 08:10

Dzień dobry! Mam pytanie odnośnie pierwszego zdjęcia z podróży samolotem. W czym siedzi maleństwo? Czy wybierając się w podróż z niemowlakiem, wybieraliście (i polecacie) któreś miejsce/ siedzenia w samolocie? Przed nami pierwszy lot z półroczną córką w te wakacje. 

Reply
Karo Kwiecień 20, 2018 - 09:30

hej, półroczna Mania siedzi w kołysce, którą się przyczepia do ścianki w samolocie. Trzeba ją wcześniej zamówić u przewoźnika (bez dodatkowej opłaty). Musisz tylko sprawdzić, jakie ograniczenia wagowe u dziecka ma Twój przewoźnik – różne linie różnie traktują maluchy – jedni dają kołyski do 9 kg, inni do kilkunastu. Zazwyczaj nie ma problemu z dostaniem kołyski, chyba że samolotem leci dużo maluszków, to wtedy im szybciej ją zamówisz, ty większa szansa na dostanie jej. Miejsca są wtedy przydzielane automatycznie przy grodzi / ściance samolotu – dodatkowa zaleta jest taka, że jest tam dużo więcej przestrzeni na nogi :). 

A gdzie lecicie? 🙂

Reply
Anonim Kwiecień 19, 2018 - 18:43

Ta uwaga to moim zdaniem klucz do sukcesu.

Reply
Anonim Kwiecień 19, 2018 - 16:08

Podróże z małymi dziećmi to jest mimo wszystko wyzwanie… szczególnie jeszcze w okresie pieluszek, niemowlęcego jedzenia.. dużo latałam samoloten sama z dwójką dzieci które były baaardzo małe.. wiem ile trzeba się nagimnastykiwac w fotelu w samolocie, toalecie, jak zabawic dzieci, jak radzić sobie jak płaczą że zmęczenia… Teraz jak są większe to jest o niebo łatwiej 🙂 dlatego ostatecznie podrozujemy naszym domem łódka ⛵… Nie trzeba się pakować 🙂 dom z nami się porusza…Choć jest też wiele innych wyzwań. Ale da się! Powodzenia dla wszystkich podróżujących rodzin SailOceans

Reply
Our little adventures Kwiecień 19, 2018 - 22:21

Ania, najważniejsza jest chyba świadomość tego, że się da, tylko trzeba być przygotowanym na różne sytuacje. Nie zapomnę jak w grudniu, jak lecieliśmy do Portugalii, Jasio miał chyba jakiś skok rozwojowy, była pełnia i jeszcze nie wiadomo co – nie spał 18 godz i wcale nie zamierzał zasnąć, mimo że był padnięty. Trochę się musieliśmy postarać, żeby było dobrze :). Ale to są na szczęście wyjątki. Reszta to po prostu cierpliwość i poświęcenie uwagi dziecku.

Reply
Anonim Kwiecień 19, 2018 - 15:00

Myślę że warto pamiętać że dzieci to też ludzie ( jakkolwiek to brzmi).I że mają gorsze i lepsze dni. Jak dorosli:) czasem warto odpuścić zwiedzanie, gdy ten gorszy dzień nadejdzie.

Reply
Our little adventures Kwiecień 19, 2018 - 22:17

Otóż to :). Nic dodać, nic ująć :).

Reply

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.