Główna » Nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń

Nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń

by Karo

O wow, też bym tak chciała! Od dziecka o tym marzę, ale… to chyba nie dla mnie. Przecież jestem za (tu wybierz swoją wymówkę): za gruba, za stara, za mało bystra. Będą się ze mnie śmiać, oceniać, dziwnie patrzeć… Dopiero kilka lat temu zrozumiałam, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. Tylko jak się odważyć to zrobić?

Niedawno znalazłam pewien list. List napisany do samej siebie 20 lat temu, w dniu moich 18-stych urodzin. Zupełnie o nim zapomniałam. Na kopercie napisałam odręcznie – otworzyć za 20 lat. Możecie sobie wyobrazić, jak się wtedy poczułam… Otworzyłam go. Ręce mi się trzęsły a serce zaczęło bić trochę szybciej. Nie miałam pojęcia, co jest w środku.

Moje marzenia na najbliższe 20 lat

Wzięłam oddech i zaczęłam czytać. Nagłówek: Moje marzenia na najbliższe 20 lat: 1. Nauczyć się grać na gitarze. 2. Polecieć paralotnią. 3. Nauczyć się mówić po hiszpańsku. 4. Polecieć na Islandię, do Japonii i USA. 4. Robić to, co się kocha. 5. Przebiec maraton. 6. Przeczytać wszystkie ważne książki. 7. Nauczyć się surfować. 8. Pojechać w podróż dookoła świata…Wszystkich punktów było kilkanaście.

Niesamowite uczucie porównać swoje „wymarzone” życie z tym, które rzeczywiście się przeżyło. Takie połączenie radości, smutku i jakiejś takiej dziwnej melancholii w jednym. Fajne jest to, jak wiele z tych marzeń udało mi się spełnić. Mniej fajne, że o kilku ważnych dla mnie wtedy, potem zupełnie zapomniałam. Z części zrezygnowałam, uznając je za zupełnie nierealne. Jeszcze inne wydały mi się zbyt naiwne, zupełnie niepasujące do prawdziwego dorosłego życia, pełnego obowiązków, odpowiedzialności i zobowiązań.

Dorosłe życie i spełnianie marzeń

No właśnie, ale czy na pewno to „nasze dorosłe życie” musi składać się z idealnie dopasowanych do siebie puzzli, dodatkowo ułożonych w odpowiedniej kolejności? Dobre liceum, matura, fajne studia, dobrze rokująca praca, ślub, potem dzieci i stała praca na etacie aż do emerytury? Czy nie jest czasem tak, że zbyt łatwo i zbyt szybko dajemy się wtłoczyć w narzucone przez kogoś innego ramy? Pozwolić formować się według jedynie słusznego schematu, który może i nie jest tak do końca zły, ale jakoś tak trochę do nas nie pasuje?

Na szczęście, im jestem starsza, tym mam w sobie więcej odwagi do mówienia tego, co myślę. Do stawiania granic, mówienia NIE wszędzie tam, gdzie kiedyś powiedziałabym wymuszone TAK. Kiedyś nie miałam odwagi powiedzieć, że mam pewne wątpliwości. Nie jestem do końca przekonana do czyjegoś pomysłu, do odgrywania roli, której ode mnie oczekiwano: grzecznej dziewczynki, która stara się sprostać oczekiwaniom stawianym przez otoczenie – rodziców, nauczycieli, narzeczonego, pracowniczki. I choć wszystko we mnie starało się z całych sił wykrzyczeć NIE, to jednak presja społeczna była dużo większa i w końcu mówiłam TAK. Ba, nawet przekonywałam samą siebie, że tak trzeba, tak wypada, bo przecież inni tak chcą, a na zdaniu tych innych tak bardzo mi zależy. I to ich TAK stawało się w końcu moim TAK. Przynajmniej tak mi się wtedy wydawało.

Wiara w siebie to podstawa wszystkiego

Jednak kilka lat temu coś we mnie pękło. Doszłam do takiego punktu, w którym już dłużej nie byłam w stanie funkcjonować. Dopiero teraz, z perspektywy tych już ponad 8 lat, widzę co tak naprawdę wtedy się stało. Po prostu dorosłam. Zaczęłam uczciwie dla siebie samej decydować o sobie. Zostawiłam pracę, która mnie obciążała, złożyłam pozew o rozwód, rozpoczęłam stawianie granic w różnych relacjach. Trochę tak, jakbym narodziła się na nowo. Brzmi koszmarnie górnolotnie, ale… rzeczywiście tak to czuję.

Odzyskanie wiary w siebie i we własne możliwości może zdziałać prawdziwe cuda. I choć jest to długotrwały proces, który trwa latami, to cholernie warto o siebie zawalczyć. Wtedy robi się przestrzeń na spełnianie marzeń – skok w nieznane z paralotnią, podróż na koniec świata, lekcje surfingu na Teneryfie w wieku 38 lat czy trójkę dzieci z mężczyzną, którego szukało się całe życie (a znalazło po tzw. magicznej trzydziestce, kiedy już wszyscy fajni faceci są podobno zajęci ❥).

Daj się ponieść fali. Po prostu zaufaj

Surfowanie po falach to jedna z najfajniejszych rzeczy, które kiedykolwiek robiłam. Co z tego, że obok mnie śmigały kilkuletnie brzdące, które z taką lekkością łapały fale, jakby robiły to od urodzenia. Co z tego, że hipsterscy surferzy na pewno patrzyli na moje próby z dystansem. Co z tego, że Mania, Jasiek i Baśka na pewno woleliby, żebym w tym czasie pograła z nimi w piłkę na plaży… (choć tak naprawdę myślę, że są cholernie dumne, że mają taką matkę fajterkę-marzycielkę!). Ważne było to, że JA robię coś dla siebie, JA mam z tego frajdę, JA spełniam swoje marzenia. A im bardziej zadowolona ze swojego życia jestem JA, tym MY wszyscy razem mamy fajniej.

Nie bójcie się marzyć, Dziewczyny. Tylko uważajcie, marzenia naprawdę się spełniają. Trzeba tylko w to uwierzyć ❥.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.